fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Jan Lityński, człowiek dialogu obywatelskiego

Jan Lityński
Fotorzepa, Robert Gardziński
Myślał w kategoriach życia publicznego: trzeba robić to, co da się zrobić – wspominają znajomi i przyjaciele.

Jan Lityński należał do tych, którzy w dzieciństwie i młodości wierzyli w zmianę Polski poprzez socjalizm (był m.in. członkiem Hufca Walterowskiego), a rozczarowani praktykami władzy przeszli do opozycji.

– Janek należał do wąskiego grona skupionego wokół Jacka Kuronia, tak jak Sewek Blumsztajn i Adam Michnik, które organizowało słynny wiec na Uniwersytecie Warszawskim w 1968 r. – mówi „Rzeczpospolitej" Eugeniusz Smolar, były dyrektor Sekcji Polskiej BBC. – Został za to aresztowany, skazany, rok 1969 przesiedział w więzieniu, co traktował jak dopust boży. Bez histerii. Zachowywał się prostolinijnie, odmawiał zeznań, nie wdawał się z ubekami w dyskusje.

Zawsze znalazł wyjście

Ludwika Wujec, działaczka opozycji w PRL, wspomina:

– Kiedy poszłam na proces Janka i Sewka Blumsztajna, w ławie oskarżonej siedzieli młodzi chłopcy zagrożeni wysokimi wyrokami, prokurator grzmiał, a Janek tłumaczył sędziemu, dlaczego nie zgadza się z artykułem, który go szkalował, i co jest tam nieprawdą. Wykładał swoje racje, tak jakby siedział przy stole niczym równy z równym. Zatkało mnie, a uważałam Janka za mojego ucznia. Poznałam go, bo nasze mamy się znały, ja miałam wtedy dziewięć lat, a on cztery. Szybko mnie przerósł, intelektualnie i w działalności. Kiedy ja się nad czymś zastanawiałam – on już to robił. Już w dzieciństwie był bardzo żywym chłopcem iskierką, wysportowanym.

Z więzienia Jan Lityński pisał do mamy wspaniałe listy. W jednym z nich porównywał Jana Pietrzaka, którym zachwyciła się mama, z Jonaszem Koftą, i jego uważał za wzór poety głębokiego, podając przykład „Ptaków-pytaków".

– Siedział w więzieniu i pisał do mamy o poezji! Byłam pełna podziwu – podkreśla Ludwika Wujec.

Gdy wyszedł na wolność, jego środowisko było w więzieniu, na emigracji.

– Po interwencji w Czechosłowacji wydawało się, że wszelkie nadzieje na liberalizację systemu są skazane na niepowodzenie – mówi Eugeniusz Smolar.

– Adam Michnik skończył historię w Poznaniu, Barbara Toruńczyk i Seweryn Blumsztajn zostali przyjęci na KUL, ale Janek nie szukał powrotu na uczelnię. Choć miał absolutorium na wydziale matematyki UW, skupił się na zrozumieniu siebie i świata. Zainteresował się psychologią, psychoterapią, zbliżył do środowiska Klubu Inteligencji Katolickiej. Poszukiwał w myśli chrześcijańskiej wyjścia z dylematu, który Jacek Kuroń zdefiniował w pytaniu: „Jak znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia?". Nie myślał w kategoriach politycznych „kosztów i korzyści", tylko życia publicznego: trzeba robić to, co da się zrobić.

Był członkiem Komitetu Obrony Robotników.

– Dzielnie jeździł po Czerwcu '76 na procesy do Radomia z Henrykiem Wujcem i Zbigniewem Romaszewskim udzielać pomocy robotnikom – wspomina Eugeniusz Smolar. – To było trudne, bo także Janka opluwali esbecy, nasyłani przez nich menele wyzywali od warszawskich Żydów. Robił swoje. Właśnie w KOR ujawniła się cecha Janka, ważna do końca życia publicznego, również w Sejmie. Był czuły na niedolę robotników, poszkodowanych. Jako jeden z twórców Biuletynu Informacyjnego KOR, jednego z najważniejszych opozycyjnych źródeł informacji, przeszedł z Ludwiką i Henrykiem Wujcami do pisma „Robotnik", które odegrało ważną rolę w budowaniu zbiorowej świadomości w fabrykach i tworzeniu Wolnych Związków Zawodowych, też w Gdańsku, już z Lechem Wałęsą.

Jan Lityński był doradcą Solidarności i odegrał znaczącą rolę w jej pierwszym zjeździe.

– Miał refleks – podkreśla Ludwika Wujec. – Kiedy trzeba było coś wartościowego koniecznie napisać, wszyscy wiedzieli, że zrobi to Janek. Tak było z odezwą do narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Projekt otrzymał mój mąż Heniek i natychmiast przekazał Jankowi, potem przewodniczącemu i sala zareagowała przez aklamację.

– Odezwa mówiła o prawach związkowych, ale był to de facto głos w sprawie samostanowienia i suwerenności – wyjaśnia Eugeniusz Smolar. – Janek działał świadomie, nie uległ naciskom umiarkowanych doradców, całą sprawę przeprowadził błyskawicznie. Odezwa wywołała wściekłość w Warszawie i Moskwie, ponieważ Solidarność weszła na teren polityki zagranicznej zastrzeżony dla władz.

– Nie dążył do stanowisk czy orderów. Był człowiekiem wielowymiarowym – zauważa Eugeniusz Smolar. – Pasjonował się sportem, malarstwem, muzyką, zbierał płyty m.in. The Beatles i The Rolling Stones. Użyczał ich do audycji radiowych Witka Pogranicznego w Trójce.

Muzyka i malarstwo

– Janek był z wykształcenia matematykiem, ale w jego życiu dużą rolę odegrały „Dziady" Kazimierza Dejmka, był wrażliwy na sztukę – mówi Anda Rottenberg, krytyczka sztuki, kuratorka. – W latach 80. ukrywał się w Podkowie Leśnej, pomieszkując też w domu Włodzimierza Borowskiego, wybitnego polskiego artysty, który wtedy się zradykalizował, interpretował sztukę jako postawę artysty. Słuchając Włodka, Janek zrozumiał, że za sztuką współczesną nie nadąża. Po Okrągłym Stole wciągnęło go życie polityczne, ale od pewnego momentu zaczęła go interesować sztuka międzywojenna i trochę wcześniejsza. Jego zainteresowania skoncentrowały się na Szkole Paryskiej tworzonej przez emigrację polsko-żydowską. Ilekroć bywałam u niego w domu, zauważałam kolejny obraz z tego kręgu, który wyszperał, kupił na aukcjach, w antykwariatach.

Z początku po amatorsku zbierane obrazy zaczęły nabierać wartości jako zwarta kolekcja nastawiona na autoportrety twórców i portrety osób z ich kręgu.

– Chciałam poszerzyć zainteresowania Janka – wspomina Anda Rottenberg. – Przy okazji bodaj 70. urodzin w gronie przyjaciół postanowiliśmy się złożyć na dzieło, a ja zaproponowałam Eli, żonie, coś nowszego. Ona jednak zasugerowała, żeby zebrać pieniądze, a Janek sobie coś za nie wybierze. Rzecz jasna wybrał obraz Szkoły Paryskiej. Mówił: nie wiem, jaki ty masz do tego stosunek, ale ja to lubię. Pozostawał niezależny we wszystkim, co robił. Jednak, kiedy zauważałam nowy obraz i mówiłam: „Ale świetny", na jego twarzy pojawiał się powściągliwy uśmiech satysfakcji.

Lityński był zszokowany polityką PiS.

– Przyjaźnił się z Lechem Kaczyńskim i nawet, gdy pojawiły się ostre różnice, spotkali się na czerwone wino, które obaj lubili – mówi Eugeniusz Smolar. – Spierali się, ale Janek był człowiekiem koncyliacyjnym, poszukiwał dróg dialogu. Z Jankiem praktycznie wszyscy szukali kontaktu, bo widzieli w nim dobre cechy otwartego człowieka. Choć w swoich przekonaniach pozostawał niezachwiany. Niektórzy nie mogli mu wybaczyć stanowiska w sprawie ustawy o IPN, a także kwestii lustracji i dekomunizacji. Był za, ale trzymając się zasady jednostkowych win, a nie zbiorowej odpowiedzialności. Nawet sobie żartowaliśmy ostatnio, że byli komuniści okazali się bardziej pryncypialnymi demokratami niż niektórzy dawni koledzy z opozycji, obecnie w PiS. Chodził na demonstracje KOD i Strajku Kobiet, podpisywał i inicjował listy protestacyjne. Nie był bierny.

– Kiedy pojawiła się kwestia wsparcia demonstracji na Białorusi, zasugerowałam Janka i był nieoceniony– wspomina Ludwika Wujec. – Szukał też rozwiązań w sprawie Polski, nie chciał siedzieć w fotelu jak emeryt.

– Widział szansę w zjednoczeniu opozycji i wygraniu wyborów – podkreśla Eugeniusz Smolar. – Rozmawialiśmy kilka tygodni temu na temat konieczności stworzenia rządu technicznego, by osłabić napięcia międzypartyjne w ramach opozycji. Taki rząd przez 12–18 miesięcy mógłby przeprowadzić reformy rewindykujące negatywne zmiany dokonane przez PiS m.in. w systemie prawnym. To był przejaw jego konstruktywnego myślenia obywatelskiego. Będzie go brakować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA