fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe

Jarosław Wałęsa: Samym antyPIS-em wyborów nie wygramy

AFP
Paweł Adamowicz wprowadził w błąd mnie, Grzegorza Schetynę i mieszkańców – mówi polityk PO Jarosław Wałęsa.

"Rzeczpospolita": Dlaczego chce pan być prezydentem Gdańska?

Jarosław Wałęsa, europoseł PO: Kocham to miejsce. Jest moim domem. Mam pomysł na to miasto, w którym łączę dobry rozwój z naciskiem na komfort ludzi, którzy tu mieszkają.

Czyli obecna administracja prezydenta Adamowicza tego nie robi?

Niewystarczająco. Gdańsk w ostatnich latach ściągał wielkie inwestycje i był przyjazny dla inwestorów, zapominając trochę o mieszkańcach. Teraz potrzebna jest nowa filozofia zarządzania. Trzeba się zastanowić, gdzie mamy być za 10–15 lat. Na samych inwestycjach miasto nie będzie kwitło. Jego sercem są mieszkańcy. Dlatego musimy ich zatrzymywać i zachęcać innych, by się tu osiedlali.

Jak by pan zdefiniował największe wyzwania dla miasta?

Pierwsze wyzwanie to zmiana priorytetów z wielkich inwestycji na te mniejsze, dzielnicowe. Mamy w Gdańsku wiele ulic, kwartałów, całych dzielnic, które wymagają załatwienia podstawowych i ważnych dla mieszkanek i mieszkańców spraw: prostych chodników i wyremontowanych osiedlowych dróg, terenów zielonych i rekreacyjnych, o które się dba, a nie kosi trawę raz w roku, nowych żłobków miejskich, bo ciągle brakuje miejsc dla kilku tysięcy rodzin. Drugie wyzwanie to priorytet dla komunikacji miejskiej – trzeba poprawić jej organizację, zmniejszyć awaryjność, zaproponować lepszą ofertę, która przyciągnie mieszkańców. To nie odbędzie się bez zwiększenia puli pieniędzy, ale uważam, że to niezbędne, bo porównując część budżetu, który na nią przeznaczamy, to jesteśmy daleko w tyle nie tylko z Warszawą, ale także z innymi miastami. Trzecie wyzwanie to starzenie się społeczeństwa – na 460 tysięcy mieszkańców Gdańska już 120 tysięcy to osoby po 60. roku życia i będzie ich stale przybywać. To musi znaleźć odzwierciedlenie w ofercie miasta.

Spodziewał się pan, że będzie rywalizować z Pawłem Adamowiczem?

Nie. Ale cały czas mam nadzieję, ze tak się nie stanie. Do rejestracji komitetów i rozpoczęcia kampanii jest co najmniej miesiąc. Wtedy okaże się rzeczywiście, kto będzie kandydować.

Czyli nadal pan uważa, że prezydent się wycofa?

Ciągle wierzę w to, że nie będzie rozbijał zjednoczonej opozycji i poprze naszą wizję rozwoju miasta.

Były próby przekonywania Pawła Adamowicza, że jego doświadczenie może przydać się gdzie indziej?

Oczywiście. Ja sam nie uczestniczyłem w tych rozmowach, ale z tego, co wiem, to one były, jednak zakończyły się decyzją Pawła Adamowicza o samotnym starcie z własnej listy.

To nieprawda. Cała narracja Pawła Adamowicza dotycząca jego startu oparta jest na dwóch fałszywych tezach: zbyt długim okresem wyboru kandydata i brakiem współpracy całej opozycji. Po pierwsze, to prezydentowi zależało na jak najpóźniejszym wyborze kandydata, ponieważ on sam liczył na pozytywne rozstrzygnięcia jego problemów prawnych. Po drugie, rozmowy wszystkich sił demokratycznych w Gdańsku, ale także ruchów miejskich czy zaangażowanych radnych dzielnic od początku przebiegały pomyślnie, ale nasi partnerzy wskazywali jasno: po 20 latach potrzeba zmiany na stanowisku gospodarza miasta. Sam Adamowicz obiecywał mi w bezpośrednich rozmowach kilka lat temu, że to jest ostatnia kadencja. W ubiegłym roku obiecywał Grzegorzowi Schetynie, że poprze kandydata Platformy. Wprowadził w błąd mnie, Grzegorza Schetynę, ale przede wszystkim mieszkanki i mieszkańców Gdańska. Dziś jest solistą. Nie ma szerokiego poparcia. Tu mam wielki żal, że on nie szanuje danego słowa.

Powstanie jego komitetu oznacza rozłam?

Nie ma czegoś takiego jak rozłam w gdańskiej PO. Gdy zebrał się jej zarząd, to jednogłośnie została przyjęta uchwała popierająca wspólnego kandydata PO i Nowoczesnej w Gdańsku. Chciałbym jednak wskazać na inny aspekt: w wyborach na prezydenta są dwie tury i jestem przekonany o mądrości mieszkańców Gdańska, którzy w drugiej turze nie wybiorą kandydata PiS. W wyborach do rady miasta dwóch elekcji jednak nie ma. Druga lista stworzona przez Adamowicza rozbija nasz wspólny blok i stwarza realne ryzyko na wygraną PiS w radzie miasta.

Mówi pan o nowej formule, tymczasem to PO rządziła Gdańskiem dwie dekady. Może być pan wiarygodny np. w mówieniu o zbyt dużej swobodzie deweloperów?

Ja mówię konkretnie o podejściu do planów zagospodarowania przestrzennego. One przygotowywane są w urzędzie, przez ludzi prezydenta miasta. Rada miasta może powiedzieć „tak” lub „nie”. I wiele razy to „nie” w radzie także padło. Rozwój miasta nie może się jednak opierać tylko na wielkich inwestycjach. To droga donikąd. Chcę jednoznacznie podkreślić – nie jestem wrogiem deweloperów, ale będę prowadził z nimi partnerski dialog. Zamierzam przywrócić równowagę.

Między czym a czym?

Inwestorzy muszą czuć, że są potrzebni, tak jak ich inwestycje. Ale głos mieszkańców musi się liczyć, gdy np. modyfikuje się plany zagospodarowania, trzeba brać pod uwagę przede wszystkim ich dobro. Ta równowaga została zachwiana. Teraz trzeba inwestować w kapitał ludzki. O tym będzie moja kampania.

O tym mówią prawie wszyscy kandydaci w dużych miastach. Jak pan zamierza to zrobić w praktyce?

Gdy popatrzymy np. na plany zagospodarowania przestrzennego w dzielnicach, to widać, że budzą kontrowersje mieszkańców. Chciałbym aby szybko po wyborach powstały - z udziałem radnych dzielnic, radnych miejskich - specjalne zespoły konsultacyjne z mieszkańcami. Dyskusja nad planami nie może odbywać się głównie w urzędzie, to urzędnicy muszą przenieść tę debatę do dzielnic, blisko bezpośrednio zainteresowanych. Teraz ludzie nie mogą wystarczająco dobrze artykułować swoich wątpliwości. Do tej pory praktyka była taka, że większość pomysłów deweloperskich była wcielana w życie, a plany modyfikowane pomijając głos mieszkańców. Chciałbym, aby nie tylko deweloperzy mieli coś do powiedzenia, ale również mieszkańcy. Ja nie jestem przeciwko inwestycjom i deweloperom. Ale równowaga musi być zachowana.

Jak pan reaguje na argument, że nie zna miasta?

Z jednej strony zarzuca mi się, że nie byłem samorządowcem, z drugiej – że jestem mieszkańcem Brukseli. Jedno przeczy drugiemu. Gdańsk to moje rodzinne miasto. Tu się urodziłem, tu jestem zameldowany od blisko 42 lat. W Parlamencie Europejskim jestem w pracy. Gdy kończy się praca, wracam do domu – do Gdańska. Interesuję się miastem, rozmawiam z ludźmi. Byłem dwie kadencje posłem na Sejm RP, obecnie jestem drugą kadencję posłem do PE. Zdobyte doświadczenie i szerokie kontakty zamierzam wykorzystać w pracy dla Gdańska.

Uważa pan, że w Gdańsku jest jakiś układ towarzysko-biznesowy po tylu latach rządów jednej osoby?

Jeśli ktoś jest na danym stanowisku tyle lat, to jest nieuniknione, by tworzyć znajomości biznesowe i towarzyskie. Czy te znajomości pomagają, czy tworzy się układ, który konserwuje? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie. Popieram ograniczenie kadencyjności prezydenta. 10 lat wystarczy, aby wdrożyć swoją wizję miasta, a potem niech nowa osoba kontynuuje co dobre i stawia nowe priorytety. Gdy coś robi się przez 20 lat w ten sam sposób, to trudno nie zauważyć zmęczenia i braku pomysłów. To nie jest monarchia.

A decyzje personalne w ratuszu? Jak głębokie będą?

Zmiany oczywiście będą, bo nowa wizja wymaga także świeżego spojrzenia i nowych ludzi z otwartymi głowami. Nie będę jednak patrzył na swoje osobiste antypatie i sympatie. Będę patrzył na energię ludzi, ich zaangażowanie i pomysły. Większość urzędników na pewno ma te cechy i nie będę nikogo zmieniał tylko dlatego, że ktoś był przede mną. Stawiam przede wszystkim na kompetencje i energię, na nowe pomysły. Trzeba stworzyć zespół, który rozumie, że mój program ma usprawnić i nadal rozwijać nasze miasto.

Stąd wybór Dominika Kwiatkowskiego z Nowoczesnej jako kandydata na wiceprezydenta?

Stawiając na niego, stawiam na wiarygodność i właśnie na realizację nowych pomysłów. Na lepszą integrację w dzielnicach, na nacisk na wsparcie dla wykluczonych, dla niepełnosprawnych, seniorów. Będziemy uzupełniać ten zespół. Cieszę się, że jest tylu fajnych ludzi, którzy chcą pracować ze mną dla Gdańska.

Rady dzielnic będą miały większe kompetencje?

Tak, chcę korzystać również z doświadczenia rad dzielnic. Trzeba zastanowić się, jak wygląda model ich tworzenia i 5-procentowy próg. Porozmawiamy wspólnie o zwiększeniu zakresu ich kompetencji. Są też kwestie finansowe, proponuję trzykrotne zwiększenie ich budżetów z 4 do 12 zł przypadających na każdego mieszkańca dzielnicy. To 4 miliony więcej w budżecie miasta, ale wolę wydać je na dzielnice Gdańska niż na stronę internetową miasta, jak robi to obecny prezydent.

Pana zdaniem budżety obywatelskie się sprawdzają?

Sam pomysł jest bardzo dobry, ale wymaga stałej poprawy. Ostatnie problemy z systemem do głosowania na pewno podważyły zaufanie, które będzie trzeba odbudować, można to zrobić tylko przez dialog i transparentność wszystkich procedur. Jest wiele innych przeszkód: blokowanie gruntów miejskich, problemy z własnością podwórek. To wszystko postaramy się usprawnić. Budżety obywatelskie, rady dzielnic pomagają nam dotrzeć do korzenia zaangażowania obywatelskiego w mieście. Trzeba zwiększyć pieniądze na budżety obywatelskie, ale nie po to tylko, by się zmarnowały. Tylko by były wykorzystane do realizacji pomysłów mieszkańców. Trzeba odpowiedniego, nowego “oprzyrządowania”.

A panu się podoba model zaangażowania w politykę krajową prezydenta. W TK, sądy, sprawę uchodźców?

Każdy odpowiedzialny polityk musi angażować się w ważne sprawy. Gdy łamane są kręgosłupy sędziów, gdy możemy wkrótce nie mieć Sądu Najwyższego, to odpowiedzialni politycy muszą zabierać głos. Ja również staję po stronie tych wartości. Jestem jednak przekonany, że samym antyPiS-em wyborów nie wygramy, potrzebna jest także pozytywna oferta.

Co dalej będzie działo się w trakcie pre-kampanii wyborczej?

Ruszamy do każdej gdańskiej dzielnicy, żeby każdego dnia rozmawiać z ludźmi, jestem otwarty na dialog i ciekawy wszystkich trosk i propozycji. Na tej podstawie będę modyfikował elementy swojego programu. Będę rozmawiał z mieszkańcami bezpośrednio, od drzwi do drzwi. Zedrę kilka par butów aby “wychodzić” każdy głos. Taka będzie moja kampania.

Nazwisko może przeszkadzać czy tylko pomaga w kampanii samorządowej?

Mój ojciec to bohater narodowy. Nigdy nie będę od tego uciekał.

Coś już panu doradzał, jeśli chodzi o kampanię?

Czuję jego wsparcie, słucham rad, ale szczegóły naszych rozmów zachowam dla siebie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA