fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Henryk Domański: Remisu być nie może

„Zdecydowanych zwolenników Trzaskowskiego i Dudy jest mniej, niż wskazują wyniki”.
Rzeczpospolita/ Magda Starowieyska
Prezydent Andrzej Duda trochę zaryzykował, stawiając się na pozycji zwycięzcy. Chociaż byłoby zaskakujące, gdyby jednak przegrał - mówi prof. Henryk Domański, socjolog PAN oraz Collegium Civitas.

Czy sondażowe wyniki exit poll oznaczają remis? Ipsos od razu zaznaczył, że nie można jasno wskazać zwycięzcy wyborów. Czy w wyborach prezydenckich w ogóle może być remis?

Nie może być remisu, musi być zwycięzca. Przykłady ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że te różnice mogą być niewielkie, jak np. w 2000 roku w starciu Ala Gore’a i George’a Busha albo Hillary Clinton i Donalda Trumpa. A więc jednak ten przegrany będzie musiał się pogodzić z tym, że przegrał, niezależnie od tego, kto nim ostatecznie będzie.

Ale to prezydent Andrzej Duda ogłosił się zwycięzcą po podaniu wyników sondażowych exit poll. Pospieszył się trochę?

To przemówienie już o niczym nie mogło zadecydować i na nic wpłynąć. Andrzej Duda był wyraźnie przygotowany na taki scenariusz i go zrealizował. Mógł chyba trochę się jednak zdystansować do tego sondażowego wyniku i po prostu podziękować za dobry wynik, nie rozstrzygając sprawy do końca. Trochę ryzykowne było stawianie się już na pozycji zwycięzcy. Chociaż byłoby pewnie zaskakujące, gdyby jednak przegrał.

Jaka jest Polska po tych wyborach? Obu kandydatów, niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia, dzieli naprawdę niewielka liczba głosów. Polska jest pęknięta?

W sensie podziałów politycznych, wszystko wskazuje na to, że tak. Świadczy o tym właśnie ta mała różnica między kandydatami, chociaż myślę, że większość społeczeństwa była przygotowana na to, że będzie właśnie tak nieznaczna. Ten wskaźnik polaryzacji się utrzymał i pokazuje, jakie mamy preferencje polityczne i kogo popieramy. Choć nie trzeba na to patrzeć tak ostro: bo ta polaryzacja jest w pewnym sensie stopniowalna. Tych bardzo zdecydowanych zwolenników Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy jest mniej, niż wskazują na to procentowe wyniki. To nie jest 50 na 50. Znaczenie ma przepływ elektoratów, a wyborcy migrowali głównie na korzyść pana Trzaskowskiego. Ale to pokazuje, że obie połowy nie składają się ze zdecydowanych zwolenników i przeciwników obu kandydatów. Taka polaryzacja jest zresztą widoczna już od kilkunastu lat.

Mamy na pewno rekordową frekwencję. Czy to świadczy o tym, że Polacy zaangażowali się w polityczny mecz między kandydatami, czy też wzrasta w nas odpowiedzialność za życie polityczne w Polsce?

Wolę tę bardziej korzystną dla naszego społeczeństwa interpretację. Ten trend zarysował się już w zeszłym roku, w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a póżniej także w wyborach parlamentarnych. I jest mało prawdopodobne, by był to przypadek. Prawie 69 procent frekwencji jest zaskakujące. Nie liczyłem na to, że będzie tak wysoki udział w wyborach. To więcej, niż było w II turze w 1995 roku, kiedy mieliśmy rekord frekwencji. Sądzę, że to rezultat rosnącej polaryzacji, ale też nie można wykluczyć tego, że część wyborców nie zagłosowała w I turze, uznając, że dopiero II tura będzie rozstrzygająca i po prostu ważniejsza. To więc nie tylko efekt większej mobilizacji, ale także chęć odłożenia decyzji na później, o dwa tygodnie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA