Wywiady i opinie

„Made in Poland” ciągle za mało znaczy

Rozmowa z Piotrem Grycukiem, Prezesem Zarządu firmy Arsenal PL Sp. z o.o. zajmującej się eksportem polskich artykułów spożywczych do kilkudziesięciu krajów świata

Czy Polacy poza granicami kraju wyznają zasadę patriotyzmu gospodarczego w odniesieniu do branży spożywczej?

 

Patrząc przez pryzmat krajów do których Arsenal eksportuje polskie artykuły spożywcze, można zdecydowanie stwierdzić że TAK. Ewidentnie to widać, kiedy się spojrzy na dynamikę wzrostu eksportu do poszczególnych krajów UE, tam gdzie wyjeżdżają Polacy, zwłaszcza po 2004 roku. Na przykład, w tak niedużym kraju, jak Holandia, 72 sklepy sprzedają polskie artykuły spożywcze, nie mówiąc już o setkach sklepów w Anglii i Irlandii, w tym znanych międzynarodowych sieciach handlowych, jak np. Tesco. W USA i Kanadzie, gdzie do czynienia mamy z tak zwaną starą emigracją i wysokimi kosztami transportu, obroty również nie spadają. W budowaniu dystrybucji polskich wyrobów poza granicami kraju, dużą rolę odgrywa zaangażowanie i otwarta postawa polskich producentów. Lojalność wobec odbiorców i wspomaganie dystrybutorów jest ich niebagatelnym atutem. Te i wiele innych faktów jednoznacznie świadczą o patriotyzmie gospodarczym Polaków na obczyźnie.

 

Jakie kształtują się tendencje w odbiorze polskich artykułów spożywczych na rynkach zagranicznych w ostatnich latach?

 

Zmiany, jakie mają miejsce w handlu obecnie są konsekwencją globalizacji światowej  ekonomii. M.in. liczebność polskiej emigracji i ludności przyzwyczajonej do polskich produktów wpływa bezpośrednio na tendencje w odbiorze rodzimych artykułów spożywczych. Na przykład tego samego rodzaju są tendencje na rynkach Wielkiej Brytanii, Irlandii czy krajów Beneluksu, gdzie ambasadorami polskich wyrobów są nasi rodacy, inne w pozostałych regionach Europy, a jeszcze inne rodzaju w Azji czy na pozostałych kontynentach. 

Odróżnić tutaj należy wyroby gotowe, przetworzone od półproduktów, jak np. mięso drobiowe czy owoce, jak jabłka lub borówka amerykańska, gdzie Polska stała się  liczącym  graczem w Europie. Niestety jednak to nie polskie pochodzenie produktu determinuje głównie skłonność do ich zakupu, a relacja ceny do jakości w ujęciu globalnym.

 

Czyli polskie produkty, pomimo, że smaczne, dobre jakościowo i konkurencyjne cenowo przegrywają, ponieważ nie docenia się pochodzenia „Made in Poland”?

 

Tam, gdzie liczebność polskiej emigracji i osób przyzwyczajonych do naszych artykułów jest znacząca, a sklepów czy też półek w dużych marketach z polskimi produktami dużo, nasi rodacy, często nieświadomie, stają się propagatorami polskiej żywności, zarówno wśród emigrantów z innych krajów, jak również w otoczeniu rdzennych mieszkańców. Jest to proces oddolny, gdzie polskie produkty dzięki naszym rodakom z sukcesem konkurują z artykułami z innych krajów.

Niestety w wielu miejscach wielonarodowej Europy, „Made in Poland” za mało znaczy, by klienci sięgali regularnie po polskie artykuły spożywcze, mimo że są smaczne, a relacja ceny do jakości  jest bardzo dobra, chyba że występują pod marką handlową sprzedawcy.

 

Jak to zmienić?

 

Moim zdaniem powinien powstać program budowy postrzegania produktów „Made in Poland” – nie na kilka lat, a na dziesięciolecia. Nie jesteśmy w stanie osiągnąć sukcesu we wszystkich segmentach, więc wybierzmy te, w których nasze szanse są realne. Dla realizacji takiej strategii niezbędne jest pełne zaangażowanie poszczególnych instytucji państwowych w Polsce i za granicą, poparte odpowiednią legislacją. Niezbędny jest aktywny udział prywatnych przedsiębiorców i firm, które będą widziały szansę na wzmocnienie swego rozwoju, dzięki uczestnictwu w tym  programie. Powinniśmy dla tego celu wykorzystać również media, zbudować wyszukane strategie internetowe, ukierunkowane na poszczególne kraje lub regiony w Europie i na świecie. Powinien powstać program, który będzie rzeczywiście   realizowany latami ze świadomością, że budujemy dobrobyt dla następnych pokoleń.

 

Czyli kampanie takie jak Wybieram polskie są potrzebne ?

 

Bardzo potrzebne. Muszą być one jednak skrojone na miarę. Jeżeli dotyczą Polski, to muszą być dopasowane do charakteru naszego kraju. Jeżeli innego rynku czy też regionu, powinny być profesjonalnie przygotowane z uwzględnieniem realiów i specyfiki tego rynku.

O ile w Polsce powinniśmy nauczyć klienta postrzegania produktu, usługi nie tylko w kategorii ceny, ale przede wszystkim w kontekście jego pochodzenia, o tyle na zagranicznych rynkach zadania są dużo bardziej skomplikowane. Nieprzemyślane kampanie tylko generują koszty. Braliśmy niejednokrotnie udział w nieprofesjonalnie przygotowanych misjach gospodarczych. Szkoda czasu i pieniędzy.

 

A jaka jest w tym wszystkim rola państwa?

 

Wyspecjalizowane organizacje państwowe w kraju i za granicą, np. przy Ambasadach RP powinny skutecznie wspierać polskie firmy w międzynarodowej ekspansji. Tak żeby czuły one rzeczywistą, profesjonalną pomoc, a nie podejście formalne. Po drugie, trzeba skończyć z postrzeganiem prywatnego przedsiębiorcy jako wroga klasowego, bo niestety ciągle się z takim podejściem borykamy. Dostrzeżmy wreszcie jego rolę i zaangażowanie w codzienny rozwój państwa i zacznijmy traktować jak dobro narodowe, jak to się dzieje w wielu krajach Europy. Oczywiście nie mam tutaj na myśli stawiania go na piedestale, ale uczciwe podejście do tego, co robi i oferowanie pomocy w razie potrzeby. Po trzecie, opowiadam się za świadomą realizacją założeń Konstytucji dla Biznesu wicepremiera Morawieckiego, w praktyce, a nie w teorii przez urzędników różnych organów administracji.

 

Gdzie najczęściej popełniamy błędy?

 

Realizacja niektórych programów rządowych doprowadza do okaleczania lub zabijania polskich przedsiębiorstw w niewspółmiernie większym stopniu, niż zagranicznych. Przykładem tu może być walka organów skarbowych z wyłudzeniami VAT, które w branży spożywczej stały się ostatnio plagą. W tzw. „proceder karuzel podatkowych” nieświadomie wciągane są często firmy wiarygodne, z historią, o uznanym postrzeganiu i reputacji. Są one ofiarami, które nie mogą liczyć na wsparcie państwa.

 

Nie brzmi to zbyt optymistycznie...

 

Tym firmom urzędy skarbowe blokują zwroty podatku VAT minimum do czasu zakończenia postępowania kontrolnego. Trwa ono standardowo od roku do nawet trzech-czterech lat, w zależności od poziomu skomplikowania sprawy. O ile podmioty międzynarodowe lub bardzo silne krajowe są w stanie te turbulencje przetrwać, o tyle w przypadku polskich średnich i małych firm handlowych zamrożenie dużej części kapitału zabija je lub nieodwracalnie kaleczy.

 

I co dalej w związku z tym?

 

Finał jest taki, że szczytny cel, jakim jest walka z wyłudzeniami podatku VAT, doprowadza do eliminowania z rynku polskich średnich i małych firm, które działają w oparciu o wypracowane standardy handlowe. Nie są one w stanie przetrwać tak długiego okresu z ograniczonym kapitałem obrotowym, zwłaszcza że banki widząc zagrożenie, momentalnie ograniczają kredytowanie. Ostatecznie rynek przejmują duże, najczęściej międzynarodowe firmy handlowe. Pytanie, czy właśnie o to nam chodzi?

 

Jedyną stałą jest zmiana i doskonalenie tego, co już stworzyliśmy. Co się kryje za tymi słowami?

 

To motto naszej firmy, które towarzyszy nam w naszej codziennej pracy. Bez szukania nowych dróg, rozwój działalności byłby niemożliwy. Nie osiągnęlibyśmy również sukcesu bez zespołu ludzi pracujących w spółce, władających wieloma językami obcymi. Budowanie i poszerzanie kadry to proces, podobnie jak rozwój działalności, który w spółkach Arsenaltrwa nieustannie i nie ma końca.

 

Rozmawiał Tomasz Popławski

 

Klienci pytają: Jak żyć?

 

Rozmowa z Elizą Rurewicz, radcą prawnym – partnerem w Kancelarii Radców Prawnych Rurewicz i Partnerzy Sp.p.

 

 

Na czym polegają problemy polskich firm, które borykają się z kwestiązwrotu podatku VAT?

 

Problemy sprowadzają się głównie do przedłużających się w nieskończoność postępowań kontrolnych, czemu towarzyszy odsunięcie w czasie terminu do zwrotu podatku. Uzasadnienie takich postanowień jest najczęściej bardzo lakoniczne i sprowadza się do stwierdzenia, że „istnieje podejrzenie uczestniczenia w procederze tzw. obrotu karuzelowego”. Na tym uzasadnienie jednak się kończy, gdyż sam organ nie jest w stanie przedstawić żadnych konkretnych dowodów w tym przedmiocie, bo dopiero rozpoczyna prowadzenie postępowania. Z punktu widzenia procedury podatkowej, takie działanie jest w mojej ocenie istotnym nadużyciem, gdyż powoduje wprowadzenie do obrotu prawnego orzeczenia, które nie jest oparte na żadnych faktach, gdyż postępowanie dowodowe dopiero będzie prowadzone i to najczęściej przez inny organ celno-skarbowy (poprzednio organ skarbowy).

 

Czy jest jakiś sposób, by przeciwdziałać takiemu postępowaniu?

 

Oczywiście niezwykle istotne jest, by od początku reagować na każde działanie organu podatkowego czy celno-skarbowego w postaci przysługujących podatnikowi środków zaskarżenia. Ważne są też procedury, które firmy powinny stosować w ramach wewnętrznych regulacji, tak by wykazać się stosowaniem zasad należytej staranności w obrocie handlowym. Problem jednak polega na tym, że przedsiębiorca ma zdecydowanie ograniczone możliwości kontrolowania kontrahentów w porównaniu z organami skarbowymi. Proszę zauważyć, że skoro organom zajmuje to kilkanaście miesięcy, a czasami całe lata, to w odniesieniu do normalnych procedur handlowych nie jest to możliwe w wykonaniu podatnika. Jednak zauważam z doświadczenia, że odpowiedni system procedur comliance stosowany w spółce daje większą wiarygodność przed organami w odniesieniu do realizowanych transakcji handlowych.

 

W czym zauważa Pani największy problem grożący polskim małym i średnim firmom handlowym?

 

Najbardziej znamienne jest to, że organy skarbowe ograniczają możliwość działania firmom, które istnieją, posiadają siedziby i ukształtowane od lat struktury oraz wypracowane przez lata relacje handlowe. Organy nie próbują zaś przypisywać odpowiedzialności przestępcom, gdyż nie posiadają wypracowanych mechanizmów ich ścigania. W konsekwencji dochodzi do takich sytuacji, że zwrot VAT wstrzymywany jest takim podatnikom, którzy zupełnie nie mają świadomości, że być może zostali wykorzystani na jakimś etapie transakcji handlowych przez podmioty nieuczciwe. Organy wymagają od podatników, by mieli wiedzę o pochodzeniu towaru do kilku, a nawet kilkunastu transakcji wstecz, co jest realnie niemożliwe. Podatnikowi nikt nie udzieli takich informacji, gdyż każdy będzie zasłaniał się tajemnicą handlową.  Co znamienne, w ramach prowadzonych postępowań organy pozyskując informacje od kontrahentów podatnika lub kontrahentów jego kontrahentów, utajniają te informacje argumentując to interesem publicznym. Zatem dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której od podatnika oczekuje się posiadania informacji (przed dokonaniem transakcji handlowej), które przez same organy uznawane są za tajemnicę chronioną interesem publicznym.

 

Jak zatem mają postępować podatnicy?

 

Przede wszystkim stosować należytą staranność w transakcjach handlowych, nie bać się konfrontacji z organami podatkowymi i celno-skarbowymi i wykorzystywać doświadczenia płynące z orzeczeń TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej). Jest to niezmiernie istotne, że na poziomie orzecznictwa TSUE te zagadnienia wyglądają zupełnie inaczej – korzystniej dla podatników. Wymaga się od nich zwykłej należytej staranności w transakcjach handlowych, a nie prowadzenia dochodzenia, gdyż od tego są organy państwowe. W polskim orzecznictwie pojawiają się już pierwsze korzystne dla podatników orzeczenia Wojewódzkich Sądów Administracyjnych, chociaż nie jest ich jeszcze zbyt wiele. Najważniejsze, by podczas kontroli zachowywać się w sposób aktywny a nie pasywny, to niezmiernie istotne.

 

Rozmawiał Tomasz Popławski

 

Arsenal PL to ludzie, którzy budując relacje osobowe w kraju i za granicą rozwijają przedsiębiorstwo. Geneza działalności sięga połowy lat 90. XX w., kiedy położenie geograficzne Białegostoku predysponowało do rozwoju działalności eksportowej do krajów byłego Związku Radzieckiego. Od tamtego okresu zmieniło się praktycznie wszystko, może oprócz pasji do zmian i rozwoju. Arsenal PL obecnie, to spółka eksportująca artykuły spożywcze produkowane w Polsce (ok. 25 tys. indeksów) do 22 krajów UE, 5 Europy Wschodniej i do krajów bałkańskich, nie należących do Unii Europejskiej, do 5 krajów Azji, RPA , do USA, Kanady, Australii i Nowej Zelandii.  Klienci to hurtownie spożywcze, sklepy, hipermarkety, cash&carry oraz międzynarodowe sieci handlowe.

 

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL