Boom na AI uwypuklił nad Wisłą pewien paradoks. Technologia, która ma zwiększać efektywność, nie jest powszechnie wdrażana w rodzimych przedsiębiorstwach, a w wielu miejscach implementacje są przerywane, bo nie przynoszą efektów. Z drugiej strony, jak pokazują badania, polscy pracownicy w ostatnich latach zwiększyli swoją produktywność o niemal 10 proc. Wykonują zadania, które miały przejmować algorytmy. Statystyki dowodzą, że aż 40 proc. czasu pracy pochłaniają dziś powtarzalne zadania administracyjne.
Potrzebne cyfrowe przyspieszenie
Polacy od dawna należą do najbardziej zapracowanych narodów w Europie, a – mimo to – nasza produktywność wciąż rośnie. Polscy pracownicy wyprzedzają pod tym względem wiele krajów Zachodu. Czy w dobie dynamicznego rozwoju systemów sztucznej inteligencji może być to wciąż powód do dumy? Może ta pracowitość to po części konsekwencja tego, iż tylko 21 proc. przedsiębiorstw na naszym rynku ma wysoki lub bardzo wysoki poziom cyfryzacji, co sprawia, że w unijnym rankingu pod względem poziomu cyfryzacji firm zajmujemy miejsce dopiero w trzeciej dziesiątce państw członkowskich UE.
Tomasz Wykowski, country manager w firmie Factorial, uważa, iż czas marnowany na rutynową administrację to największy ukryty podatek, jaki płacą dziś polscy przedsiębiorcy i pracownicy.
– Ekscytujemy się debatą o czterodniowym tygodniu pracy, a prawda jest taka, że w wielu polskich firmach pracownicy już teraz wykonują sensowną pracę tylko przez trzy dni, a pozostałe dwa dni tracą na wypełnianie tabelek, raportowanie i walkę z biurokracją. Jesteśmy rzekomo jednym z najbardziej zapracowanych narodów w Europie, ale musimy zadać sobie pytanie: czy jesteśmy naprawdę aż tak pracowici, czy po prostu fatalnie zorganizowani cyfrowo? – komentuje. I przekonuje przy tym, że uwolnienie dwóch godzin dziennie dzięki automatyzacji to jedyny sposób, by pogodzić oczekiwania pracowników dotyczące work-life balance z wymogami utrzymania rentowności biznesu. I tu sporą rolę do odegrania ma AI.
Sytuacja nie jest jednak biało-czarna. Biznes próbuje wdrożeń, a pod względem deklarowanych implementacji mocno przyspieszamy (dane Microsoftu pokazują, że dynamika ostatnich miesięcy w tym zakresie plasuje Polskę w grupie liderów). Co jednak z tego, że na fali boomu przedsiębiorcy masowo próbują stawiać na AI, skoro bardzo często robią to kompletnie nieprzygotowanymi. Jak wynika z raportu EFL, połowa badanych ocenia swoje kompetencje jako umiarkowane, a 43 proc. – jako wręcz niskie. Czym to skutkuje? Tu warto przywołać badania MIT Media Lab, według których aż 95 proc. przedsiębiorstw nie dostrzega żadnych mierzalnych korzyści z wdrożenia sztucznej inteligencji. Z kolei z raportu Deloitte „Stan sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwie”, w którym ankietowano 3235 dyrektorów i kadrę zarządzającą, wynika, że tylko co piąty podmiot wdrażający AI odnotował wzrost przychodów. Analitycy McKinsey mówią wręcz, że – choć rośnie popularność generatywnej i agentowej AI, a inwestycje przyspieszają – część biznesu ocenia, iż „trwały wpływ na wydajność jest trudny do uchwycenia”.
Dlaczego AI kuleje w MŚP?
Bez wątpienia polska gospodarka wchodzi w epokę sztucznej inteligencji w nierównym tempie. Podczas gdy przemysł coraz odważniej automatyzuje procesy i wdraża algorytmy predykcyjne, ogromna część firm wciąż stoi z boku technologicznej zmiany. AI staje się jednym z głównych czynników różnicujących produktywność przedsiębiorstw – dane rynkowe pokazują, że tam, gdzie sztuczna inteligencja jest wdrażana systemowo, przynosi realne efekty. Problem polega na tym, że większość gospodarki wciąż nie korzysta z jej potencjału. Z danych GUS wynika, że 49,5 proc. przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce korzysta z AI lub big data. Technologie te są szczególnie popularne w dużych organizacjach, a najczęściej wskazywane korzyści to wzrost produktywności i poprawa jakości produktów. Oznacza to, że co druga firma z sektora przemysłowego wykorzystuje już zaawansowaną analitykę lub algorytmy w procesach operacyjnych. Z drugiej strony, jak zauważa raport IFS Polska, choć 65 proc. dużych firm korzysta z AI, to tylko 17 proc. posiada formalną strategię AI. Wiele projektów ma więc charakter punktowy, co może utrudnić ich dalsze skalowanie.
– Ryzyko pojawia się tam, gdzie inicjatywy mają charakter incydentalny: bez spójnego modelu danych, standardów wdrożeniowych i osadzenia w długofalowej transformacji cyfrowej AI pozostaje serią pilotaży, a nie dźwignią skali – potwierdza Adam Matyaszek, dyrektor w Polcomie.
Kiedy spojrzymy szerzej, obraz jest znacznie mniej optymistyczny. Według Eurostatu z narzędzi AI korzysta zaledwie 5,9 proc. wszystkich polskich firm – to drugi najniższy wynik w UE. Szczególnie słabo wygląda to w grupie najmniejszych podmiotów. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, że ponad połowa mikro- i małych przedsiębiorstw nie uważa inwestycji w AI za istotne (a to ten segment odpowiada za ponad 45 proc. PKB Polski i stanowi ponad 99 proc. wszystkich firm w kraju). Co więcej, jedynie 7 proc. rodzimych MŚP wysoko lub bardzo wysoko ocenia swoje przygotowanie do wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Paradoksalnie jednak taki wynik, choć wyjątkowo słaby, ma pewne pozytywne przesłanie – dowodzi, że polskie firmy racjonalnie oceniają możliwości. A to oznacza, że wychodzą z fazy „ślepego” entuzjazmu dla tej technologii. Eksperci potwierdzają, że biznes coraz częściej patrzy na AI przez pryzmat realnych kompetencji, zasobów i praktycznych wdrożeń. Paweł Bojko, wiceprezes EFL, również twierdzi, iż to sygnał: rynek dojrzewa. – Przedsiębiorcy coraz lepiej rozumieją, że wdrożenie AI to nie tylko dostęp do narzędzia, ale przede wszystkim warunki konieczne: dane, procesy, ludzie, bezpieczeństwo i umiejętność mierzenia efektów – argumentuje.
Z najnowszych danych Work Trend Index 2026 wynika, że niemal połowa interakcji z AI wspiera już pracę kognitywną, taką jak analiza informacji, rozwiązywanie problemów czy kreatywne myślenie. Jednocześnie 58 proc. użytkowników takich zaawansowanych narzędzi wykonuje dziś zadania, których rok temu nie byliby w stanie zrealizować. To dobitnie pokazuje, iż kluczowe staje się nie samo korzystanie z technologii, lecz rozwijanie kompetencji, które pozwalają robić to świadomie – najlepiej już na etapie edukacji.