fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Fidesz opuszcza EPL. Viktor Orbán odszedł po węgiersku

Viktor Orbán
Premier Węgier Viktor Orbán oskarża dotychczasowych partnerów partyjnych Fideszu w Parlamencie Europejskim o łamanie zasad demokracji
AFP
Premier Węgier wycofał swoją partię Fidesz z grupy europejskiej chadecji w Parlamencie Europejskim. Teraz droga do sojuszu z PiS jest otwarta.

Korespondencja z Brukseli

Po latach wykorzystywania Europejskiej Partii Ludowej jako polisy ubezpieczeniowej przeciw sankcjom grożącym za łamanie unijnych zasad i wartości Viktor Orbán zdecydował o opuszczeniu grupy chadecji w Parlamencie Europejskim. Nie miał wyjścia: w środę rano przegłosowano zmiany w regulaminie grupy, które pozwoliłyby na zawieszenie Fidesz, co Orbán uznał już za zbyt ciężką obrazę.

Do ostatniej chwili walczył i w sobotę, po zapowiedzi głosowania nad zmianą regulaminu, wysłał list, w którym zagroził wyjściem z EPL. Miał nadzieję, że tym sprowokuje do obrony swoich dotychczasowych sojuszników z niektórych państw Europy Środkowo-Wschodniej, jak Rumunii czy Słowenii, ale także z dużych zachodnich delegacji, do tej pory go wspierających – Francji, Hiszpanii, Włoch, a także częściowo Niemiec.

Le Pen czy Kaczyński?

– Od listu Orbána dyskusja stała się bardziej polityczna niż proceduralna i zmusiła nas do odpowiedzi na trzy pytania. Po pierwsze: czy jesteśmy panami naszych decyzji, czy nie? Po drugie: czy jest w stanie nas podzielić, czy nie? Po trzecie: czy jesteśmy partią centroprawicową, umiarkowaną i proeuropejską, czy już nie? – powiedział dziennikarzom Esteban Gonzalez Pons, wiceprzewodniczący grupy EPL. W głosowaniu 85 proc. członków grupy opowiedziało się za zmianami w regulaminie, wiedząc, że ich efektem będzie odejście Fideszu.

Zaraz potem Orbán faktycznie ogłosił zapowiadaną decyzję. – To jest niedemokratyczne, niesprawiedliwe i nie do zaakceptowania – napisał w liście wysłanym do Manfreda Webera, szefa grupy EPL. Odniósł się do tego, że w razie zawieszenia eurodeputowani Fideszu utraciliby prawo do sprawowania funkcji wynikających z partyjnych parytetów, a więc np. w kierownictwach komisji parlamentarnych, we władzach grupy czy sprawozdawców unijnej legislacji.

Przeczytaj: Komentarz Jerzego Haszczyńskiego: Nawet najdłuższe salami się kończy

Premier Węgier nie ogłosił, co zamierza zrobić teraz. Delegacja Fideszu ma trzy opcje do wyboru: dołączyć do Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (jest tam PiS), wejść do grupy Tożsamość i Demokracja (partie Marine Le Pen, Matteo Salviniego i Alternatywa dla Niemiec) albo pozostać niezrzeszonymi. EKR bardzo by chciał Fidesz u siebie, choć oficjalnie jej współprzewodniczący Ryszard Legutko wystosował tylko wyrazy solidarności i poparcia dla Fideszu. Witold Waszczykowski, eurodeputowany PiS, jest przekonany, że EKR to właściwe miejsce dla węgierskiej partii rządzącej.

– Uważam, że Fidesz zrobił dobrze, wychodząc z EPL. To przestała być partia chrześcijańsko-demokratyczna, stała się wręcz lewicowa. My mamy z Fideszem podobne wartości – powiedział „Rzeczpospolitej" były minister spraw zagranicznych. Według niego EKR powinien też ponownie rozważyć sojusz z włoską Ligą. PiS był temu niechętny ze względu na prorosyjskie sympatie lidera Matteo Salviniego. Jednak według Waszczykowskiego Liga jest teraz częścią rządu, który poparł unijne sankcje wobec Rosji, więc przynajmniej popiera wspólne europejskie stanowisko w tej sprawie. – Jeśli zrobił woltę, to warto z nim rozmawiać. Liga to też byliby wartościowi sojusznicy w Parlamencie Europejskim – uważa europoseł PiS.

Odejście Fideszu z EPL nie osłabia znacząco wpływów tej grupy. Pozostaje największą w PE, ponadto eurodeputowani węgierscy nie przestaną głosować podobnie jak EPL we wszystkich sprawach. Natomiast ich transfer do EKR wzmocniłby tę grupę. Obecnie jest 6. pod względem liczebności, dzięki Fideszowi stałaby się większa niż Zieloni i równa grupie Tożsamość i Demokracja. Gdyby jeszcze pozyskała Ligę, to przeskoczyłaby liberałów i byłaby trzecią siłą w PE.

Cicha radość

W EPL większość oddycha z ulgą, bo problem Orbána ciążył na grupie od lat. Jej przewodniczący Manfred Weber, niemiecki chadek z CSU, sam przeszedł długą drogę od popierania węgierskiego przywódcy i chronienia jego antyeuropejskich akcji po otwartą niechęć, nawet wbrew liderom CDU/CSU w Niemczech. Miał do tego osobiste powody. Orbán blokował jego kandydaturę na przewodniczącego Komisji Europejskiej, przedstawiciel Fideszu porównywał też jego działania do działań Gestapo. Oficjalnie żałuje jednak odejścia Fideszu, bo zawsze był zwolennikiem jak najszerszej chadecji, zgodnie z testamentem politycznym Helmuta Kohla. – Jestem budowniczym mostów, jest to część mojego DNA i zawsze starałem się współpracować, a nie budować konflikt. Dlatego jest to smutny dzień, że nie jesteśmy już bardziej zjednoczeni. Próbowałem wiele razy w ostatnich latach, zawsze argumentując i walcząc o wspólne podejście. Niestety nie było to już możliwe i grupa dała dziś wyraźny znak, że chce iść naprzód – powiedział Weber.

Wyjście z grupy EPL nie oznacza automatycznie wyjścia z międzynarodówki chadeckiej, której szefuje Donald Tusk. Tam Fidesz jest zawieszony od prawie dwóch lat. Niektóre partie dążą do jego usunięcia, ale do tej pory była blokada, w tym ze strony Niemców. Na czas pandemii debatowanie nad statusem Fideszu zawieszono, bo uznano, że ta sprawa wymagałaby fizycznego spotkania członków partii. Może do niego dojść w czerwcu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA