fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Wiceprezes PFR: Okazało się, że PPK to długi bieg

materiały prasowe
Zmieniliśmy cele. Długoterminowy to 50-, 75-procentowa partycypacja w PPK – mówi Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR.

PFR podsumował wyniki wdrażania pracowniczych planów kapitałowych w małych, średnich i dużych firmach. Nie wygląda to nazbyt imponująco, bo do programu zdecydowało się wedle waszych danych przystąpić 30 proc. pracowników tych firm. To wynik sporo poniżej oczekiwań.

Nie zgodzę się, zależy jak się na to patrzy. Bo jeśli patrzymy z perspektywy tego co zapisano w uzasadnieniu do ustawy o PPK, gdzie pojawiła się słynna zapowiedź 75-proc. partycypacji pracowników w tym programie, to faktycznie nie wygląda to imponująco. Pytanie na ile realne było to założenie, jeśli np. w PPE, gdzie pracownik nic nie wpłaca z własnej kieszeni partycypacja jest na poziomie 63 proc. Uważam jednak , że trzeba na to spoglądać z perspektywy tego co mieliśmy w Polsce do tej pory. I tu przez 20 lat, do czasu uruchomienia PPK, udało się namówić do dodatkowego oszczędzania na czas emerytury około 800 tys. osób. Oszczędzali w PPE, IKE i IKZE. Tymczasem w okresie 1,5 roku od startu PPK mamy już 2,7 mln takich osób. To trzykrotnie więcej.

Te 2,7 mln, to łącznie z oszczędzającymi w PPE, IKE i IKZE?

Tak. Jeśli jednak spojrzymy na pracowników, którzy oszczędzają z pracodawcą, czyli w najbardziej dla siebie atrakcyjny sposób - w PPE nic nie płacą, a PPK płacą połowę, drugą dokładają im pracodawca i państwo – to do momentu uruchomienia pracowniczych planów kapitałowych oszczędzało tak 334 tys. osób. Teraz jest ich 2,05 mln. Z tej perspektywy wygląda to więc zupełnie inaczej. A przecież właśnie startuje ostatni, czwarty i zarazem największy etap PPK.

To coś zmieni?

Tak. Możemy liczyć, że po jego wdrożeniu liczba wszystkich oszczędzających na czas emerytury wzrośnie do ok. 4-4,5 mln, a tych odkładających z firmą będzie około 3,5 mln. Gdy kilka lat temu w Wlk. Brytanii startował program, do którego nasze PPK są bliźniaczo podobne partycypacja pracowników wyniosła 55 proc. Teraz mają 87 proc., bo tak działają te programy. Z czasem ludzie zaczynają się do nich przekonywać, widzą, że są one atrakcyjne, że oszczędności na kontach ich uczestników szybko rosną. Bo faktycznie u nas, gdy pracownik wpłaca do PPK 100 zł, na koncie ma 200 zł. To przekonuje ludzi.

Co sprawiło, że u nas na starcie programu partycypacja jest jednak niska? Te 30 proc. to jednak mało, a i tak część ekspertów rynku emerytalnego zarzuca wam, że podrasowaliście ten wynik, bo odnieśliście je nie do ogólnej liczby firm, które miały obowiązek uruchomić PPK, lecz do tych, które je uruchomiły. Sami rok temu spodziewaliście się lepszego wyniku.

Tak. Mówiliśmy o partycypacji na poziomie 35-45 proc. Mamy 30,4 proc. i trzeba się z tym zmierzyć. Wdrażamy PPK w najtrudniejszym momencie jaki można sobie wyobrazić. Pandemia trochę pokrzyżowała nam plany i niewątpliwie odbiła się na wynikach. Wiele firm walczy w tym czasie o przetrwanie. Odsunęliśmy w czasie drugi etap wdrażania PPK, ten dla średnich firm. Do tego dochodzi wciąż nie zamknięta sprawa OFE, którą też wyhamowała pandemia.

To może trzeba było przerwać wdrażanie PPK i poczekać na lepszy okres?

Uznaliśmy, że to zły pomysł, bo ci, którzy weszli do PPK w pierwszym etapie, jeszcze przed pandemią, zaufali, że nie będzie tu już żadnych zmian i różnic. A mielibyśmy sytuację, że program działa tylko w największych firmach. Trudno byłoby wytłumaczyć pracownikom mniejszych firm i budżetówki, dlaczego nie mogą korzystać z tej bardzo atrakcyjnej formy oszczędzania. Ponadto tym, czego najbardziej nam brakuje w programach dodatkowego i prywatnego oszczędzania, takich jak PPK, jest kwestia stabilności i zaufania. I to, że to nie będzie się wahać w zależności od tego jaka jest sytuacja polityczna, finansów publicznych, kto rządzi czy sprawuje nadzór. Ludzie muszą mieć przeświadczenie, że tego typu programy nie zależą od bieżącej koniunktury.

Czyli pomysłu, żeby odroczyć czwarty etap PPK też nie ma?

Nie. Chcemy wręcz mocniej promować ten program. I szkolić, zarówno pracowników, jak i pracodawców. Z naszych danych wynika, że w firmach, do których dotarli nasi trenerzy, partycypacja jest o 15 pkt proc. wyższa. Czyli tam gdzie udało nam się bezpośrednio opowiedzieć o PPK, odczarować je, przystąpiło do nich zdecydowanie więcej pracowników.

Dlaczego?

Pokazaliśmy pracodawcom, że wdrożenie programu nie jest trudne i drogie. Przekonaliśmy pracowników, że w PPK są ich prywatne pieniądze, że odkładają w PPK dwa razy więcej niż tam wpłacają, że w każdej chwili mogą te pieniądze wypłacić. Jesteśmy zdeterminowani by wdrożyć do końca PPK, zamknąć ten projekt i na tym fundamencie 3-3,5 mln budować coraz większą partycypację. Przekonywać do udziału tych, którzy na starcie się wypisali. Oczywiście wiemy, że ludzie boją się przystępować do takich programów po tym co stało się z OFE, że nie mają zaufania. Na to nakłada się Covid. Co więcej, akurat w momencie, gdy duża część pracowników podejmowała decyzję o tym czy zostać w PPK, mieliśmy duże napięcia polityczne, duże protesty społeczne. Część z nich rezygnację z PPK mogła potraktować jako pewnego rodzaju manifest polityczny.

Bardzo podkreślacie rolę pracodawców we wdrażaniu PPK.

Ich podejście do tego programu jest szalenie ważne. Tymczasem część przedsiębiorców z jakichś powodów nie udostępniła PPK swoim pracowników. Daleki jestem od ich potępiania czy oceniania, ale jeśli w ok. 30 tys. firm, a były to firmy zatrudniające co najmniej 20 osób, wszyscy pracownicy wycofali się z programu, to można przypuszczać, że było to działanie na które w jakiś sposób wpłynęli pracodawcy. Oczywiście nie ma się co na to obrażać natomiast trzeba też przekonywać pracodawców, że dla nich ten program tez może być atrakcyjny, może pomagać im kreować politykę kadrową i pokazywać troskę o pracownika.

Z waszych danych wynika, że największy odsetek pracowników przystąpił do PPK w firmach finansowych.

No tak. Oni po prostu najlepiej znają się na liczeniu pieniędzy. Widzą, że ten program jest jedną z najatrakcyjniejszych, nawet najatrakcyjniejszą dziś formą oszczędzania dostępnych na rynku. Mogę zdradzić, że jestem uczestnikiem PPK, zwiększyłem swoją wpłatę do 4 proc. pensji i po roku oszczędzania za każde wpłacone 100 zł mam na swoim rachunku 220 zł. Ponad 100 zł dopłacił mi mój pracodawca, a jeszcze około 10 proc. przyniosło inwestowanie tych oszczędności przez instytucje zarządzającą. To się naprawdę bardzo opłaca.

Wyższą partycypację mają też firmy z kapitałem zagranicznym. To efekt wyższej świadomości pracodawców?

Dla nich to chleb powszedni. Doskonale znają programy, w których pracownik, wspólnie z pracodawcą, oszczędza na jesień życia. Systemy publiczne już chyba nigdzie na świecie nie są w stanie zapewnić wysokich stóp zastąpienia. Jak pokazuje przykład Nowej Zelandii czy Wielkiej Brytanii programy dodatkowego oszczędzania na czas emerytury przy udziale pracodawcy zyskują więc popularność. Dlatego firmy z kapitałem zagranicznym nie namawiają pracowników do tego by z nich rezygnowali. Chętnie się w to same angażują. Nie traktują ich jako wielkiego obciążenia logistycznego, związanego z wdrożeniem czy finansowego. Rozumieją, że dzięki temu mogą przy sobie łatwiej utrzymać najbardziej wartościowych pracowników. Rekrutując pracowników mogą się pochwalić, że mają u siebie PPK i dokładają w nich dodatkowe wpłaty.

PPK jako bonus pozapłacowy?

Tak. To już widać w ogłoszeniach rekrutujących pracowników też w Polsce. PPK jest już na piątym miejscu na listach benefitów jakie wskazują firmy. Oczywiście pracodawcy mają obowiązek udostępnienia PPK pracownikom, ale też chwalą się tym, że ten program mają u siebie, zwłaszcza jeśli opłacają im wyższe wpłaty. Wiedzą, że łatwiej im przyciągnąć w ten sposób wartościową kadrę.

Ile firmę kosztują PPK?

To nie są duże pieniądze. Jeśli pracodawca wpłaca pracownikowi wpłatę w wysokości 1,5 proc. jego pensji, to przy partycypacji na poziomie 30 proc. daje to 0,5 proc. funduszu wynagrodzeń. Jeśli więc wyobrazimy sobie małą firmę, która zatrudnia kilkanaście osób i na fundusz wynagrodzeń przeznacza 100 tys. zł miesięcznie, to wpłaty do PPK kosztują ją kilkaset złotych.

PPK miały być kołem zamachowym, dopalaczem, nie tylko dla oszczędności na czas emerytur, ale miały też napędzić inwestycje i giełdę. Aktywa zgromadzone w funduszach PPK to na dziś 2,7 mld zł, znacznie poniżej planów. Mocarstwowe plany związane z inwestycjami i giełdą chyba tez trzeba powściągnąć?

Na koniec 2020 r. aktywa zgromadzone w PPK rzeczywiście miały być dużo wyższe, sięgając 10 mld zł. Z powodu pandemii opóźniliśmy jednak drugi etap programu, ten związany z firmami średniej wielkości, co skróciło okres oszczędzania o pół roku. To przełożyło się na wysokość aktywów. Tak samo jak partycypacja niższa od planów. Okazało się, że uruchamianie PPK to nie półmaraton, lecz maraton, a może nawet supermaraton. Że czeka nas dłuższa praca niż planowaliśmy. Wyznaczyliśmy sobie w związku z tym nowe cele.

Jakie?

Chcemy żeby na koniec 2025 r. w programie było 4,5-6 mln pracowników, czyli 40-50 proc. Cel długoterminowy to 6-8 mln pracowników i partycypacja na poziomie 50-75 proc. Dobrą informacją jest to, że pracownicy największych firm, którzy przystąpili do PPK przed rokiem, nie występują z tego programu. Ba, do PPK przystępują nowi pracownicy tych firm. To dobry prognostyk na przyszłość. Będziemy budować aktywa, a PPK staną się stymulatorem rozwoju gospodarczego, gromadzenia rodzimego kapitału. To, że program będzie kontynuowany to też dobra wiadomość dla giełdy.

PFR podsumował wyniki wdrażania pracowniczych planów kapitałowych w małych, średnich i dużych firmach. Nie wygląda to nazbyt imponująco, bo do programu zdecydowało się wedle waszych danych przystąpić 30 proc. pracowników tych firm. To wynik sporo poniżej oczekiwań.

Nie zgodzę się, zależy jak się na to patrzy. Bo jeśli patrzymy z perspektywy tego co zapisano w uzasadnieniu do ustawy o PPK, gdzie pojawiła się słynna zapowiedź 75-proc. partycypacji pracowników w tym programie, to faktycznie nie wygląda to imponująco. Pytanie na ile realne było to założenie, jeśli np. w PPE, gdzie pracownik nic nie wpłaca z własnej kieszeni partycypacja jest na poziomie 63 proc. Uważam jednak , że trzeba na to spoglądać z perspektywy tego co mieliśmy w Polsce do tej pory. I tu przez 20 lat, do czasu uruchomienia PPK, udało się namówić do dodatkowego oszczędzania na czas emerytury około 800 tys. osób. Oszczędzali w PPE, IKE i IKZE. Tymczasem w okresie 1,5 roku od startu PPK mamy już 2,7 mln takich osób. To trzykrotnie więcej.

Te 2,7 mln, to łącznie z oszczędzającymi w PPE, IKE i IKZE?

Tak. Jeśli jednak spojrzymy na pracowników, którzy oszczędzają z pracodawcą, czyli w najbardziej dla siebie atrakcyjny sposób - w PPE nic nie płacą, a PPK płacą połowę, drugą dokładają im pracodawca i państwo – to do momentu uruchomienia pracowniczych planów kapitałowych oszczędzało tak 334 tys. osób. Teraz jest ich 2,05 mln. Z tej perspektywy wygląda to więc zupełnie inaczej. A przecież właśnie startuje ostatni, czwarty i zarazem największy etap PPK.

To coś zmieni?

Tak. Możemy liczyć, że po jego wdrożeniu liczba wszystkich oszczędzających na czas emerytury wzrośnie do ok. 4-4,5 mln, a tych odkładających z firmą będzie około 3,5 mln. Gdy kilka lat temu w Wlk. Brytanii startował program, do którego nasze PPK są bliźniaczo podobne partycypacja pracowników wyniosła 55 proc. Teraz mają 87 proc., bo tak działają te programy. Z czasem ludzie zaczynają się do nich przekonywać, widzą, że są one atrakcyjne, że oszczędności na kontach ich uczestników szybko rosną. Bo faktycznie u nas, gdy pracownik wpłaca do PPK 100 zł, na koncie ma 200 zł. To przekonuje ludzi.

Co sprawiło, że u nas na starcie programu partycypacja jest jednak niska? Te 30 proc. to jednak mało, a i tak część ekspertów rynku emerytalnego zarzuca wam, że podrasowaliście ten wynik, bo odnieśliście je nie do ogólnej liczby firm, które miały obowiązek uruchomić PPK, lecz do tych, które je uruchomiły. Sami rok temu spodziewaliście się lepszego wyniku.

Tak. Mówiliśmy o partycypacji na poziomie 35-45 proc. Mamy 30,4 proc. i trzeba się z tym zmierzyć. Wdrażamy PPK w najtrudniejszym momencie jaki można sobie wyobrazić. Pandemia trochę pokrzyżowała nam plany i niewątpliwie odbiła się na wynikach. Wiele firm walczy w tym czasie o przetrwanie. Odsunęliśmy w czasie drugi etap wdrażania PPK, ten dla średnich firm. Do tego dochodzi wciąż nie zamknięta sprawa OFE, którą też wyhamowała pandemia.

To może trzeba było przerwać wdrażanie PPK i poczekać na lepszy okres?

Uznaliśmy, że to zły pomysł, bo ci, którzy weszli do PPK w pierwszym etapie, jeszcze przed pandemią, zaufali, że nie będzie tu już żadnych zmian i różnic. A mielibyśmy sytuację, że program działa tylko w największych firmach. Trudno byłoby wytłumaczyć pracownikom mniejszych firm i budżetówki, dlaczego nie mogą korzystać z tej bardzo atrakcyjnej formy oszczędzania. Ponadto tym, czego najbardziej nam brakuje w programach dodatkowego i prywatnego oszczędzania, takich jak PPK, jest kwestia stabilności i zaufania. I to, że to nie będzie się wahać w zależności od tego jaka jest sytuacja polityczna, finansów publicznych, kto rządzi czy sprawuje nadzór. Ludzie muszą mieć przeświadczenie, że tego typu programy nie zależą od bieżącej koniunktury.

Czyli pomysłu, żeby odroczyć czwarty etap PPK też nie ma?

Nie. Chcemy wręcz mocniej promować ten program. I szkolić, zarówno pracowników, jak i pracodawców. Z naszych danych wynika, że w firmach, do których dotarli nasi trenerzy, partycypacja jest o 15 pkt proc. wyższa. Czyli tam gdzie udało nam się bezpośrednio opowiedzieć o PPK, odczarować je, przystąpiło do nich zdecydowanie więcej pracowników.

Dlaczego?

Pokazaliśmy pracodawcom, że wdrożenie programu nie jest trudne i drogie. Przekonaliśmy pracowników, że w PPK są ich prywatne pieniądze, że odkładają w PPK dwa razy więcej niż tam wpłacają, że w każdej chwili mogą te pieniądze wypłacić. Jesteśmy zdeterminowani by wdrożyć do końca PPK, zamknąć ten projekt i na tym fundamencie 3-3,5 mln budować coraz większą partycypację. Przekonywać do udziału tych, którzy na starcie się wypisali. Oczywiście wiemy, że ludzie boją się przystępować do takich programów po tym co stało się z OFE, że nie mają zaufania. Na to nakłada się Covid. Co więcej, akurat w momencie, gdy duża część pracowników podejmowała decyzję o tym czy zostać w PPK, mieliśmy duże napięcia polityczne, duże protesty społeczne. Część z nich rezygnację z PPK mogła potraktować jako pewnego rodzaju manifest polityczny.

Bardzo podkreślacie rolę pracodawców we wdrażaniu PPK.

Ich podejście do tego programu jest szalenie ważne. Tymczasem część przedsiębiorców z jakichś powodów nie udostępniła PPK swoim pracowników. Daleki jestem od ich potępiania czy oceniania, ale jeśli w ok. 30 tys. firm, a były to firmy zatrudniające co najmniej 20 osób, wszyscy pracownicy wycofali się z programu, to można przypuszczać, że było to działanie na które w jakiś sposób wpłynęli pracodawcy. Oczywiście nie ma się co na to obrażać natomiast trzeba też przekonywać pracodawców, że dla nich ten program tez może być atrakcyjny, może pomagać im kreować politykę kadrową i pokazywać troskę o pracownika.

Z waszych danych wynika, że największy odsetek pracowników przystąpił do PPK w firmach finansowych.

No tak. Oni po prostu najlepiej znają się na liczeniu pieniędzy. Widzą, że ten program jest jedną z najatrakcyjniejszych, nawet najatrakcyjniejszą dziś formą oszczędzania dostępnych na rynku. Mogę zdradzić, że jestem uczestnikiem PPK, zwiększyłem swoją wpłatę do 4 proc. pensji i po roku oszczędzania za każde wpłacone 100 zł mam na swoim rachunku 220 zł. Ponad 100 zł dopłacił mi mój pracodawca, a jeszcze około 10 proc. przyniosło inwestowanie tych oszczędności przez instytucje zarządzającą. To się naprawdę bardzo opłaca.

Wyższą partycypację mają też firmy z kapitałem zagranicznym. To efekt wyższej świadomości pracodawców?

Dla nich to chleb powszedni. Doskonale znają programy, w których pracownik, wspólnie z pracodawcą, oszczędza na jesień życia. Systemy publiczne już chyba nigdzie na świecie nie są w stanie zapewnić wysokich stóp zastąpienia. Jak pokazuje przykład Nowej Zelandii czy Wielkiej Brytanii programy dodatkowego oszczędzania na czas emerytury przy udziale pracodawcy zyskują więc popularność. Dlatego firmy z kapitałem zagranicznym nie namawiają pracowników do tego by z nich rezygnowali. Chętnie się w to same angażują. Nie traktują ich jako wielkiego obciążenia logistycznego, związanego z wdrożeniem czy finansowego. Rozumieją, że dzięki temu mogą przy sobie łatwiej utrzymać najbardziej wartościowych pracowników. Rekrutując pracowników mogą się pochwalić, że mają u siebie PPK i dokładają w nich dodatkowe wpłaty.

PPK jako bonus pozapłacowy?

Tak. To już widać w ogłoszeniach rekrutujących pracowników też w Polsce. PPK jest już na piątym miejscu na listach benefitów jakie wskazują firmy. Oczywiście pracodawcy mają obowiązek udostępnienia PPK pracownikom, ale też chwalą się tym, że ten program mają u siebie, zwłaszcza jeśli opłacają im wyższe wpłaty. Wiedzą, że łatwiej im przyciągnąć w ten sposób wartościową kadrę.

Ile firmę kosztują PPK?

To nie są duże pieniądze. Jeśli pracodawca wpłaca pracownikowi wpłatę w wysokości 1,5 proc. jego pensji, to przy partycypacji na poziomie 30 proc. daje to 0,5 proc. funduszu wynagrodzeń. Jeśli więc wyobrazimy sobie małą firmę, która zatrudnia kilkanaście osób i na fundusz wynagrodzeń przeznacza 100 tys. zł miesięcznie, to wpłaty do PPK kosztują ją kilkaset złotych.

PPK miały być kołem zamachowym, dopalaczem, nie tylko dla oszczędności na czas emerytur, ale miały też napędzić inwestycje i giełdę. Aktywa zgromadzone w funduszach PPK to na dziś 2,7 mld zł, znacznie poniżej planów. Mocarstwowe plany związane z inwestycjami i giełdą chyba tez trzeba powściągnąć?

Na koniec 2020 r. aktywa zgromadzone w PPK rzeczywiście miały być dużo wyższe, sięgając 10 mld zł. Z powodu pandemii opóźniliśmy jednak drugi etap programu, ten związany z firmami średniej wielkości, co skróciło okres oszczędzania o pół roku. To przełożyło się na wysokość aktywów. Tak samo jak partycypacja niższa od planów. Okazało się, że uruchamianie PPK to nie półmaraton, lecz maraton, a może nawet supermaraton. Że czeka nas dłuższa praca niż planowaliśmy. Wyznaczyliśmy sobie w związku z tym nowe cele.

Jakie?

Chcemy żeby na koniec 2025 r. w programie było 4,5-6 mln pracowników, czyli 40-50 proc. Cel długoterminowy to 6-8 mln pracowników i partycypacja na poziomie 50-75 proc. Dobrą informacją jest to, że pracownicy największych firm, którzy przystąpili do PPK przed rokiem, nie występują z tego programu. Ba, do PPK przystępują nowi pracownicy tych firm. To dobry prognostyk na przyszłość. Będziemy budować aktywa, a PPK staną się stymulatorem rozwoju gospodarczego, gromadzenia rodzimego kapitału. To, że program będzie kontynuowany to też dobra wiadomość dla giełdy

Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, odpowiedzialny m.in. za wdrożenia PPK i tarcz finansowych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Wcześniej m.in. wiceminister rodziny odpowiedzialny za politykę rodzinną, ekspert Instytutu Sobieskiego, publicysta i redaktor.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA