fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Duże podwyżki w budżetówce

Fotorzepa, Kuba Kamiński
W tym roku niektóre grupy zawodowe mogą otrzymać nawet 15-proc. podwyżki – wynika z projektu budżetu na 2020 rok. To nadrabianie zaległości po latach posuchy – komentują związki zawodowe.

Wydatki na wynagrodzenia w państwowych jednostkach budżetowych (bez rezerw celowych) wyniosą w 2020 r. 40,5 mld zł. To o 5,3 mld zł, czyli aż o 15 proc. więcej niż w 2019 r. – czytamy w projekcie ustawy budżetowej na ten rok, nad którym obecnie pracuje Sejm.

Czytaj także: Urzędy bez rąk do pracy

Tak dużego wzrostu funduszu płac nie było od 2009 r. (przykładowo w zeszłym roku zwiększył się on o 2,4 mld zł), ponieważ przez ostatnią dekadę rząd prowadził politykę „mrożenia" wydatków na wynagrodzenia. Nie było automatycznej waloryzacji dla wszystkich (np. o inflację), jeśli zaś płace rosły, to dzięki doraźnym decyzjom decydentów.

– Takiemu wzrostowi możemy tylko przyklasnąć, postulujemy to od dwóch lat – komentuje dla „Rzeczpospolitej" Grzegorz Sikora z Forum Związków Zawodowych. – Płace w administracji, zwłaszcza na poziomie lokalnym, w efekcie lat zaniedbań są dramatycznie niskie. Powoduje to deficyt zatrudnienia i obniżenie jakości świadczonych usług. Nie wyobrażam sobie innej decyzji rządu niż porządne podwyżki, tym bardziej że szybko rosną ceny w sklepach, a rząd ustalił dużą podwyżkę płacy minimalnej – zaznacza.

Czytaj także: Wzrasta liczba wakatów w służbie cywilnej

Z analizy „Rz" wynika, że w niektórych grupach zawodowych wzrost płac rzeczywiście może być wysoki. Przykładowo wydatki na wynagrodzenia w dziale obrona narodowa, czyli dla wojska (bez rezerwy celowej) mają się zwiększyć w 2020 r. aż o 14,3 proc. w porównaniu z planem na 2019 r., na sprawy wewnętrzne (policja) – 16,7 proc., a na urzędy wojewódzkie – o ponad 22 proc.

Za to urzędnicy zatrudnieni w ministerstwach czy urzędach centralnych mogą liczyć na znacznie mniejsze podwyżki – rzędu 6–7 proc. Przykładowo wydatki na pracowników Kancelarii Premiera mają wzrosnąć o 5,7 proc., a resortu sportu – o ok. 6,6 proc.

Takie zróżnicowanie może mieć uzasadnienie w obecnej strukturze wynagrodzeń, w ramach której pracownicy tzw. powiatowej administracji zarabiają znacznie mniej niż ci pracujący w urzędach centralnych. Przykładowo, jak wynika ze sprawozdania przygotowanego przez szefa służby cywilnej za 2018 r., średnia płaca w powiatowych komendach straży pożarnej czy terenowych oddziałach Straży Granicznej wynosiła po ok. 3,8 tys. zł brutto na miesiąc, a w powiatowych komendach policji – 3,4 tys. brutto.

Dla porównania, średnio w ministerstwach czy w placówkach zagranicznych było to 8,5 tys. zł na miesiąc, a w całej Krajowej Administracji Skarbowej – 6,2 tys. zł brutto.

Projekt budżetu państwa nie obejmuje płac nauczycieli i pracowników służby zdrowia, ale te grupy zawodowe też wywalczyły sobie podczas protestów spore podwyżki.

– Rozumiem, że wynagrodzenia w budżetówce rosną, bo presja płacowa na rynku jest bardzo duża – zauważa Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Ale trzeba mieć na uwadze, że to duże obciążenie dla budżetu państwa. W latach 2015–2018 fundusz wynagrodzeń w szeroko pojętej administracji rósł wolniej niż PKB i w ten sposób udało się zaoszczędzić ok. 5 mld złotych. Rząd planował kontynuację takich oszczędności w kolejnych latach począwszy od 2020 r. Teraz widzimy, że te plany są zagrożone – dodaje Łaszek.

Łukasz Kozłowski główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Wysoki wzrost wydatków na wynagrodzenia w jednostkach budżetowych wydawał się wręcz nieunikniony. Przez lata rząd oszczędzał na funduszu płac, w efekcie czego wynagrodzenia w sferze budżetowej zaczęły coraz mocniej odstawać od wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. By utrzymać pewne relacje płac i zatrzymać odpływ pracowników o wysokich kwalifikacjach, prędzej czy później tak duży skok wydatków musiał nastąpić. Polityka oszczędności na wzroście płac w jednostkach budżetowych przyniosła kasie państwa sporo pieniędzy, ale jej kontynuacja – w otoczeniu rosnącej inflacji i mocno rosnącego minimalnego wynagrodzenia, byłaby po prostu bardzo trudna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA