W czasie rozmowy poruszana jest kwestia budowy dwóch wieżowców przez spółkę Srebrna. Do inwestycji, kredytu na którą miał udzielić Pekao SA ostatecznie nie doszło - m.in. dlatego, że władze Warszawy nie wydały wymaganej zgody.
Czytaj także: Sondaż: Czy „taśmy Kaczyńskiego” osłabią PiS
W spółce Srebrna większość udziałów posiada Instytut Lecha Kaczyńskiego. Na jego czele stoi prezes PiS. Kaczyński powiedział w rozmowie z tygodnikiem "Sieci", że uzyskał jednogłośną zgodę władz fundacji na prowadzenie rozmów i ewentualna zawarcie umowy. Jego zdaniem nie ma związku między partią a fundacją.
- To są dwie oddzielne instytucje. Owszem, jestem obecny w jednej i drugiej, ale relacji formalnych nie ma - ocenił. - Działałem więc całkowicie zgodnie z prawem. Za bezczelną manipulację uznaję twierdzenie, że ma to cokolwiek wspólnego z art. 24 Ustawy o partiach politycznych, która zakazuje im działalności gospodarczej - dodał Kaczyński.
Prezes PiS mówił również o pomyśle powstania bliźniaczych wież w Warszawie. - Mam takie marzenie (...), by Instytut Lecha Kaczyńskiego stał się poważną konkurencją dla Fundacji Batorego (...). Byłoby to poważne przedsięwzięcie typu ideowego (...) stanowiące potężne zaplecze polskiego patriotyzmu i myśli państwowej - powiedział.
Czytaj także: Teczka Kujdy pogrąża PiS
- Byłoby to poważne przedsięwzięcie typu ideowego, może coś w rodzaju Fundacji Adenauera, stanowiące istotne zaplecze polskiego patriotyzmu i myśli państwowej - uważa.
Kaczyński komentował również roszczenia Geralda Birgfellnera. - Austriak doszedł chyba do wniosku, że będzie z tej inwestycji po prostu żył, i to dobrze. Może naczytał się tekstów, z których wynika, że ja tu wszystko mogę. Problem w tym, że nie było podstawy do prawnej zapłaty - powiedział.
Autorzy wywiadu zwrócili uwagę na fakt, że obrońcą Austriaka jest mecenas Roman Giertych, co może oznaczać, że jest to gra polityczna. - Przede wszystkim adwokaci chcący po prostu bronić jego interesów zwróciliby się do sądu cywilnego i wytoczyli sprawę z roszczeniami. Jeśli zwrócili się do prasy, to cel w istocie był inny - skomentował Kaczyński.
Czytaj także: Waszczykowski o taśmach: Rozmowy bez zobowiązań
Jedno z pytań dotyczyło faktury, którą spółce Srebrna wystawiła spółka Nuneaton. - Po pierwsze, taki dokument nie wpłynął w czerwcu do spółki, a powinien do niej trafić - odpowiedział Kaczyński.
- Jeśli sądzili, iż mój wizerunek sprowadza się do tego, że żywię się wodą i chlebem, a o gospodarce nie mam pojęcia, to mogę im powiedzieć tylko jedno: to wizerunek nieprawdziwy - powiedział dziennikarzom "Gazety Wyborczej".
- Na tych taśmach nie ma przekleństw, nie ma omawiania nielegalnych działań, nie ma korupcji. Jest poszukiwanie wyjścia z trudnej sytuacji, przy nacisku na legalność działań - podsumował taśmy. - Muszę jednak prostować te wszystkie kłamstwa i sugestie, których celem jest prezentacja naszych działań jako czegoś podejrzanego - dodał.