fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Roman Kuźniar: Trump znowu gra pod melodię Putina

AFP
Dymisja sekretarza obrony to problem nie tylko dla Ameryki, ale też dla Polski. Generał Jim Mattis był naszym ostatnim sojusznikiem w tej administracji – mówi prof. Roman Kuźniar, politolog, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych.

Rzeczpospolita: Po decyzji prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu wojsk amerykańskich z Syrii dziś dowiadujemy się, że do dymisji podał się sekretarz obrony Jim Mattis. Do tego wszystkiego pojawiają się dziś też kolejne informacje – o zmniejszeniu kontyngentu amerykańskiego w Afganistanie. Co to wszystko oznacza?

Prof. Roman Kuźniar: To trzy różne decyzje, ale najważniejsze konsekwencje ma rezygnacja szefa Pentagonu. Spowoduje to mniejszą obliczalność amerykańskiej polityki bezpieczeństwa. To problem dla Ameryki, ale też dla jej partnerów. Dla nas, dla Polski, generał Jim Mattis był ostatnim sojusznikiem w tej administracji, bo sam prezydent Trump wypowiada się z pogardą o Sojuszu Północnoatlantyckim. Jeśli powiedział o nim dobre słowo, to była zasługa generała Mattisa, i czuliśmy się pewniej, mając takiego sojusznika w amerykańskiej administracji. Mam tu na myśli sektor obrony i politykę zagraniczną.

Czy w takim razie można obawiać się o przyszłość amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce?

Trudno powiedzieć. Rząd amerykański, establishment nie jest tu jednoznaczny. Decydować o tym będzie kilka ośrodków: Biały Dom, Pentagon, ale także Kongres, który ma tu sporo do powiedzenia. To tam zapadają decyzję, m.in. finansowe. Na pewno pogłębi się niepewność, jeśli chodzi o ewentualne zwiększenie obecności militarnej w Polsce. Nowy szef Pentagonu będzie musiał się zapoznać z dossier, a to może odwlec tę decyzję. Dodajmy, że Trump wykonuje różne wolty i żeby prognozować jego zachowania, trzeba być Madame Soleil, słynną wróżką z Paryża. Żaden analityk nie odważy się sformułować jednoznacznej prognozy w jego przypadku. A dosłownie dwa dni temu zastępca szefa departamentu stanu był w Polsce. Nie było śladu o rozmowach na te tematy. Także jeśli chodzi o dużą wspólną operację USA i Sojuszu Północnoatlantyckiego, czyli Afganistan, w którym nasi żołnierze też są obecni. To oznacza, że sojusznicy w tak ważnych kwestiach dotyczących bezpieczeństwa są zaskakiwani...

Operacje w Afganistanie i w Syrii związane były z walką z terroryzmem, który uderza m.in. w Europę. Jakie znaczenie dla bezpieczeństwa świata ma wycofanie amerykańskich żołnierzy?

Trzeba oddzielić sytuację w tych dwóch krajach. Afganistan od jakiegoś czasu przestał być rozsadnikiem, jeśli chodzi o międzynarodowy terroryzm. Tam zwiększają się wpływy Talibów. Od pewnego czasu byłem dość krytyczny wobec operacji militarnej Zachodu w Afganistanie. Myślę, że ona była przeciągnięta ponad rozsądek. USA zagubiły się w tym kraju jak pułkownik Kurz z „Jądra Ciemności” i ich pobyt tam uległ degeneracji. Ale myślę, że przed wycofaniem połowy sił należało próbować rozwiązania politycznego. Przecież nowy dowódca kontyngentu amerykańskiego powiedział, że problemu w Afganistanie nie rozwiąże się środkami militarnymi. Zatem może należało uruchomić kontakty polityczne wiodące do czegoś w rodzaju okrągłego stołu? Nie widać żadnego śladu myślenia w ten sposób. Zaangażowanie militarne w Syrii i Afganistanie traktuje się oddzielnie od istniejącej tam sytuacji politycznej. Za stan anomii w Syrii w dużej mierze odpowiada też Europa Zachodnia, w tym Francja. Ale jeśli już nabroiliśmy, to później należy się zachować odpowiedzialnie. A to skrajna krótkowzroczność, by zostawić Kurdów, którzy oddali ogromną przysługę w zwalczaniu bandytyzmu islamskiego, i jeszcze wzmocnić pozycję Rosji...

Rosnące wpływy Rosji w Syrii przełożą się na sytuację w Europie?

Z całą pewnością to niesympatyczne decyzje, które grają pod melodię Putina. Popatrzmy na nie w związku z konferencją prasową prezydenta Rosji. Ucieszył się, że Amerykanie wychodzą z Syrii, ale dodał, że z Afganistanu jakoś nie mogą... I proszę bardzo! Dziś słyszymy, że kontyngent się zmniejsza. A jeśli powiążemy to z coraz poważniejszymi sygnałami, że Kreml mocno zachwiał wyborami w Stanach Zjednoczonych, to widzimy, że Trump jest mocno zablokowany w relacjach dwustronnych. Sprawia to wrażenie, że chce wyjść naprzeciw Putinowi – w Syrii czy w Afganistanie. To musi być niepokojące dla Zachodu w całości. Także dla Polski. Tego typu wyrozumiałość dla Putina, który ma swoje interesy w Europie Środkowej i Wschodniej, to niedobry sygnał. Ameryka abdykuje z globalnej roli przywódcy Zachodu. Zastanawia też fakt, że polski rząd nie chce tych decyzji USA – militarnych i rezygnacji Mattisa – skomentować. Tak jakby nie chcieli, bali się czy nie potrafili się do nich odnieść. A to możliwe, biorąc pod uwagę jakość naszych polityków, jeśli chodzi o kwestie zagraniczne i bezpieczeństwa...

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA