Tuż przed głosowaniem w Sejmie nad ustawą o wyborach korespondencyjnych partia rządząca wywiera naciski na posłów Porozumienia.
Zbuntowany lider tej partii, Jarosław Gowin, chce wraz z posłami opozycji uniemożliwić przeprowadzenie wyborów 10 maja.
Po odrzuceniu propozycji Gowina przedłużenia kadencji Andrzeja Dudy i wyborów w 2022, co przyniosło efekt w postaci złożenia dymisji ze stanowiska ministra nauki, szef Porozumienia zaproponował wyjście kompromisowe - wybory korespondencyjne w sierpniu.
Dla swoich pomysłów szuka poparcia wśród partii opozycyjnych.
Jarosław Gowin rozmawiał z liderami KO i PSL, po których media informują nawet o możliwości startu jego i jego ludzi z list Platformy Obywatelskiej w przyszłych wyborach parlamentarnych.
Zjednoczona Prawica ma w Sejmie 235 posłów, czyli raptem o 4 mandaty więcej od minimalnej większości. Jest w tym 18 mandatów Gowina i jego ludzi. W ten sposób — przynajmniej teoretycznie — Gowin mógłby zablokować decyzje PiS - pisze Onet.
Nie wiadomo jednak, na ilu swoich posłów może liczyć były minister nauki.
Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość wysyła swoich emisariuszy do ludzi Gowina, stosując dwie metody - marchewki i kija. Tą pierwszą maja być świetnie płatne stanowiska w spółkach państwowych.
Jeden z rozmówców Onetu przyznaje, że taką ofertę otrzymał, z obietnicą pracy dla grupy swoich współpracowników. Stanowisko z dochodem setek tysięcy rocznie mógłby objąć tuż po głosowaniu w Sejmie. Przyjęcie propozycji powodowałoby konieczność zrzeczenia się mandatu poselskiego, a tym samym zmniejszenie zagrożenia utratą sejmowej większości dla PiS.
Kijem natomiast jest groźba "przyjrzenia się" działalności biznesowej ludzi Gowina. Taką z kolei usłyszał jeden z nich, który wcześniej pracował w dużej państwowej spółce.
Portal pisze, że władze PiS rozpatrują kilka możliwych scenariuszy,w tym także stacjonarne, tradycyjne wybory pod koniec maja - ostatni możliwy termin to 23.
Kolejna rozpatrywana opcja to wprowadzenie na krótko stanu klęski żywiołowej, co pozwoliłoby przesunąć wybory na sierpień - zwolennikiem takiego wyjścia jest Andrzej Duda.
Na Nowogrodzkiej dopuszczana jest także możliwość dymisji rządu Mateusza Morawieckiego, gdyby "opozycja z Gowinem przejęła Sejm" - i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Byłoby to jednak dla PiS ryzykowne, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć ich wyniku.
