fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Wysokie minimum to cios dla firm

Fotorzepa, Michał Kolanko
Adam Roguski
Anna Cieślak-Wróblewska
Skokowa podwyżka minimalnego wynagrodzenia do 4 tys. zł może przynieść katastrofalne skutki – ostrzegają przedsiębiorcy i ekonomiści.

Bankructwa, zwolnienia, bezrobocie... – takie zdaniem ekspertów mogą być konsekwencje skokowej podwyżki płacy minimalnej do 4 tys. zł do końca 2023 r. Taką zaskakującą obietnicę wyborczą złożyli politycy PiS na sobotniej konwencji.

Większość przedsiębiorców, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita", ma nadzieję, że PiS, nawet jeśli wygra wybory, nie spełni swojej najnowszej obietnicy, czyli podwyżki minimalnego wynagrodzenia do 4 tys. zł na koniec 2023 r.

Radykalna zmiana

– Obiecanki cacanki. Przecież taka skokowa podwyżka administracyjnie ustalanej płacy będzie miała ogromny wpływ na rynkowe wyniki przedsiębiorstw. Najpierw takie pomysły trzeba poważanie przeanalizować pod kątem wpływu na efektywność przedsiębiorstw, stopę bezrobocia, rynek pracy itp. – mówi nam jeden z polskich biznesmenów.

Obecnie płaca minimalna wynosi miesięcznie 2250 zł brutto. Można szacować, że takie wynagrodzenie otrzymuje ok. 1,5 mln osób, czyli 13 proc. zatrudnionych.

PiS proponuje, by na koniec 2020 r. wzrosła do 2,6 tys. zł brutto, na koniec 2021 r. – 3 tys. zł, a na koniec 2023 r. – do 4 tys. zł. Jeśli tak się stanie, za cztery lata najniższe wynagrodzenie może być aż 78 proc. wyższe niż w 2019 r. Co więcej, szybko goniłoby przeciętne wynagrodzenie i w 2023 r. sięgało już prawie 65 proc. średniej.

– Byłaby to rewolucja. Taki poziom wynagrodzenia minimalnego w relacji do przeciętnej płacy nie funkcjonuje w żadnym kraju z grupy OECD – komentuje Ignacy Morawski, ekonomista, twórca portalu SpotData. Mamy zatem do czynienia z pomysłem radykalnym i novum w polityce gospodarczej. Czy to odwaga, utopia, czy całkowite szaleństwo? Nigdy nie byłem przeciwnikiem podnoszenia płacy minimalnej, ale sądzę, że teraz przekraczamy Rubikon. Taka zmiana może się skończyć albo wysoką inflacją, albo słabszą aktywnością gospodarczą, upadłością firm, zwolnieniami, niższymi inwestycjami – analizuje.

Ogromne koszty

Koszty wzrostu wynagrodzenia minimalnego w całości ponoszą pracodawcy. Gdyby w 2023 r. skokową podwyżkę miała dostać tylko grupa osób, które dziś otrzymują najniższą płacę, kosztowałoby to pracodawców o 38–40 mld zł więcej niż obecnie. Ale to nie koniec, bo 4 tys. zł minimum płacowego objęłoby także osoby, których zarobki są poniżej tej kwoty.

– Spółki Grupy Kapitałowej zatrudniają w kraju ok. 4800 pracowników i tak gwałtowny wzrost kosztów w krótkim okresie z pewnością wpłynie na poziom rentowności, co przełoży się na tempo rozwoju firmy poprzez zmniejszenie inwestycji – mówi nam Michał Malina z biura prasowego Grupy Kęty. Poczta Polska, która zatrudniana 80 tys. osób, także obawia się – jak wynika z naszych informacji – o realizację strategicznych planów rozwojowych. By dotrzymać kroku konkurencji, operator musi inwestować, tymczasem wymuszona podwyżka płac może mocno ograniczyć pieniądze na ten cel.

Będą zwolnienia

Również małe firmy mogą ucierpieć na niespotykanej wcześniej skali podwyżki minimalnego wynagrodzenia. – Trzeba będzie podzielić się z pracowniami swoimi dochodami – mówi nam właściciel niewielkiej firmy budowlanej z woj. lubelskiego. – Będę miał niższe zyski, ale ja, jako członek PiS, jestem za tą podwyżką. Cieszę się, że ludziom będzie się żyło lepiej – podkreśla.

– W handlu mamy rynek pracownika już od jakiegoś czasu i te firmy, które mogły to zrobić, już wynagrodzenia znacząco podniosły. Mniejsze podmioty jednak niekoniecznie na to stać – zaznacza Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. Przedsiębiorcy zgodnie też zaznaczają, że jeśli skokowo wzrosną koszty pracy, to konieczne będzie przyspieszenie automatyzacji i robotyzacji. A to oznacza... zwolnienia ludzi. Do tego pracownicy mogą być wypychani do szarej strefy lub na samozatrudnienie.

Na skraj zapaści

PiS przekonuje, że firmy wcale nie stracą dużo na podwyżce płacy minimalnej, ponieważ inne rozwiązania pozwolą obniżyć inne zobowiązania przez nich ponoszone. Konkretów jednak brak, a zapowiedziane przez PiS zmiany w składkach na ZUS dla firm mogę nawet oznaczać podwyżkę tych składek dla niektórych.

– Zapowiadany tak duży wzrost płacy minimalnej w ciągu zaledwie kilku lat to nic innego jak gwałcenie praw ekonomii i zasad konkurencyjnego rynku – skrytykował w poniedziałek Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP. – To prawda, że Polacy powinni zarabiać więcej i jak najwięcej, nie powinniśmy konkurować niskim kosztem pracy. Jednak irracjonalne podwyższanie płacy minimalnej, powiązane z drenażem przedsiębiorców sprawy nie załatwia i prowadzi gospodarkę na skraj przepaści – ostrzega Juchniewicz.

Opinie dla „rz"

Ryszard Florek, prezes firmy Fakro

Uważam, że wysokie płace w Polsce są możliwe do osiągnięcia, ale pod warunkiem, że rząd podjąłby rewolucyjne działania. Działania na rzecz budowy prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego, zaangażowanego na wszystkich szczeblach w rozwój gospodarczy kraju na takim poziomie, jak to jest Niemczech czy Szwajcarii. Wówczas nie byłoby konieczności podnoszenia płac poprzez administracyjne decyzje, sam rynek ustalałby znacznie wyższy niż obecnie poziom płac. Na razie jednak takich działań nie widzę, choć rząd sporo o tym mówi.

Piotr Lisiecki, prezes zarządu Boryszew SA

Presja płacowa to dziś jedno z większych wyzwań pracodawców w Polsce. Planowany, tak drastyczny wzrost płac to niestety nic innego jak kolejne działanie polityków uderzające w konkurencyjność polskiego przemysłu. Tego typu presja mocno uderzy w rodzime firmy produkcyjne, ponieważ większość tych firm zostanie zmuszona do cięcia kosztów pracowniczych, a co za tym idzie – do redukcji etatów. Niestety, mam wrażenie, że nikt nie analizuje skutków takich działań na poziom zatrudnienia w polskim przemyśle.

Grzegorz Dzik, prezes Grupy Impel

Wyższa płaca minimalna to dla wielu firm spore wyzwanie. Chcę jednak, aby moi pracownicy zarabiali więcej, więcej odkładali na emerytury, a podnoszenie płacy w długoterminowej perspektywie wymusza też reformy i przyspiesza korzystne procesy pod względem efektywności w firmach. Konieczność wypłacenia pracownikom godziwych wynagrodzeń jest jednym z argumentów w negocjowaniu z klientami wyższych stawek. Rośnie zrozumienie dla podnoszenia płacowych standardów, ale szukamy też oszczędniejszego modelu usługi, opartego w dużej mierze na technologii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA