Chętni, by zostać komornikiem, mają za sobą pierwszy dzień egzaminu. W czwartek pisali prace o egzekucji świadczeń alimentacyjnych. Dziś drugi dzień egzaminu, który kończy dwuletnią aplikację. W tym roku do egzaminu przystąpiło 281 osób (dopuszczono do niego 284).
Najwięcej zdających jest w Warszawie (57) i Łodzi (56). Egzamin przeprowadza siedem komisji egzaminacyjnych powołanych przez ministra sprawiedliwości.
W trakcie dwóch dni egzaminu zdający opracowują po jednym zadaniu pisemnym. Dotyczy ono czynności należących do ustawowych zadań komorników. Egzaminy rozpoczynają się o godz. 10 i trwają sześć godzin.
Zdający mogą pisać prace odręcznie albo na komputerze. Ci, którzy wybrali drugie rozwiązanie, korzystają z odpowiednio przygotowanych własnych laptopów.
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało wyposażoną w edytor tekstu aplikację egzaminacyjną, która blokuje dostęp do zasobów komputera i uniemożliwia łączność z urządzeniami zewnętrznymi.
Resort przewidział też wyjątki dla kandydatek do zawodu, które są matkami i karmią dziecko piersią. Zdająca mama ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w czasie każdego dnia egzaminu.
W 2016 r. do egzaminu komorniczego przystąpiło 340 osób, a dwa lata wcześniej 623. W tym roku kandydatów znów jest mniej, bo zaledwie 281 osób. Dlaczego słabnie zainteresowanie zawodem komornika?
– Niepewność przyszłości zawodu – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Rafał Łyszczak, wiceprezes Krajowej Rady Komorniczej.
Na tym nie koniec. Radykalnie pogarsza się sytuacja finansowa kancelarii komorniczych. W pierwszej połowie 2016 r. po zmianie przepisów o 40 proc. spadł wpływ spraw do kancelarii.
Popularności komornikom sądowym nie przysparza też atmosfera wokół tego zawodu i przeświadczenie o masowych bezprawnych działaniach komorników. Trzecia to brak perspektyw, chaos z VAT i zapowiedź racjonalizacji opłat.
Ministerstwo Sprawiedliwości już od kilku miesięcy zapowiada reformę u komorników. Planuje zamiast dwóch stawek opłaty stosunkowej, tj. 15 proc. liczonych od ściągniętego długu i 8 proc. w przypadku egzekucji z wynagrodzenia za pracę czy z konta bankowego, wprowadzić jedną – 10 proc. wyegzekwowanego długu.
Komornicy będą musieli przy egzekucjach trwających dłużej, np. kilka lat, raz na pół roku formalnie rozliczać pobrane opłaty – a to dodatkowe utrudnienie.
Sądy mają też miarkować ich wysokość.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.lukaszewicz@rp.pl