fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Szczyt UE w Salzburgu: Paraliż wspólnej Europy

Sebastian Kurz, kanclerz Austrii i Theresa May, premier Wielkiej Brytanii
AFP
Unia nie potrafi sprostać żadnemu z obecnych wyzwań: imigracji, brexitowi czy relacjom z USA.

W czasie szczytu przywódców „28” w Salzburgu w czwartek Victor Orbán miał odegrać znajomą rolę: niszczyciela integracji, tego, przez którego Unia nie działa jak w zegarku. I rzeczywiście, węgierski premier dostarczył mediom sensacyjnych cytatów, którymi mogły śmiało się pożywić: „wyślą swoich najemników z Brukseli, którzy będą nam mówili, jak mamy chronić naszą granicę” – powiedział o najnowszym planie Jeana-Claude’a Junckera powołania wspólnej straży dla powstrzymania imigrantów na zewnętrznych granicach Unii.

Czytaj także: Tusk o pomyśle May na Brexit: To się nie uda

Sanchez jak Orban

Ale w bajkę o samotnym sabotażyście Orbanie przestali już wierzyć zachodni dyplomaci. Wspomniany plan Junckera blokuje o wiele więcej państw, w tym lewicowe hiszpańskie i greckie rządy Pedro Sancheza i Aleksisa Ciprasa, choć bez atrakcyjnych dla mediów deklaracji. Nie chcą oddać tak kluczowych dla suwerenności narodowej kompetencji niemającym demokratycznego mandatu Eurokratom.

Tak samo jak plan Junckera została potraktowany ogłoszony w czerwcu przez Emmanuela Macrona inny pomysł na rozwiązanie problemu imigracji. Francuski prezydent chciał, aby powstały „platformy redystrybucji”, gdzie uratowani ma morzu uchodźcy byliby kierowani, zanim znajdą kraj, który ich przyjmie. Tyle że żaden kraj, w tym Francja, nie zgodził się na zorganizowanie na swoim terytorium takich punktów w obawie, że okażą się magnesem dla przemytników imigrantów.

Po trzech latach jałowych dyskusji martwy jest też pomysł odgórnych kwot imigrantów, które miałyby przyjąć kraje Unii. W roli winnych porażki są tu oficjalnie kraje wyszehradzkie, ale identyczne z nimi stanowisko ma choćby przewodząca obecnie Unii Austria. Większość zaś krajów starej Europy, jak: Francja, Hiszpania czy Holandia, niezależnie od oficjalnych przemówień, przyjęła tylko niewielką część kwoty imigrantów, do której się zobowiązali.

Na fali strachu przed imigracją niezwykłe sukcesy odnosi skrajna, antyeuropejska prawica, ostatnio w Szwecji, a wkrótce najpewniej w wyborach regionalnych w Bawarii. To jest więc bardzo poważne, może nawet egzystencjalne zagrożenie dla integracji. Ale nie da się go rozwiązać bez polityków formatu Margaret Thatcher, Felipe Gonzaleza, François Mitterrande’a czy Helmuta Kohla, którzy byli w stanie wyrwać z marazmu Wspólnotę, lansując takie projekty, jak jednolity rynek czy euro. Dziś takich przywódców w Unii nie ma. Rządy Angeli Merkel weszły w fazę schyłkową, Emmanuel Macron jest zbyt zajęty reformowaniem kraju, aby skutecznie przewodzić Unii, Włosi pogrążyli się w populistycznej gorączce, a w Madrycie z trudem utrzymuje się u władzy mniejszościowy rząd socjalistyczny.

Corbyn albo Johnson

Jest też inna rafa, na której może się rozbić europejski okręt: brexit. Na pół roku przed spodziewanym wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii nie wiadomo ani jak miałaby wyglądać granica między Irlandią Północną i Republiką Irlandii, ani na czym miałyby polegać przyszłe relacje między Londynem i Brukselą. W Salzburgu Theresa May ostrzegła, że jeśli Unia nie wyjdzie naprzeciw jej postulatom, za chwilę będzie miała do czynienia albo z populistą na lewicy Jeremym Corbynem, albo na prawicy – Borisem Johnsonem. Na razie usłyszała od premiera Holandii zdanie, które chyba można wpisać do humoru zeszytów szkolnych: „Tak długo, jak nie ma porozumienia w sprawie brexitu, istnieje ryzyko, że nie będzie porozumienia”.

W tej sytuacji po raz pierwszy poszczególne kraje Unii zaczęły nawiązywać kontakty z Brytyjczykami za plecami unijnego negocjatora, Michela Barniera. Szefowie MSZ Polski, Rumunii i Litwy opublikowali list wzywający do zachowania bliskich relacji sojuszniczych z Londynem, a w Salzburgu May spotkała się na osobności z premierem Irlandii, Leo Varadkarem.

Tak jak z imigracją, w sprawie brexitu potrzebna jest niestandardowa wizja, która zachowa zarazem spójność jednolitego rynku, jedność Wielkiej Brytanii, ale i swobodę przemieszczania się w Irlandii. Na razie takiej nie ma.

Decyzje są potrzebne szybko, bo na horyzoncie rysują się kolejne, bardzo groźne dla Unii wyzwania. Jedno z nich to stosunek do Ameryki Trumpa, który coraz bardziej dzieli Wspólnotę i uniemożliwia wypracowanie wspólnej polityki zagranicznej i obronnej. Inne – brak pomysłu rozstrzygnięcia sporu o praworządność z Polską i Węgrami w sytuacji, gdy klub problematycznych krajów, od Włoch po Austrię, Rumunię, Maltę czy Słowację, powiększa się. Właśnie dlatego na ostatnim przesłuchaniu naszego kraju głos zabrało już tylko 12 krajów. To grozi w końcu starciem każdego z każdym.

Kryzysy umacniają Unię – to zdanie do tej pory powtarzało się w Brukseli jak mantrę. Po raz pierwszy nie jest ono jednak prawdziwe. Oby ze Wspólnotą nie było jak z saperem – pomylić się może tylko raz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA