fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Koziej: Rosja wywiera presję na Polskę

Generał Stanisław Koziej
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
- Informowanie o manewrach w nadziei, że informacje te będą potęgowane, jest świadomym i celowym prowadzeniem wojny informacyjnej - mówi "Rz" prezydencki minister gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Jak Pan odbiera ostatnie wspólne rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe, w których ćwiczono scenariusz wojenny z Polską? Na jesień zaplanowano już kolejne.
Szef BBN, minister, gen. Stanisław Koziej: Należy rozdzielić same manewry od informowania o manewrach. Manewry to praktyczne ćwiczenie i weryfikowanie mechanizmów wojskowych, stosowane przez wszystkie państwa czy organizacje racjonalnie podchodzące do utrzymywania własnych  systemów wojskowych. Czyli w tych rosyjsko-białoruskich ćwiczeniach nie ma nic dziwnego?
Wiadomo, że Rosja poważnie traktuje swoje wojsko, więc manewry nie powinny być dla nikogo czymś dziwnym, ani też zaskakującym. Natomiast informowanie o manewrach, w nadziei, że informacje te będą potęgowane, jest świadomym i celowych prowadzeniem wojny informacyjnej. Powinniśmy to więc odbierać, jako element agresywnej prowokacji czy jednak może przyjąć, że to rutynowe ćwiczenia wojskowe wschodnich sąsiadów? Trudno uciec od stwierdzenia, że takie sytuacje zwiększają napięcie w obustronnych relacjach. Same ćwiczenia są jak najbardziej czymś rutynowym. Natomiast informowanie o nich jest wywieraniem ukierunkowanej presji polityczno-militarnej. W tym przypadku - poprzez publiczne informowanie o ćwiczeniu wojny z Polską -  presji na Polskę. Nie powinniśmy pokazywać, że jesteśmy podatni na taką presję. Powinniśmy natomiast dokładnie analizować rzeczywistą treść manewrów, bo ona zawsze coś mówi o realnych planach operacyjnych. Czy Polska jest przygotowana na ewentualny konflikt zbrojny? Wielu ekspertów podkreśla, że w przypadku ataku Białorusi nasza armia nie miałaby większych szans. Utracilibyśmy część terytoriów na Wschodzie, a Aleksander Łukaszenko nie później niż po dobie od ataku, mógłby odbierać defiladę zwycięstwa w Warszawie. Takie opinie nie mają nic wspólnego z wiedzą ekspercką. To felietonowe filipiki. Wychodzą pewnie z założenia, że cała Polska i NATO przez parę miesięcy śpi, a Łukaszenka w tym czasie mobilizuje całą swoją armię (my śpimy), podciąga ją nad granicę (dalej śpimy) i zupełnie niezauważalnie (bo my nadal śpimy) rzuca na Warszawę. Myślę, że nawet "mały Jasio" tak już dzisiaj - w erze informacyjnej - nie myśli. A w przypadku konfliktu możemy w ogóle liczyć na sojuszników z NATO? Pojawia się wiele głosów, że nikt nie będzie chciał „umierać za Białystok". Gdyby to miał być konflikt na dużą skalę - który musiałby być poprzedzony fazą napięcia, kryzysu, przygotowań - nie ulega wątpliwości, że od samego początku byłaby to wojna sojusznicza. W innym przypadku jesteśmy zdani tylko na siebie? W stosunku do zagrożeń o mniejszej skali, zwłaszcza tzw. zagrożeń "aterytorialnych", czyli selektywnych uderzeń z zaskoczenia, bez wcześniejszych przygotowań, w których nie chodziłoby o opanowanie atakowanego terytorium, powinniśmy liczyć się z ewentualnością samodzielnego radzenia sobie z nimi. Przynajmniej przez czas potrzebny na uzyskanie konsensusu sojuszniczego. Czy w świetle tych manewrów uzasadnione jest trzymanie najlepszych polskich żołnierzy na misjach zagranicznych w krajach, które nie są bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski? Również z dokumentu "Priorytetowe kierunki działań MON i Sił Zbrojnych RP w 2012 roku" wynika, że głównym celem ministerstwa są potrzeby misji zagranicznych. Czy nie jest to lekceważenie zagrożenia na terytorium Polski? Priorytetem rzeczywiście powinny być konstytucyjne zadania, a tym samym i zdolności oraz przygotowania, związane z bezpośrednim bezpieczeństwem własnego kraju. Dopiero takie zdolności możemy w miarę możliwości desygnować do ewentualnych misji zagranicznych. To istota "doktryny Komorowskiego", której treść wypełniają wnioski i rekomendacje Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego, przeprowadzonego na polecenie Prezydenta RP w ostatnich dwóch latach. Minister Sikorski stwierdził, że Polska zawsze szykuje się na wojnę. W jaki sposób? Czy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego przewiduje, że w niedalekiej przyszłości może dojść do konfliktu zbrojnego z którymś z naszych sąsiadów? Polska musi ciągle dbać o swoje bezpieczeństwo. To chyba jedna z najważniejszych lekcji z naszej historii. BBN traktuje bezpieczeństwo jako kategorię strategiczną, długofalową. Trzeba o nie nieustannie zabiegać w długiej perspektywie. Dzisiaj nie grozi nam konflikt zbrojny. Ale jutro, pojutrze, za rok, za dziesięć?  Im dalej sięgamy pytaniem w przyszłość, tym mniej zasadną byłaby odpowiedź uspokajająca. Rosjanie ćwiczyli również atak na Szwecję. Podczas manewrów naruszyli m.in. szwedzką przestrzeń powietrzną Co może oznaczać taka wzmożona aktywność militarna Federacji Rosyjskiej? Rosjanie próbują pokazać, że znów są silnym i groźnym mocarstwem? Rosja chce pokazać, że odnowiła już na tyle swój konwencjonalny potencjał militarny, że może go z powodzeniem wykorzystywać w bieżącej międzynarodowej grze politycznej. Tak, jak dotychczas wykorzystywała np. potencjał surowcowo-energetyczny. Czy NATO ma zamiar w jakiś sposób odpowiedzieć na te wydarzenia? Najlepszą odpowiedzią są własne manewry doskonalące własne mechanizmy wojskowe. Nie warto oburzać się, że jakieś wojsko ćwiczy, bo to byłoby narzekanie, że pada deszcz. Trzeba po prostu sprawdzać parasolki. Taką rolę spełniają przygotowywane przez nas sojusznicze ćwiczenia "Steadfast Jazz".
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA