fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Kolejna gra o wybory

Marszałek Tomasz Grodzki spotkał się w poniedziałek w sprawie wyborów prezydenckich z Jarosławem Gowinem
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Już we wtorek nowelizacja kodeksu wyborczego ma trafić z Sejmu do Senatu.

W poniedziałek w Zjednoczonej Prawicy trwało szlifowanie ostatnich poprawek do nowelizacji kodeksu wyborczego, które zakładają m.in. przywrócenie roli PKW i zmiany w procesie głosowania korespondencyjnego. Wiele wskazuje też na to, że obejmą one możliwość wprowadzenia głosowania mieszanego, czyli w lokalach wyborczych i przy urnach. O tym w poniedziałek rano mówił lider Porozumienia Jarosław Gowin, który zwracał uwagę, że np. niemożliwe jego zdaniem jest przeprowadzenie II tury wyborów czysto korespondencyjnych, bo proces drukowania i dystrybucji kart trwałby co najmniej trzy tygodnie. A II tura ma odbyć się 14 dni po pierwszej. To jedna z przyczyn zwrotu w kierunku głosowania mieszanego.

Zgodnie z planem projekt najpierw trafił do polityków sejmowej opozycji. Politycy KO uznają zablokowanie głosowania w maju za sukces wynikający z postawy samorządów i Senatu. Jak wynika z naszych rozmów możliwe jest cały czas, że nie będzie kolejnej konfrontacji wokół wyborów PiS – opozycja.

Doszło już zresztą do rozmowy lidera Porozumienia Jarosława Gowina z marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim. Ten ostatni stwierdził, że dyskusja miała „wstępny" charakter. KO zaprezentowała w poniedziałek własny projekt ustawy – co istotne – również wprowadzający głosowanie mieszane. Obie drogi – konfrontacji lub współpracy – są możliwe.

Sejmowy ekspres

Plan zakłada, że nowelizacja ustawy o głosowaniu korespondencyjnym we wtorek zostanie przyjęta przez Sejm i trafi do Senatu. To teoretycznie umożliwia nowe wybory już na przełomie czerwca i lipca. Jednak Senat może – ale nie musi – pracować nad ustawą 30 dni. Taki termin mocno utrudni PiS szybkie przeprowadzenie wyborów, bo trzeba jeszcze je odpowiednio przygotować.

Wybory odbędą się na nowo, ale PiS od samego początku zapowiadało, że kandydaci, który już zebrali ponad 100 tysięcy podpisów, będą mogli kandydować ponownie bez ich ponownego zbierania.

Nowelizacja i kalendarz wyborczy sprawią, że być może na zbieranie podpisów pod ewentualnymi nowymi kandydaturami – jak wynika z naszych informacji – może w skrajnej wersji być tylko tydzień. W warunkach epidemii koronawirusa zebranie ponad 100 tysięcy potrzebnych podpisów byłoby skrajnie trudne.

Kampania formalnie jednak ruszy od początku. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek ma 14 dni od opublikowania niedzielnej uchwały PKW na wydanie decyzji o nowych wyborach, które mają się odbyć w ciągu 60 dni od jej wydania. PiS chce organizacji wyborów prezydenckich jak najszybciej.

Trzy opcje

Restart kampanii daje nowe możliwości Koalicjii Obywatelskiej. Stoi ona przed wyborem dotyczącym kwestii fundamentalnej, która może rozstrzygnąć o kształcie polskiej sceny politycznej na najbliższe miesiące, a być może i lata. Zmieniać kandydata czy nie?

Politycy KO są raczej ostrożni, jeśli chodzi o plany na przyszłość. Bo o ile nie ma wątpliwości, że w kolejnych wyborach wystąpi np. Szymon Hołownia (sam już to zapowiedział), o tyle w przypadku KO nawet wspierające ją osoby z medialno-politycznej orbity sugerowały publicznie w ostatnich dniach rozważenie wymiany Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Oficjalnie cały proces rozpocznie się w PO od nowa.

– Będziemy w bardzo krótkiej formule, jeżeli już zostaną zarządzone wybory, powtarzać również nasze czynności. To znaczy, skoro nowe wybory, nowa rekomendacja, nowe potwierdzenie kandydatury. Więc te decyzje są przed nami – powiedział w poniedziałek Borys Budka, lider PO.

KO przeprowadzi cały proces dopiero po tym, gdy zostaną ujawnione i zatwierdzone reguły gry dotyczące wyborów, ich szczegóły, a także gdy poznamy ich termin. Pierwsza opcja, to restart kampanii Kidawy-Błońskiej, która sama zadeklarowała, że kandyduje w nowych wyborach, jeśli „będą konstytucyjne".

Inne nazwiska, które pojawiają się w trakcie politycznych dywagacji w Warszawie to prezydent stolicy Rafał Trzaskowski lub – gdyby chciał i zmienił zdanie – były premier Donald Tusk.

Politycy PO uważnie analizują sondaże,w których Małgorzata Kidawa-Błońska ma niewielkie poparcie, a swoje pozycje buduje konkurencja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA