fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Izrael kontra Iran: Starcie pod Damaszkiem

Posterunek wojsk izraelskich na okupowanych Wzgórzach Golan.
AFP
Irański atak nastąpił po decyzji Donalda Trumpa i w przeddzień ważnych uroczystości w Jerozolimie.

Zdaniem izraelskich wojskowych 10 minut po północy na terytorium Syrii odpalonych zostało 20 rakiet. Ich celem były stanowiska izraelskiej armii na Wzgórzach Golan. Przy dobrej pogodzie widać z nich Damaszek, co najlepiej świadczy o strategicznym znaczeniu tego obszaru okupowanego od 1967 r. przez Izrael.

Kilka rakiet zostało zestrzelonych, lecz reszta eksplodowała na ziemi, wyrządzając pewne szkody materialne. Izraelczycy byli na podobny atak przygotowani od dawna. Po wtorkowym wypowiedzeniu przez Donalda Trumpa porozumienia z Iranem, o co zabiegała izraelska dyplomacja, na Wzgórzach Golan panował stan podwyższonej gotowości bojowej.

Izraelskie służby nie miały najmniejszej wątpliwości, że rakiety wystrzeliły Siły Kuds. Są to elitarne oddziały podległe irańskiemu Korpusowi Strażników Rewolucji. Niemal od samego początku wojny domowej w Syrii wspierają one prezydenta Baszara Asada w liczbie kilkunastu tysięcy żołnierzy.

W odpowiedzi na irański atak wystartowało 28 izraelskich F-15 i F-16. Celem ich rakiet były irańskie instalacje w Syrii, składy amunicji, a także miejsca zakwaterowania Irańczyków. – Uprzedziliśmy Syryjczyków, aby się nie mieszali, lecz nie posłuchali – tłumaczył Jonathan Conricus, rzecznik izraelskiej armii. Zbombardowane zostały więc syryjskie stanowiska obrony przeciwlotniczej. Ostrzeżeni zostali także stacjonujący w Syrii Rosjanie.

Zginęło co najmniej 18 Irańczyków oraz pięciu żołnierzy syryjskich.

– To była największa operacja Izraela w Syrii od dziesięcioleci – ocenił wydarzenia nocy ze środy na czwartek krytyczny wobec rządu dziennik „Haarec".

– Nie możemy tolerować istnienia magazynów rakiet, których zapasy są stale uzupełniane. Dajemy Irańczykom do zrozumienia, że nie mają nic do szukania w Syrii. Cena jest zbyt wysoka – wyjaśnił cytowany przez izraelskie media Israel Katz, minister odpowiedzialny za tajne służby.

– Izrael atakował niejeden raz instalacje irańskie w Syrii, na co nie było odpowiedzi. Odpowiedź nastąpiła teraz, co tworzy całkowicie nową sytuację. Należy się spodziewać odwetu ze strony Sił Kuds. Nakręca się spirala przemocy – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Mohanad Hage Ali, ekspert Fundacji Carnegie w Bejrucie.

W tej sytuacji konfrontacja irańsko-izraelska w Syrii może być wstępem do prawdziwej wojny regionalnej z udziałem Izraela, irańskich sił w Syrii oraz sojuszników Teheranu jak libański Hezbollah.

– Teheran wybrał optymalny moment do uderzenia na Izrael po decyzji Trumpa i w sytuacji spodziewanych niepokojów na okupowanym Zachodnim Brzegu w następstwie zapowiedzianej na poniedziałek uroczystości przeniesienia ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy – mówi Mohanad Hage Ali. Tego dnia Izrael obchodzi 70-lecie Deklaracji Niepodległości, czyli powstania współczesnego państwa żydowskiego.

Władze Autonomii Palestyńskiej grożą nową intifadą, czyli powstaniem, argumentując: USA sankcjonują ostatecznie akt wcielania przez Izrael zdobytej w 1967 wschodniej Jerozolimy do państwa żydowskiego. Palestyńczycy nigdy nie zrezygnowali ze wschodniej Jerozolimy jako stolicy przyszłego państwa palestyńskiego.

Premier Beniamin Netanjahu ignoruje żądania palestyńskie. W osobie Donalda Trumpa Izrael ma sojusznika, jakiego nie miał w zawsze przychylnym Waszyngtonie nigdy dotąd.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA