Wybory samorządowe

Dąbrowska: Sprawa Zdanowskiej, czyli łódzki poligon

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Ogłoszenie, że Hanna Zdanowska nie ma prawa rządzić Łodzią, jeśli wygra wybory, to test, jak daleko można się posunąć np. w wyborach do parlamentu.

W środę wojewoda łódzki Zbigniew Rau zapowiedział, że jeśli kandydatka Koalicji Obywatelskiej i dotychczasowa prezydent Hanna Zdanowska wygra wybory, podejmie on „odpowiednie działania". Będą to „działania pozostające w kompetencji wojewody (...), które wykluczają sprawowanie władzy publicznej przez osobę prawomocnie skazaną za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego". Czyli – jak należy rozumieć – wygaszenie mandatu ewentualnie nowo wybranej prezydent miasta. Wojewoda uważa więc, że Zdanowska powinna dobrowolnie zrezygnować z ponownego ubiegania się o urząd.

Przepisy w tej sprawie są sprzeczne. Wyrok skazujący (na grzywnę) za poświadczenie nieprawdy może uniemożliwić pełnienie mandatu, zgodnie z ustawą o pracownikach samorządowych, ale już nie według ustawy – Kodeks wyborczy.

Można się spodziewać, że jeśli Zdanowska wygra wybory, a sondaże dają jej zdecydowane zwycięstwo już w I turze, to decyzja o wprowadzeniu komisarza i wypędzeniu kandydatki KO z fotela prezydenta wzbudzi opór społeczny. Tym bardziej że już teraz część badanych przyznaje, iż próby wyeliminowania Zdanowskiej przekonały ich, by na nią głosować. Po co więc PiS to robi? Od kilku dni w dyskusji pojawiają się pytania, po co mobilizować wyborców kandydatki KO, skoro i tak w Łodzi PiS nie ma szans?

Łódź może się stać poligonem doświadczalnym. Czeka nas przecież wyborczy maraton i w jego trakcie – wybory parlamentarne. Jeśli prawdą miałyby się okazać zarzuty opozycji, że PiS przejął kontrolę nad Sądem Najwyższym, by potencjalnie wątpliwe sytuacje rozstrzygnąć na swoją korzyść i mieć wpływ na orzeczenie o ważności wyborów, to manewr z mandatem Zdanowskiej może być sprawdzianem kolejnej możliwości. Eliminować z wyścigu można przecież z różnych przyczyn czy też pod różnymi pretekstami. Kluczowy jest opór, jaki takie działania budzą w społeczeństwie.

Ale na tej drodze kryją się niebezpieczeństwa, takie jak opisywany obok przypadek burmistrz Rabki-Zdroju Ewy Przybyło. O ile jednak nikt nie może zmusić wojewody małopolskiego do potraktowania skazanej prawomocnie burmistrz w ten sam sposób co skazanej prezydent Łodzi, o tyle w przypadku nierównego traktowania nowo wybranych posłów sprawa nie będzie już tak łatwa z punktu widzenia prawa. Ale – i o tym PiS wie doskonale – w ostateczności powstrzymać takie działania może i tak tylko opór społeczny, skoro kluczowe sądy będą już praktycznie podporządkowane władzy centralnej.

A czy taki opór będzie? To właśnie sprawdza PiS, grożąc Zdanowskiej zabraniem mandatu. Czy zwykli obywatele wyjdą na ulice w obronie pani prezydent? A jeśli tak – to ilu ich będzie? Jak bardzo można jeszcze naciągnąć strunę, która i tak jest już mocno napięta? Poligon w Łodzi został dobrze wybrany. W Warszawie demonstracje organizuje się od ręki i mają od razu wymiar krajowy. Czym dla kraju byłby przypadek komisarza w jednym z miast? Czy ktoś „chciałby umierać za Łódź"? To właśnie sprawdzić chce partia rządząca.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL