fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Dlaczego PiS zdecydował się na wybory korespondencyjne?

Jarosław Kaczyński przeforsował w Sejmie projekt głosowania korespondencyjnego
Fotorzepa, Jerzy Dudek
To opór samorządowców skłonił PiS do poszukiwania innych rozwiązań.

Po burzliwej dyskusji Sejm przyjął projekt powszechnego głosowania korespondencyjnego. Teraz znalazł się on w kontrolowanym przez opozycję Senacie. Dla obozu rządzącego wariant, w którym 10 lub 17 maja dochodzi do pierwszego na taką skalę powszechnego głosowania korespondencyjnego, jest dziś obowiązujący. Koalicja Obywatelska nazywa całą sytuację zamachem stanu, a pomysłowi sprzeciwiają się wszystkie partie opozycyjne, chociaż w różny sposób i z użyciem różnych argumentów.

Sprzeciw samorządowców

W PiS pomysły na wybory ewoluowały wraz z rozwojem sytuacji. Kluczowa jest i będzie rola ministra Szumowskiego, który po połowie kwietnia wyda swoją rekomendację. Jak wynika z naszych rozmów, istotny dla wprowadzenia w życie planu dotyczącego powszechnego głosowania korespondencyjnego był sprzeciw samorządowców, którzy pod koniec marca zaczęli deklarować, że nie będą organizować wyborów. Politycy PiS te deklaracje nazywają buntem i wskazują, że był to jeden z ważniejszych czynników w planie dotyczącym wyborów.

Deklaracje, o których mowa, przybrały na sile pod koniec marca. Prezydenci i burmistrzowie miast związani z opozycją (ale nie tylko) wprost mówili, że nie będą współpracować przy organizacji wyborów 10 maja. Niektórzy deklarowali też, że liczą się z prawnymi konsekwencjami. Nasi rozmówcy z Platformy nie kryli się wtedy specjalnie z tym, że liczyli na wsparcie samorządowców podczas starcia o wybory i możliwość ich przeprowadzenia.

Nowa ustawa zakłada, że gdyby samorządowcy odmówili współpracy przy organizacji komisji wyborczych, do gry wchodzi wojewoda, który będzie np. wskazywał lokale dla komisji wyborczych. W ten sposób PiS chce zagwarantować, że cały proces się odbędzie. Rola wojewodów jest też określona w ustawie, jeśli chodzi o prowadzenie spisu wyborców. Podobnie – by uniemożliwić samorządowcom zablokowanie całego procesu.

Opór Gowina

W niedzielę, 29 marca, odbyło się też głosowanie korespondencyjne w Bawarii, wskazywane przez PiS jako wzór.

Proces forsowania majowego terminu spowolniły zastrzeżenia, jakie do korespondencyjnego głosowania złożył lider Porozumienia Jarosław Gowin. Wewnętrzny spór doprowadził do kilkudniowego opóźnienia. A czas – jak pisała „Rzeczpospolita" we wtorek – jest tu najważniejszy. W praktyce Poczta Polska oraz rząd będą mieć kilka dni na przygotowanie operacji o tej skali. Jest w obozie władzy świadomość ryzyka całej operacji, ale Jarosław Kaczyński stanowczo i wielokrotnie wykluczył możliwość przesunięcia wyborów za pomocą wprowadzenia stanu nadzwyczajnego.

We wtorek do dymisji podał się wiceminister Kamil Bortniczuk, jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Gowina. Pełnił funkcję wiceszefa resortu funduszy i polityki regionalnej. Porozumienie nie traci nadziei na przekonanie opozycji do tego, by doprowadzić do zmiany konstytucji. – W najbliższych dniach będziemy próbowali przekonać polityków opozycji do skorzystania z uprawnienia do przesunięcia terminu wyborów o dwa lata – powiedział Jarosław Gowin. On i jego partia mogą też spróbować zablokować powszechne głosowanie korespondencyjne w chwili, gdy ustawa wróci do Sejmu z Senatu. To tzw. opcja atomowa. Ale mało kto w PiS wierzy w to, że po wydarzeniach ostatnich dni to rozwiązanie jest w ogóle politycznie realne. Mało kto też w obozie władzy wierzy, że opozycja (razem z Konfederacją) spróbuje scenariusza stworzenia własnego rządu „technicznego" i doprowadzenia do przedterminowych wyborów parlamentarnych. – Napięcie oczywiście jest – podsumowuje sytuację nasz rozmówca z PiS.

Echa międzynarodowe

Obóz władzy musi się jednak liczyć z międzynarodowymi komentarzami i reakcjami na głosowanie korespondencyjne oraz zawieszenie w praktyce kampanii wyborczej w Polsce. – Autentyczne wybory wymagają autentycznej kampanii – powiedziała we wtorek szefowa biura OBWE ds. wyborów Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, która stwierdziła też, że wątpliwości może budzić tak szybkie wprowadzenie głosowania korespondencyjnego w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA