fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Leczenie transgraniczne: zabiegi medyczne Polaków na koszt NFZ

Adobe Stock
Czechy, Niemcy i Litwa to najpopularniejsze kierunki wyjazdów Polaków na zabiegi medyczne przeprowadzane na koszt Narodowego Funduszu Zdrowia. Wciąż najczęściej operujemy zaćmę.

„Zorganizujemy Ci leczenie i operację zaćmy nawet w ciągu dwóch tygodni" – zachęca polskich pacjentów firma organizująca w Czechach zabiegi na koszt Narodowego Funduszu Zdrowia. Obiecuje transport klimatyzowanym busem, „najlepsze soczewki refundowane przez NFZ" i opiekę specjalistów, również z Polski.

Takich ofert w internecie i na słupach ogłoszeniowych polskich miast są dziesiątki.

W 2018 r. Czesi wykonali aż 98,5 proc. wszystkich zagranicznych operacji zaćmy na koszt NFZ. Najchętniej korzystali z nich mieszkańcy Śląska (5,7 tys. wniosków), Dolnego Śląska (4 tys.) i Małopolski (2 tys.). Dlaczego akurat oni?

– Jest blisko i nie ma bariery językowej, a czeskie kliniki coraz częściej zatrudniają polskich lekarzy i pielęgniarki – mówi Marcin Pakulski, były prezes NFZ. Najważniejszym powodem są jednak kolejki.

– Ponad rok czekania to wciąż bardzo długo. Polacy korzystają więc z dyrektywy transgranicznej, która gwarantuje obywatelom UE równy dostęp do świadczeń – dodaje.

Są co prawda ośrodki, w których na operację zaćmy można się zapisać jeszcze w tym roku, np. Szpital MSWiA w Warszawie – zgodnie z informatorem NFZ pierwszy wolny termin to 31 października 2019 r. – ale w niektórych poczekamy trzy lata, jak w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu (wolny termin to 7 listopada 2022 r.).

Na razie więc NFZ zwraca za zabiegi Czechom i Litwinom, choć, jak przyznaje wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski, obsługa wniosków o zwrot za koszty leczenia za granicą jest dla NFZ kosztowna i czasochłonna. Prof. Marek Rękas z Wojskowego Instytutu Medycznego, konsultant krajowy okulistyki, ma nadzieję, że w miarę zmniejszania się kolejki liczba wyjazdów znacznie zmaleje. To się już powoli dzieje. W 2018 r. za granicą przeprowadzono o 1,26 proc. mniej zabiegów niż rok wcześniej.

– Dla nas ważne jest, by liczba ta nie rosła – mówi prof. Marek Rękas. Rok temu, dzięki dodatkowym kryteriom kwalifikacji do operacji jego autorstwa, kolejka do zabiegu zmniejszyła się z dwóch lat do roku. Okazało się, że wiele osób nie potrzebowało operacji i zapisywało się na nie na wszelki wypadek. Gdyby w ramach zeszłorocznego zniesienia limitów okuliści wykonali 370 tys., a nie 320 tys. zabiegów, polska lista oczekujących byłaby równa średniej europejskiej. Niestety, z tym jest trudno ze względu na żądania płacowe lekarzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA