fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

"Rzeczpospolita" pisała. 1926: Na fali sowietyzmu

Dziennik 13 maja z tytułem „Zamach stanu” informował o przebiegu wydarzeń, bez komentarza. Następnego dnia pismo nie ukazało się.
W wydaniach z 15 i 16 najciekawsze były listy i wykazy ofiar walk, zebrane z warszawskich szpitali. W numerze z 17 maja na pierwszej stronie redaktor naczelny Sylwin Strakacz ostrzegał w komentarzu „Nakazy chwili": „...bogaty doświadczeniem przewrotu rosyjskiego – komunizm – jest spokojny i czeka ze swoim programem, aż mu grunt odpowiednio przygotują. Wie on dobrze, że hasło wywłaszczenia bez odszkodowania – to jedno z jego haseł, że sądy doraźne, proklamowane przez partie polityczne – prowadzą prostą drogą do „czerezwyczajki".
Jeśli partie polityczne dały się unieść fali podniecenia, sądzimy, że organy właściwe powinny zabrać głos. Nie wolno dać się unieść fali, która prze w kierunku czerwonego morza rosyjskiego sowietyzmu. Obecne władze, tak skrupulatnie cenzurujące prasę prawicową, niech się nad tym zastanowią, bo bardzo niedługo może być już za późno".
Cenzorzy, którzy w innych pismach szaleli zdejmując teksty i rekwirując nakłady, nad słowami Strakacza zastygli w osłupieniu. Prawdopodobnie usiłowali znaleźć jakieś podteksty w tym tekście, doszukać się powiązania Piłsudskiego ze Stalinem. Machnęli ręką, nie zdjęli nawet przecinka. Następnego dnia „Rzeczpospolita" ukazała się z białymi plamami cenzorskimi, pocięty został m.in. komentarz „Nad bratnią mogiłą" autorstwa księdza Zygmunta Kaczyńskiego, posła na Sejm.
We wrześniu Sylwin Strakacz przestał być redaktorem naczelnym, odszedł z redakcji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA