fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory we Francji

Macron czyli powrót Bonapartego

Emmanuel Macron lubi ceremoniał, zachowuje się jak monarcha republikański
AFP
Macron próbuje przyciągnąć prawicę, aby przeprowadzić trudne reformy. Na razie niezbyt mu wychodzi.

Nowy prezydent trzymał w poniedziałek Francuzów w napięciu przez kilka godzin. W końcu tuż przed 15.00 rzecznik prezydenta wyszedł na dziedziniec Pałacu Elizejskiego i w trakcie konferencji prasowej, która trwała 10 sekund, ogłosił nazwisko nowego premiera: Edouard Philippe.

– Macron próbował skaptować Alaina Juppégo lub któregoś z baronów Republikanów. Ale natknął się na mur. Prawica dopiero po wyborach parlamentarnych w czerwcu chce negocjować z prezydentem z pozycji siły. Stanęło więc na polityku drugiego sortu, to porażka – mówi „Rzeczpospolitej" Guy Sorman, wybitny francuski politolog.

Philippe, dotychczas mer 200-tysięcznego, portowego Hawru, należy do konserwatywnej partii Republikanie. W przeszłości był jednak wychowankiem socjalistycznego, reformatorskiego premiera Michela Rocarda. I tak jak Emmanuel Macron jest absolwentem prestiżowych francuskich szkół. Teoretycznie jego biografia znakomicie pasuje więc do wizji prezydenta, który chce przełamać głęboki podział sceny politycznej na prawicę i lewicę, aby, jak to zrobili już kilkanaście lat temu Niemcy, wynegocjować tak potrzebne Francji reformy gospodarcze.

Tyle że jak podkreśla Sorman: tu nie było żadnych negocjacji, Macron jak niegdyś Bonaparte próbuje błyskawicznymi decyzjami wszystkich zaskoczyć i postawić na swoim. Wyrwać z partii Republikanie czołowe postacie, doprowadzić do podziału ugrupowania i przejąć kontrolę nad sceną polityczną.

Z wielkim poprzednikiem Macrona łączy nie tylko strategia polityczna. Do najwyższego urzędu w państwie doszli w podobnym wieku: Bonaparte koronował się na cesarza Francuzów w wieku 35 lat, obecny prezydent ma ich tylko o cztery więcej. Mają też podobny, niezbyt imponujący wzrost: Napoleon był tylko o 4 cm niższy (mierzył 169 cm). No i tak jak Bonaparte Macron najwyraźniej ma zamiłowanie do pompatycznych spektakli jednego aktora, rzecz jasna z własną osobą w roli głównej.

Teoria włoskiego psychiatry

– Wszyscy się spodziewali, że ze względu na młody wiek uprości ceremoniał, jak to zrobił w 1974 r. Valéry Giscard d'Estaing. Ale on w niedzielę w czasie inauguracji powrócił do monarchistycznego protokołu generała de Gaulle'a i François Mitterranda. A przecież nie może się z nimi równać – został wybrany niejako przez przypadek, przez „błąd statystyczny" – mówi Sorman.

Niektórzy Francuzi zaczynają podejrzewać, że ich nowy prezydent, o którym jeszcze rok temu mało kto słyszał, może być psychopatą, skoncentrowanym tylko na własnym sukcesie. Po francuskim internecie hula wywiad z włoskim psychiatrą, profesorem Adriano Sagatoprim, który tłumaczy, że profil psychologiczny Macrona ukształtował się przede wszystkim w czasie romansu z nauczycielką francuskiego, dzisiejszą Brigitte Macron. Aby przełamać szok, jakim mógł być dla piętnastolatka taki związek, Emmanuel miał zbudować bezwzględną osobowość, której służy zdecydowanie ponadprzeciętna inteligencja.

– Zamiast prowokować Republikanów, Macron powinien mianować premierem wybitnego technokratę, osobę powszechnie cenioną, ale niezwiązaną z żadnym obozem politycznym – uważa Sorman.

We wtorek prezydent ma przedstawić skład nowego rządu. Na giełdzie pojawiają się nazwiska niektórych ważnych polityków prawicy, jak minister ochrony środowiska u Nicolasa Sarkozy'ego Nathalie Kosciusko-Morizet (spokrewniona z Tadeuszem Kościuszką, mogłaby zostać ministrem obrony) czy były gaullistowski premier Jean-Pierre Raffarin, który miałby kierować francuską dyplomacją. Ale zweryfikować te plotki jest bardzo trudno, bo od wyborów 7 maja Pałac Elizejski milczy jak grób – francuskie media mają ogromne trudności ze zdobyciem jakichkolwiek przecieków.

To jeszcze jedna cecha nowej prezydentury: Macron chce wypowiadać się rzadko, aby jego deklaracje były zawsze uważane za coś wyjątkowego.

– Raffarin jest lojalny wobec lidera Republikanów François Baroin, teraz przebywa w Chinach, nie szykuje się do wejścia do rządu – zapewnia Sorman.

Trzy godziny z Merkel

Macron będzie jednak bardzo potrzebował porozumienia ponad podziałami, aby zapobiec ogromnym manifestacjom, gdy przyjdzie do wdrażania trudnych reform, szczególnie rynku pracy. W poniedziałek, jak to tradycyjnie robią francuscy prezydenci w pierwszym dniu urzędowania, nowy przywódca poleciał na trzy godziny do Berlina, aby uzgodnić wspólny plan pogłębienia strefy euro.

Ale w udzielonym wcześniej wywiadzie dla „Spiegla" wpływowy minister finansów Wolfgang Schaeuble stawia sprawę jasno: najpierw reformy we Francji, a potem zmiany w Unii. Zastrzega przy tym, że zmiana europejskich traktatów, konieczna dla powołania ministra finansów strefy euro i odrębnego budżetu dla państw unii walutowej, „nie jest dziś realna". Niemcy wolą więc mówić o przekształceniu Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego w Europejski Fundusz Walutowy dla ratowania krajów w potrzebie. Różnica w stosunku do planów Macrona jest zasadnicza, bo kontrolę nad nowym systemem zachowałyby kraje członkowskie (Niemcy miałyby prawo weta), a nie przejęłaby jej Bruksela. Dodatkowo Niemcy uzależniają wszelką solidarność finansową w Unii od udziału wszystkich państw w nowym mechanizmie podziału uchodźców, co dla Macrona, mimo deklaracji wyborczych, jest problematyczne.

– Pogłębienie strefy euro to bardzo poważny plan, ale w perspektywie dwóch lat. Najpierw musimy uporać się z reformami we Francji i negocjacjami w sprawie Brexitu – przyznają źródła dyplomatyczne w Paryżu. W tej sytuacji Macron raczej skoncentruje się na mniej ambitnej próbie uzgodnienia z Niemcami zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych oraz utworzeniu europejskiego funduszu rozwoju nowych technologii zbrojeniowych. Choć i tu poparcie Berlina wcale nie jest gwarantowane. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA