MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z PORTEM LOTNICZYM POZNAŃ-ŁAWICA
Według raportów – jednego sygnowanego przez PPL i drugiego przygotowywanego przez Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu – wpływ lotniska w Poznaniu na region i gospodarkę jest wyższy niż w przypadku większych portów lotniczych. Jak to wyjaśnić?
Trzeba dokładnie spojrzeć na te raporty. Nie we wszystkich obszarach jesteśmy lepsi, ale nasze mocne strony to przede wszystkim wpływ indukowany związany z funkcjonowaniem organizmu gospodarczego, jakim jest lotnisko, i przede wszystkim wpływ katalityczny dotyczący rozwoju gospodarki regionu. Do tej pory byliśmy postrzegani jako ci, którzy mają jakiś obrót, zysk, zatrudniają ileś osób. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę cały efekt naszego funkcjonowania, wpływ na gospodarkę. I okazuje się, że tak naprawdę nasze lotnisko bezpośrednio czy pośrednio daje pracę dla średniej wielkości dzielnicy Poznania, ponad 43 tys. osób, a obrót łącznie z firmami, które u nas działają – ale bez linii lotniczych – to około 700 mln zł rocznie. Kiedy dodamy linie lotnicze, mamy już do czynienia z miliardami. Mówimy tutaj o efekcie makroekonomicznym, efekcie skali.
Grzegorz Bykowski, prezes Portu Lotniczego Poznań-Ławica
Jak do tego przyczynia się struktura pasażerów na poznańskim lotnisku?
Jesteśmy lotniskiem regionalnym, w dużej części realizujemy ruch punkt–punkt. Taka jest rola portów regionalnych. Udział linii lowcostowych na naszym lotnisku jest jednak jednym z najniższych w Polsce, ok. 57 proc. w 2025 r. Pozostały ruch – czarterowy i linii tradycyjnych – to prawie 50 proc. A to są ci pasażerowie, którzy wymagają trochę szerszej skali obsługi, większej ilości zasobów czy więcej czasu spędzonego na lotnisku. Biorąc pod uwagę ruch czarterowy, to w tym segmencie ruchu jesteśmy na trzecim miejscu w Polsce. Mogłoby się wydawać, że wożenie pasażerów na wakacje za granicą nie jest czymś najistotniejszym z punktu widzenia gospodarki regionu. A to nieprawda – obsługa tych pasażerów wywołuje konkretny, pozytywny efekt gospodarczy.
Dlaczego lotnisko w Poznaniu generuje tak poważny ruch?
Dwie i pół godziny drogi z Poznania na zachód istnieje lotnisko, które do 2017 r. było większe niż wszystkie polskie lotniska razem wzięte, łącznie z Warszawą. Nawet nie próbowaliśmy konkurować z Berlinem, a przed pandemią Covid-19 nawet 15 proc. z około 30 mln obsługiwanych rocznie pasażerów pochodziło z Polski. Od tamtych czasów urośliśmy o 75 proc., co jest efektem bogacenia się naszego społeczeństwa, rozwoju biznesu w Wielkopolsce, ale też w dużej mierze przejęcia pasażerów, którzy do tej pory latali z Berlina. Chociaż oczywiście pamiętamy o wszelkich proporcjach między tamtym a naszym lotniskiem.
Dlaczego udaje się wam odciągnąć pasażerów z Berlina?
Organicznie budowaliśmy ofertę. Przekonywaliśmy przewoźników, że warto powstrzymać te „wycieki” do Niemiec i że u nas jest potencjał rozwoju. Udało się. Dzisiaj, kiedy pasażerowie mają atrakcyjne połączenia z Poznania, niekoniecznie chcą jechać do Berlina – zwłaszcza że przekraczanie polsko-niemieckiej granicy już nie zawsze jest takie niezauważalne. Polacy zaczęli cenić sobie wygodę i czas. Podobnie będzie po uruchomieniu Portu Polska. Poznań jest tym lotniskiem, które według prognoz najmniej będzie odczuwało powstanie nowego lotniska w Polsce.
Tylko że do Portu Polska najłatwiej będzie się dostać z Poznania samochodem lub pociągiem, niekoniecznie korzystając z lotniska.
Oczywiście mówimy o prognozach, ale możemy założyć, że pasażerowie z naszego terenu już w razie potrzeby korzystają z jakiegoś innego lotniska i powstanie Portu Polska ich nam nie zabierze. Jesteśmy przecież jedynym lotniskiem w Polsce, które w promieniu trzech godzin drogi ma pięć portów lotniczych. Jest wybór, ale ci, którzy korzystają z Poznania, będą nadal z niego korzystali.
Port Polska ma działać całą dobę. A Poznania dotyczą ograniczenia środowiskowe. Pasażerowie z Wielkopolski, którzy zdecydują na podróż lotniczą przez Port Polska, nie będą mogli w środku nocy wrócić do Poznania czy też z Poznania wystartować.
Port Polska jest budowany dla przewoźników tradycyjnych, u nas udział tych przewoźników to niecałe 20 proc. Być może rzeczywiście nieco stracimy z tego tortu, nie sądzę, żeby były to straty poważne. Co więcej, Port Polska ma być flagowym portem dla PLL LOT, więc zagraniczni tradycyjni przewoźnicy mogą rozglądać się za innymi lotniskami. Natomiast nasze lowcosty i czartery są niezagrożone.
Jeżeli chodzi o ograniczenia środowiskowe – od 14 lat są one dla nas takie same. I pewnie będą identyczne w momencie, kiedy powstanie Port Polska. Liczymy się z jakimiś stratami pasażerów, ale też sądzę, że podróżujący z naszego regionu po prostu się do tego przyzwyczaili.
Ograniczenia środowiskowe to duży ból dla poznańskiego lotniska?
„Duży ból” to eufemizm. Mamy najbardziej restrykcyjne ograniczenia środowiskowe w Polsce. A przecież nie jesteśmy ani największym lotniskiem, ani tym, które przyczynia się do generowania największego hałasu. Zapłaciliśmy też mieszkańcom okolic lotniska dwa razy więcej w ramach odszkodowań niż wszystkie lotniska w Polsce, łącznie z Lotniskiem Chopina. Gorliwość środowiskowa Poznania i regionu na pewno nam nie pomaga. Mamy bardzo zredukowaną możliwość prowadzenia operacji lotniczych w godzinach od 22 do 6, co oznacza, że o wiele trudniej nam ściągać zarówno tradycyjne linie, które chcą przylatywać do nas późno i wcześnie rano wylatywać, jak i linie czarterowe czy lowcostowe, które by bazowały u nas samoloty. To powoduje, że jesteśmy dużo mniej konkurencyjni w porównaniu z innymi portami regionalnymi.
Warto zdawać sobie sprawę z tego, że rozwój lotnisk położonych bliżej miast będzie bardzo mocno zagrożony, jeżeli zostaniemy przy obecnym sposobie liczenia hałasu i przy absurdalnie wysokich wymaganiach środowiskowych. Musimy to zmienić – koszty, które ponosimy, są horrendalne, a rozwój miasta i regionu jest kompletnie zachwiany. Nie widzimy, żebyśmy jako branża lotnicza byli tak samo traktowani jak inne gałęzie transportu.
Ale te ograniczenia sami wzmacniacie. W październiku wprowadzicie ciszę nocną w godzinach od 1 do 5, co oznacza brak rozkładowych operacji lotniczych. Czy nie ma tutaj sprzeczności z krytyką ograniczeń środowiskowych?
Musimy uszanować, że jesteśmy lotniskiem miejskim, położonym w obszarze zurbanizowanym Poznania. Idziemy na kompromis i mówimy: nie będzie operacji lotniczych w samym środku nocy, ale prosimy o zaakceptowanie faktu, że samoloty bazowane w Poznaniu muszą przylecieć po godz. 22 i wylecieć przed 6 rano. Liczymy na zrozumienie ze strony samorządu i przede wszystkim mieszkańców. Co ciekawe, najwięcej skarg dostajemy w sprawie małych szkolnych samolotów, które nie przekraczają norm środowiskowych. Ale to ich „bzyczenie” najbardziej denerwuje mieszkańców.
Trzeba też pamiętać, że lotnisko położone tak blisko miasta to również korzyść. Z Ronda Kaponiera jedzie się do nas 15 minut. Jesteśmy lotniskiem wygodnym, u nas nie ma kolejek do kontroli bezpieczeństwa, szybko i bezstresowo obsługujemy naszych pasażerów.
I będziecie sporo inwestować – miliard złotych. Na co przeznaczycie te pieniądze?
Miliard to brzmi efektownie. Natomiast prawda jest taka, że inwestycje na lotnisku z założenia są kosztochłonne. Wybudowanie płyt postojowych dla sześciu nowych samolotów to koszt na poziomie 300 mln zł. Przebudowa naszego terminala na piętrowy to minimum 650–700 mln. A przecież potrzebujemy terminala, który będzie nam służył przez następnych 10 czy 15 lat. Miliard brzmi bardzo odważnie, ale kiedy spojrzymy na szczegóły – już mniej. Podsumujmy: sama komunikacja i parkingi to jest 130 mln, prawie 350 mln to drogi kołowania oraz płaszczyzny postojowe, kolejne 650–670 mln to przebudowa istniejącego terminala. Wtedy tak naprawdę widzimy, że tych inwestycji wcale nie jest tak dużo. A przydałyby się nam na lotnisku dodatkowe rzeczy, jak chociażby hangary, i rozbudowa zaplecza technicznego.
Skąd będą pochodziły te środki? Jak zdobędziecie finansowanie?
Na całe szczęście od trzech lat lotnisko w Poznaniu ma całkiem dobrą sytuację finansową. Oczywiście pozostały jeszcze rachunki do spłacenia za wcześniejszy okres, kiedy tak różowo nie było. Czyli jesteśmy lotniskiem z dosyć stabilną sytuacją finansową, które generuje duże możliwości spłaty kredytów. Dlatego na pewno dużą część z tych pieniędzy będziemy w stanie pozyskać na rynku, od instytucji finansowych. Te instytucje widzą, jaki mamy standing finansowy, ile generujemy pieniędzy, jaką mamy EBITDA czy marżę. Jestem więc przekonany, że przekonamy banki do finansowania lwiej części tych inwestycji. Ale w sprawie środków na wybudowanie większych płyt postojowych czy terminala piętrowego będziemy musieli odbyć pewnie trudną rozmowę z naszymi właścicielami – PPL, miastem Poznań oraz województwem wielkopolskim. Liczymy tutaj na wsparcie, zwłaszcza że nie chodzi wyłącznie o nas, lecz o rozwój miasta i regionu. Dobra wiadomość jest taka, że do tej pory właściciele raczej dość aktywnie i chętnie nas wspierali.
MATERIAŁ POWSTAŁ WE WSPÓŁPRACY Z PORTEM LOTNICZYM POZNAŃ-ŁAWICA