fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Początek szybkiego wzrostu płacy minimalnej

Adobe Stock
PiS zaczyna realizację swojej obietnicy wyborczej, czyli skokowego podwyższania płacowego minimum. W 2020 r. ma ono sięgać 2600 zł na miesiąc, czyli o 15,6 proc. więcej niż obecnie.

Na wtorkowym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie, zgodnie z którym minimalne miesięczne wynagrodzenie za pracę w 2020 r. wyniesie 2600 zł. Minimalna stawka godzinowa sięgnąć ma zaś 17 zł (wobec 14,7 zł w 2019 r.).

W porównaniu z obecną sytuacją oznacza to dosyć spory wzrost, bo najniższa płaca wzrosnąć ma o 350 zł (z 2250 zł w 2019 r.), czyli aż o 15,6 proc. Tymczasem przeciętna płaca w gospodarce ma się zwiększyć o ok. 6 proc. – wynika z prognoz Ministerstwa Finansów. Zarobki najsłabiej opłacanych pracowników będą więc rosły ponad dwa razy szybciej niż reszty. – To bezprecedensowe tempo wzrostu najniższej płacy będzie ogromnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw, które w ciągu kwartału będą musiały niespodziewanie znaleźć dodatkowe środki – komentuje Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Ciekawe, że jeszcze w sierpniu rząd proponował minimalne wynagrodzenia na poziomie 2450 zł brutto. Zmienił jednak zdanie po sobotniej konwencji PiS w Lublinie, gdzie zapowiedziano superszybki wzrost najniższej płacy – do 4000 zł do końca 2023 r. Prezes PiS Jarosław Kaczyński podkreślał we wtorek w wypowiedzi dla PAP, że decyzja polityczna w tej sprawie zapadła i to, „co zostało ogłoszone w Lublinie, będzie realizowane".

– Chcemy zerwać z myśleniem, że Polska może być tylko rezerwuarem taniej siły roboczej. Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której możemy konkurować kompetencjami, wiedzą i doświadczeniem naszych pracowników, a nie tylko tym, że mało im się płaci – wyjaśniał prezes Kaczyński.

Wśród przedsiębiorców nie milkną jednak słowa krytyki pomysłu PiS. – Do tej pory płacę minimalną określał właściwie rynek, a administracyjne decyzje nie naruszały równowagi. To, co teraz zaproponował PiS, to już ręczne sterowanie – denerwuje się właściciel dużej firmy produkcyjnej, który woli zachować anonimowość. – Można się tylko obawiać, że pojawi się niestety więcej takich pomysłów nakazujących działać biznesowi w taki czy inny sposób – dodaje.

– Stopniowy wzrost wynagrodzeń w Polsce pozostaje wspólnym celem wszystkich środowisk gospodarczych – jest on niezbędny, by rósł poziom życia. Nie może się to jednak odbywać w warunkach arbitralnego, sztucznego narzucania wysokich poziomów wynagrodzeń przez państwo, przy całkowitym oderwaniu od wskaźników produktywności – zaznaczają też eksperci Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I wyliczają, że podniesienie minimalnego wynagrodzenia o prawie 80 proc. w ciągu czterech lat (podczas gdy płace rynkowe wzrosną o 30–40 proc.) to praktycznie eksperyment na żywym organizmie, a ryzyko, że się on nie powiedzie, jest ogromne.

ZPP podaje przykład Węgier, gdzie po podwyżce wynagrodzenia minimalnego o ok. 60 proc. zmaterializowały się w zasadzie wszystkie zagrożenia – 10 proc. najsłabiej zarabiających straciło pracę, zyski firm, które zmuszone były płacić wyższe minimum, spadły o 1 pkt proc., a ceny ich usług i produktów wzrosły o 4–11 proc. W sumie, jak obliczyli węgierscy eksperci, koszty podwyżek w 75 proc. obciążyły konsumentów, a w 25 proc. pracodawców.

Z wyliczeń głównego ekonomisty BCC prof. Stanisława Gomułki wynika, że koszt podwyżki płacy minimalnej do 4 tys. zł mogą wynosić dla przedsiębiorstw ok. 32 mld zł (w jednym z rozpatrywanych wariantów). We wtorek premier Mateusz Morawiecki jeszcze raz zaznaczył jednak, że działania rządu zwiększają pulę pieniędzy, jaka zostaje w kieszeniach przedsiębiorców, także starczy na pokrycie kosztów podwyżki minimalnego wynagrodzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA