fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Taśmy z Nowogrodzkiej

Prokuratura: Nie było oszustwa w sprawie wież Srebrnej

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nie zaszły jakiekolwiek okoliczności wskazujące na uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa oszustwa na szkodę austriackiego biznesmena - twierdzi warszawska Prokuratura Okręgowa, która 11 października podjęła decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa z zawiadomienia Geralda Birgfellnera. To zdaniem prokuratury spór o charakterze cywilnoprawnym.

Postępowanie sprawdzające warszawska prokuratura prowadziła wyjątkowo długo - ponad pół roku mimo ustawowego miesiąca. W odpowiedzi Łukasza Łapczyńskiego, rzecznika warszawskiej prokuratury jaką otrzymała „Rzeczpospolita” czytamy, że wina leży po stronie zawiadamiających.

„Czynności podejmowane przez zawiadamiającego i jego adwokatów takie jak  niestawiennictwo na wskazane przez prokuratora terminy, ciągłe zgłaszanie szeregu oświadczeń, wniosków i deklaracji, przerywanie czynności na żądanie pełnomocników i ingerowanie w treść protokołu przesłuchania, brak doręczenia oryginałów nagrań,  wskazywały  na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności, co uniemożliwiło szybkie podjęcie przez prokuratora decyzji procesowych w tym postępowaniu” - pisze Łapczyński.

Austriak twierdzi, że dla Srebrnej pracował przez 14 miesięcy w latach 2017–2018 (wystawił też 14 czerwca 2018 r. dwie refaktury w związku z poniesionymi kosztami). Usługi, które miał świadczyć Birgfellner miały związek z inwestycją Srebrna Towers (w zawiadomieniu pojawia się kwota roszczeń w wysokości 1,3 mln euro), a jego pełnomocnicy zapewniają, że śledczy dysponują wszelkimi dowodami na popełnienie przestępstwa. Nie ma to jednak pokrycia w materiałach postępowania (latem pisała o tym „Rzeczpospolita”).

W ocenie prokuratury Gerald Birgfellner nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających poniesione przez niego koszty. "Nigdy nie konsultował planowanych wydatków i nigdy wcześniej nie zwrócił się do spółki Srebrna o zwrot poniesionych przez siebie kosztów własnych. Nie przedstawił żadnego rozliczenia i dowodów potwierdzających faktycznie poniesienie takich kosztów. Nie przedstawił również żadnych pisemnych umów zawartych z podmiotami, którym miał zlecić określone prace, a które to dokumenty umożliwiałyby weryfikację faktur wystawionych przez podmioty mające działać na jego zlecenie" - informuje prokuratura. Śledczy zarzucają Birgfellnerowi, że „pomimo wielokrotnego żądania dostarczenia przez zawiadamiającego oryginalnych nośników nagranych rozmów, Gerald Birgfellner nigdy ich nie dołączył. Wskazywał, iż nie wie ile rozmów nagrał, czym nagrywał, gdzie znajdują się oryginały nagrań”.

Na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa, z dużym prawdopodobieństwem, Gerard Birgfellner złoży zawiadomienie do sądu.

Więcej we wtorkowej „Rzeczpospolitej” i na rp.pl

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA