fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Niewydolność serca groźna jak rak

Zarówno diagnoza, jak i leczenie niewydolności serca bywa trudniejsze niż zawału.
Adobe Stock
Potrzebujemy programu koordynowanej opieki w niewydolności serca – mówi prof. Piotr Ponikowski, prezes PTK.

Jak objawia się niewydolność serca?

To ważne pytanie, bo objawy często są niespecyficzne. Sztandarowym symptomem są uczucie zmęczenia, duszności i zła tolerancja wysiłku. Idę i jest mi duszno, słabo. Wieczorem puchną mi nogi, a najlepiej śpi mi się wysoko, bo w przeciwnym razie się duszę. Wstaję w nocy i podchodzę do okna, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Takie objawy można długo lekceważyć i męczyć się miesiącami. Tymczasem to wyjątkowo groźna choroba, na którą cierpi nawet milion osób w Polsce i której śmiertelność ocenia się na od kilkunastu do 20 proc. rocznie, a pięcioletnie przeżycie wynosi zaledwie 50 proc., jak w wielu nowotworach złośliwych.

Ile osób z niewydolnością serca nie wie o swojej chorobie?

Trudno to oszacować. Na pewno wiele osób dowiaduje się o niej zbyt późno, kiedy objawy są tak silne, że trafiają do szpitala. A, jak wiadomo, leczenie zaawansowanej choroby generuje duże koszty. Z powodu niewydolności serca hospitalizujemy dziś 160 tys. osób rocznie, dwukrotnie więcej niż z powodu zawału. To ogromne koszty dla systemu ochrony zdrowia – szacuje się, że bezpośrednie koszty leczenia niewydolności serca sięgają obecnie prawie 900 mln zł, a razem z kosztami pośrednimi, m.in. związanymi z nieobecnością w pracy, znacznie ponad 5 mld zł. W Polskim Towarzystwie Kardiologicznym o niewydolności serca chcemy jednak myśleć nie pod kątem strat, lecz możliwych zysków. Uważamy, że wcześniejsze zdiagnozowanie i prawidłowe leczenie niewydolności serca może przynieść korzyści nie tylko dla chorych, ale i gospodarki.  Dlatego od dwóch lat mówimy o potrzebie wprowadzenia programu koordynowanej opieki nad chorym z niewydolnością serca (KONS), który poprzedzi kampania edukacyjna.

Mamy już pilotaż programu koordynowanej opieki nad chorym z zawałem serca (KOS). Pacjenci z niewydolnością się do niego nie kwalifikują?

Kwalifikują, ale chorzy po zawale serca to tylko część populacji objętej programem KONS. Oczywiście zawał serca, podobne jak nadciśnienie czy wada serca, wielokrotnie zwiększa ryzyko rozwoju niewydolności serca. Jednak należy pamiętać, że często wstępne rozpoznanie  stawiają lekarze rodzinni niekoniecznie u chorych po zawale serca. Poza tym zarówno diagnoza, jak i leczenie niewydolności bywa trudniejsze niż zawału. KONS zakłada rozpoznawanie i leczenie zarówno nowych pacjentów, jak i takich, którzy z diagnozą żyją już jakiś czas. Będą oni mogli zostać włączeni do programu na różnym etapie i przez różnych lekarzy – podstawowej opieki zdrowotnej, specjalistów w przychodni czy w szpitalu. Lekarz POZ będzie mógł w każdej chwili skonsultować wątpliwości obejmujące zarówno rozpoznanie, jak i leczenie z kardiologiem w jednym z sześciu ośrodków koordynujących, pokazując np. wyniki badań czy dawkowanie leków. Pilotaż KONS ma objąć 5–6 tys. pacjentów leczonych w sześciu ośrodkach i być największym pilotażem w kraju.

Jak często taki chory będzie chodził do lekarza?

Współpracujący z ośrodkiem koordynującym lekarz pierwszego kontaktu oglądałby go co najmniej dwa–trzy razy w roku i w razie jakiejkolwiek niepewności kontaktował się z kardiologiem. Nie możemy sobie pozwolić na to, by wszystkich chorych konsultował kardiolog – wynika to z prostej kalkulacji – tylko w grupie 160 tys. chorych hospitalizowanych z powodu zaostrzenia niewydolności serca w ciągu roku wg naszych zaleceń potrzeba 600–700 tys. wizyt rocznie. Grupa 4500 kardiologów w naszym kraju nie jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu i dlatego konieczna jest bardzo ścisła współpraca z lekarzami rodzinnymi.

KONS miał ruszyć już w tym miesiącu.

Mimo że Ministerstwo Zdrowia było zgodne, że leczenie pacjentów z niewydolnością serca powinno być priorytetem, ale różnimy się w niektórych założeniach pilotażu. Chcielibyśmy doprecyzować pewne zapisy tak, by były one optymalne dla chorych. Mamy nadzieję, że uda nam się szybko dojść do konsensusu, tym bardziej że prezes NFZ zapowiedział, że środki na KONS zostały zabezpieczone w budżecie.

Niedawno o szybkie wdrożenie KONS zaapelowały organizacje pacjentów. Mówiły też o potrzebie refundacji jednego z leków dla chorych z niewydolnością serca.

Jako Polskie Towarzystwo Kardiologiczne jesteśmy przekonani, że nowy lek, stanowiący połączenie dwóch blokerów układu neuroendokrynnego, powinien być refundowany przynajmniej w grupie chorych najwyższego ryzyka. To absolutny przełom w leczeniu, który zapewnia przedłużenie życia chorych nawet o kilka lat, zmniejszenie liczby hospitalizacji w tej grupie o ok. 40 proc. i znacznie lepszą jakość życia. Nierefundowany jest jednak zbyt drogi – miesięczne leczenie kosztuje ok. 500–600 zł, co jest ceną zaporową. Mogę powiedzieć, że zrobię wszystko, żeby jako prezesa PTK, w imieniu całego środowiska, przekonać ministra zdrowia, że trzeba ten lek refundować dla pacjentów z niewydolnością serca.

Jeden z kardiologów powiedział mi, że na drogie leki dla chorego składa się często cała rodzina.

Tak być nie powinno. Jeżeli działanie leku przekłada się na stan zdrowia chorego, poprawia rokowanie i redukuje koszty dla systemu, powinien on być refundowany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA