fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Jan Klata: Jasełka dla władzy i hierarchów

Jan Klata
Jan Klata (rocznik 1973), reżyser i dramaturg
Fotorzepa, Piotr Guzik
Jan Klata, odbierany niegdyś jako artysta katolicki, reżyseruje „Czerwone nosy" i mówi, jak Kościół zraża do siebie katolików.

Miał pan 20 lat, gdy w 1993 r. powstało legendarne przedstawienie „Czerwone nosy" w poznańskim Teatrze Nowym. Teraz zaś premierę będzie miała tam pana inscenizacja sztuki Petera Barnesa.

Zdaję sobie sprawę, że dopuszczam się obłożonego anatemą kulturowego przywłaszczenia, które powinno być oczywiście ustawowo zabronione. Propozycję złożył mi dyrektor Piotr Kruszczyński, mój pierwszy dyrektor, dzięki niemu w Wałbrzychu dobre kilkanaście lat temu miałem okazję wyreżyserować „Rewizora" i „...córkę Fizdejki". Teraz zaproponował mi powrót do tekstu ważnego w historii Nowego. Piotr Kruszczyński był wtedy asystentem reżysera Eugeniusza Korina. A zatem szacunek dla tradycji – co uwielbiam -  ciągłość instytucjonalna jednego z najlepszych w Polsce teatrów,  show must go on, fantastyczne jest również to, że cześć aktorów, z którymi teraz pracuję występowała także w słynnej premierze przed laty. Wydaje mi się przewrotnym i znaczącym zabiegiem, że Janusz Andrzejewski – w spektaklu Korina grający mnicha Flote'a, który w czasach zarazy tworzy zakon clownów Chrystusa, leczących śmiechem – teraz zagra Mistrza Din-Don, który zamilkł i wypowiada się wyłącznie językiem dzwonków.

Słowo anatema celnie obrazuje relacje między artystami a ludźmi władzy, również kościelnej, pokazane przez Barnesa.

Relacje bardzo turbulentne, niewątpliwie. Błazen może powiedzieć prawdę, dlatego jest niebezpieczny. Zaiste, duchowa władza nie lubi teatru, gdyż boi się konkurencji, za to lubi władzę świecką, i to już od czasów Konstantyna. U Barnesa papież Klemens VI mówi, że brakuje mu kleru, który będzie się zajmował naprawdę ważnymi sprawami: zbieraniem podatków i projektowaniem nowych ustaw!

Brzmi znajomo, choć sztuka rozgrywa się w XIV w., w okresie awiniońskiej niewoli papieży, gdy Klemens VI inspirowany przez króla Francji, uciekł z Rzymu do Francji.

Mijają wieki, a królewska ręka sprawiedliwości i duchowi pasterze wciąż działają w owocnej symbiozie. Gdy dżuma zbiera żniwo, władzom opłaca się skanalizować nieszczęścia dzięki trupie Flote'a, stojącego na czele wesołków Pana Boga. Artyści dostarczają rozrywki, pomagając ludziom przetrwać najtrudniejsze czasy pandemii, zyskują aprobatę Kościoła, który pragnie, by wierni nie widzieli tchórzostwa i hipokryzji władzy. Problemy zaczynają się, gdy dżuma się kończy. Jak to mawiał Klemens VI: zaraza była czasem naiwnych, niewinnych łez, a teraz powraca mrok głębszy: wracamy do normalności. Normalność polega na przykręceniu śruby społeczeństwu, a wszystkie ekscesy artystyczne zostają ukrócone. Artyści muszą zdecydować: będą zajmować się dostarczaniem rozrywki i odwracaniem uwagi od trudnych spraw albo zostaną uznani za tych, którzy bluźnierczo kalają świętości, za co spotka ich tragiczny los. Postawieni przed taką alternatywą artyści proponują władzy jasełka. Czyż nasza obecna władza nie marzy o jasełkach w każdym teatrze?

Ciekawe, że już w 1993 r. nowa, solidarnościowa władza, wchodziła w ścisły sojusz z hierarchami, ścigała krytycznych artystów, przez co „Czerwone nosy" brzmiały aluzyjnie.

„ZChN zbliża się" śpiewał Paweł Kukiz, oczywiście w poprzednim wcieleniu. Dziś mocno brzmi wypowiedź jednej z bohaterek Barnesa: czuję, jak Kościół wciska mi się między uda.

Czy jest niekończącym się problemem wierzących, że muszą konfrontować wiarę z instytucją, która rości sobie prawo do reprezentowania Boga na ziemi, a co krok podważa głoszone przez siebie zasady?

Odpowiedź jest w tym, co mówi papież Klemens VI: chrześcijaństwo jest systemem zaprojektowanym przez geniuszy w taki sposób, by wcielali go w życie idioci. Bardzo trafne słowa, a przypominanie ich w teatrze zwłaszcza teraz ma sens.

Idealiści nie mają w Kościele szans?

Mają ogromne szanse, ale pośmiertnie. Wierni muszą podporządkować się realiom, czyli zgodnie z tym, co powiada Klemens VI, wybrać los wilków albo pokornych owieczek. Idealiści są bezwzględnie niszczeni przez system, a następnie wynoszeni na ołtarze jako męczennicy, bo taka jest mechanika przemyślnej instytucji. Nie tylko kapitalizm zarabia na swoich ofiarach. Kościół monetyzuje to od wieków.

Był pan kiedyś uważany za reżysera katolickiego.

Ciekawe, bo słyszałem, że jestem reżyserem satanistycznym...

Jak mało kto zajmował się pan tematyką wiary. W „Lochach Watykanu" wyświetlał pan Ewangelię na telewizyjnym pasku jak najlepszy news. Ostatnio jednak pana inscenizacje mają inny wydźwięk. Czy to wynika z zawodu, jaki wierni przeżywają z powodu hierarchów?

Ja na nic już ze strony tzw. duszpasterzy nie liczę, coraz trudniej więc o zawód. Zacytuję wielkiego polskiego poetę Lecha Janerkę: „Od naziemnego personelu Boże broń!".

Pamiętam, jak rekomendował pan adresy kościołów, gdzie można nie czuć wstydu podczas kazań.

Zapraszam na kazania księdza Flote'a do Teatru Nowego w Poznaniu. Wstyd nie pójść!

Coraz częściej mówi się o zjawisku apostazji.

Kiedy jakiś czas temu czytałem Barnesa, myślałem, że mam do czynienia z typowym dla Anglików antypapizmem wyssanym z tłustej piersi Henryka VIII. Może niedawno jeszcze pewnych rzeczy sobie nie uświadamialiśmy, bo taki mieliśmy postkomunistyczny klimat, może dopiero teraz przebrała się miara hipokryzji – jak mówi jedna z postaci – tych żywych trupów w papierowych koronach i opadających gaciach. W każdym razie, od momentu, kiedy Piotr Kruszczyński zaproponował mi reżyserowanie „Czerwonych nosów", parę rzeczy w Polsce się wydarzyło. Co zrobił Kościół katolicki z nieszczęsnym darem wolności? Teraz barometrem nastrojów są dla mnie moje trzy od niedawna dorosłe już córki i czuję narastający gniew, że nasi samozwańczy „duszpasterze" coraz bezczelniej tańczą kontredansa z obozem rządzącym. Hierarchowie sobie bezpowrotnie nagrabią. To się staje ewidentne nawet dla tych, którzy naiwnie żywili nadzieję, że zadziałają mechanizmy wewnętrznego oczyszczania Kościoła, zwłaszcza z papieżem Franciszkiem na czele. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Rzućmy okiem na topografię władzy w Polsce: jaki budynek sąsiaduje z siedzibą Trybunału Konstytucyjnego? Nuncjatura. Przydupas Heroda w jasełkach, które przedśmiertnie odgrywa trupa Czerwony Nosów, nosi imię Noncjusz.

Jeszcze dekadę temu nie powiedzielibyśmy, że w szatach duchownych występują cyniczni przebierańcy?

Zbawienie jest w jakimś lepszym teatrze, nie tam, gdzie łasi na doczesne profity cyniczni komedianci w kuriozalnych złotych czapach bezczelnie chowają się za ciałem biednego, umęczonego Chrystusa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA