Reklama

Niedofinansowanie sanepidu może się na nas zemścić w dobie epidemii koronawirusa

Na niewydolność służb sanitarnych pracowaliśmy wiele lat, ograniczając wydatki na nie – uważają eksperci.
Niedofinansowanie sanepidu może się na nas zemścić w dobie epidemii koronawirusa

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Choć resort zdrowia nawołuje do odpowiedzialności i przestrzegania zasad dystansu społecznego, a policja zapowiada bezwzględne egzekwowanie kar za nienoszenie maseczek, kuleje system izolowania zakażonych.

– Dodzwonienie się do sanepidu to cud, a osoby, które miały ze mną kontakt, poddały się kwarantannie z własnej woli i poczucia odpowiedzialności wobec innych – mówi lekarz z Warszawy, który tygodniami tłumaczył osobom, z którymi miał kontakt, że zgłosił ich dane do sanepidu i to nie jego wina, że nikt się z nim nie skontaktował.

Czytaj także:

Koronawirus: Fikcyjna kwarantanna. Służby nie radzą sobie z izolowaniem chorych

Rzecznik głównego inspektoratu sanitarnego Jan Bondar uważa jednak, że wiele skarg nie ma uzasadnienia.

Reklama
Reklama

– Nie wszyscy, którzy mieli kontakt z zakażonym, musieli się zakazić. Zaufajmy doświadczeniu inspektorów, ich wiedzy – apeluje. I dodaje, że wiele pretensji powinno być kierowanych do innych służb. – Ludzie skarżą się, że nikt do nich nie dzwonił, choć wykonali test komercyjny w prywatnej przychodni, a ta nie ma obowiązku zgłaszać wyników do systemu EWP, do którego przekazuje go każde z ponad 200 laboratoriów mających kontrakt na wykonywanie testów z NFZ. Inni żądają od nas diagnozy, zwolnień lekarskich czy porad medycznych. To też blokuje infolinię i uniemożliwia inspektorom pracę – mówi. Dodaje, że działania służb opóźniają też błędy laboratoriów, np. wpisanie niepełnych danych osoby dodatniej.

Zdaniem ekspertów niewydolność sanepidu, który w całym kraju zatrudnia ok. 16 tys. osób, z czego inspektorzy epidemiologiczni to zaledwie kilkanaście procent, jest efektem całych lat zaniedbań.

– Państwowa Inspekcja Sanitarna przez lata traktowana była przez rządzących po macoszemu jako grupa urzędników od sprawiania przykrości przedsiębiorcom. Nie dostrzegano wagi tej instytucji jako służby stającej na pierwszej linii frontu w sytuacji zagrożenia epidemiologicznego. Przez lata konsekwentnie ograniczano na nią wydatki, doprowadzając do jej zagłodzenia. Już pierwsze tygodnie pandemii pokazały, że w sanepidzie brakuje i pieniędzy, i ludzi, by w pełni sprostać wyzwaniom, jakie niesie sytuacja. I choć wszyscy pracownicy ofiarnie rzucili się do walki z Covid-19, ich wysiłek nie wystarczy. Jest ich za mało i nie mają narzędzi do walki – mówi Marcin Pakulski, były prezes NFZ i specjalista zdrowia publicznego,

A Marek Posobkiewicz, który przez sześć lat był głównym inspektorem sanitarnym, a przez rok zastępcą GIS, dodaje, że sanepid przytłoczył efekt skali.

– Nikt nie był gotowy na tyle zakażeń. To największa pandemia od czasów hiszpanki – zauważa. I apeluje: – Jeśli nie możemy się dodzwonić do sanepidu, wyślijmy maila. Pomóżmy inspekcji.

Zdaniem Posobkiewicza błędem była likwidacja Państwowej Inspekcji Sanitarnej MSWiA, która w maju przeszła pod nadzór GIS. Łącząc te instytucje, resort zdrowia tłumaczył, że zadania i uprawnienia obu nie różnią się. Jednak zdaniem ekspertów osłabiło to możliwość zapobiegania zakażeniom.

Reklama
Reklama

Specjaliści wątpią też, by w czasach tak intensywnego wzrostu zakażeń wydajność sanepidu poprawiła premia w wysokości do 75 proc. wynagrodzenia, którą wprowadzono od września.

Podatki
Urzędnicy skarbówki interesują się wracającymi do Polski. Co sprawdzają?
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Nieruchomości
Jedna działka, jedna wuzetka? Ministerstwo zabrało głos
W sądzie i w urzędzie
Trzy nowe funkcje w mObywatelu. Chodzi o dowody i paszporty
Prawo w Polsce
Karol Nawrocki podpisał trzy ustawy. Studenci zostaną młodszymi asystentami sędziego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama