fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Basquiat: czarna gwiazda galerii

„Rowerzysta”, ok. 1984 r.
Chiostro
Rzym pokazuje setkę prac legendarnego Jeana-Michela Basquiata, który zaczynał jako uliczny grafficiarz.

Korespondencja z Rzymu

Preludium stanowi krótki dokument filmowy o dokonaniach Afroamerykanów na niwie sztuki, sportu, polityki. Tak w rzymskim Chiostro del Bramante wita odwiedzających Jean-Michel Basquiat, bo i on pojawia się w niektórych kadrach. Co więcej, w niektóre sceny artysta ręcznie ingerował, na taśmie filmowej narysował coś w rodzaju graffiti.

Jego kariera zaczęła się od malunków umieszczanych na murach miasta. Teraz te tynki z interwencjami Basquiata (jak i innych sławnych grafficiarzy) zdejmuje się z całą ostrożnością, konserwuje i... sprzedaje.

Prace, które trafiły do Chiostro del Bramante, to nieco późniejsza działalność amerykańskiego outsidera. Ponad setka malunków plus instalacje i zdjęcia. Na finał, w butiku, bokserskie rękawice i worek treningowy na tle napisu „Walcz o swoje marzenia". Tak jak bohater monografii.

Swoistym przywołaniem ducha Basquiata są namazane na ścianach klatki schodowej jego buntownicze slogany, jak ten: „Nie chcę być czarną atrakcją galerii, chcę być gwiazdą". W dobie, kiedy sztukę Afroamerykanów traktowano jako podlejszy gatunek, tego typu wyznanie brzmiało jak prowokacja.

Gros rzymskiej wystawy stanowią obrazy, a raczej kompozycje namalowane na dowolnym podkładzie, często przypadkowym, znalezionym na śmietniku. Zaskoczyła mnie seria „portretów" mistrzów (od Leonarda da Vinci do Warhola), namazanych markerem na... białych, porcelitowych talerzach.

Jest także kilka obiektów skomponowanych z rzeczy znalezionych. Największe wrażenie robi „Nagrobek" z 1987 roku: trójskrzydłowy „ołtarz" zbudowany z prawdziwych drzwi, na nich krzyż i czaszka. Proste, prawda? Nie trzeba wyjaśniać znaczenia, każdy pojmie tę metaforę. Ale dreszcz po plecach przechodzi, kiedy uświadomić sobie, że to dzieło profetyczne, kilka miesięcy później autor nie żył.

Burza w sobie

Mieć wystawę w Chiostro del Bramante to nobilitacja. Jednak na przekór klasycznym proporcjom tej perły architektury z 1500 roku, nie tylko klasykom udostępnia się wspaniałą przestrzeń.

Przykładem Jean-Michel Basquait (1960–1988), uchodzący za artystę offowego, samorodnego (nigdy nie studiował sztuki), zbuntowanego i ogromnie wpływowego. Nietrudno zauważyć jego oddziaływanie na innych twórców do dziś świadomie (bądź nie )nawiązujących do „języka" plastycznego czarnoskórego geniusza.

Najbardziej charakterystyczne to połączenie sylwetowych figur i kształtów z wieloznacznymi, aluzyjnymi tekstami. Stylistycznie te kompozycje przynależą do sztuki biednej, brutalnej, jednak Basquiat dołożył do art brut (kierunek z lat 40. XX w.) ogień buntu, niezgodę na niższy status niebiałych obywateli w USA. A także własną dumę i odwagę przeciwstawienia się zastanej sytuacji.

Widać to wyraźnie w Chiostro. Znalazła się tu słynna „Procesja", pochód pięciu ludzików jak z prehistorycznych naskalnych malowideł (przypomnienie rdzennnej sztuki afrykańskiej), apierwsza figura trzyma jak transparent wielgachną czaszkę. W ogóle motyw czaszki pojawia się wielokrotnie. Jakby Baquiat identyfikował się z Hamletem.

Witaj w klubie!

Basquiat przynależy do „Klubu 27", co oznacza, że zszedł z tego świata przed 28. urodzinami. Wszyscy inni odeszli tak młodo jego członkowie reprezentowali branżę muzyczną. Basquiat, który zmarł po przedawkowaniu speedballu podlanego alkoholem, współtworzył punkową nowojorską scenę muzyczną lat 80. ubiegłego wieku (występował w zespole Grey u boku Vincenta Gallo).

Na jego legendę złożyło się wiele elementów: afrykańsko-amerykańskie korzenie, trudne dzieciństwo na Brooklynie, nieprzeciętne wielostronne zdolności, np. w wieku 11 lat płynnie pisał i mówił po francusku, hiszpańsku i angielsku, co daje się zauważyć w jego wczesnych epigramach z zakodowanymi tekstami/aluzjami.

Opanował też znakomicie anatomię, w dość nietypowy sposób. Miał niecałe osiem lat, gdy potrącił go samochód. Liczne urazy i złamania przykuły go na tygodnie do łóżka. Mama jako rozrywkę na czas rekonwalescencji dała mu do oglądania medyczny podręcznik, „Gray's Anatomy". I anatomiczny wątek (z łacińskimi nazwami) pojawił się w młodzieńczych dokonaniach chłopaka.

Miał 15 lat, gdy zaryzykował samodzielność. Nie było słodko: bezdomność i aresztowanie za włóczęgostwo, desperackie próby utrzymania się ze sprzedaży kartek pocztowych i T-shirtów z własnoręcznie wykonanymi nadrukami (dziś osiągają bajońskie sumy na aukcjach). Wreszcie, rozpoczęcie twórczej działalności. Swoje graffiti podpisywał pseudonimem SAMO. Tak trwało do 1979 roku, kiedy na budynkach SoHo pojawiła się informacja: SAMO IS DEAD. Na tym skończyła się jego działalność jako graficiarza, a zaczęła kariera malarska.

Jednocześnie Basquiat narodził się dla mediów. Stał się stałym gościem telewizyjnego show „TV Party", zaczął być rozpoznawalny, zarabiał niezłe pieniądze. W 1980 roku spotkał Andy'ego Warhola, zyskując aprobatę, podziw i przyjaźń ze strony starszego o 32 lata gwiazdora.

Na wspólnych zdjęciach (kilka wielkoformatowych wydruków zamyka rzymski pokaz) wyglądają jak swoje przeciwieństwa: białowłosy, elegancki i zdystansowany Warhol i niechlujny, prowokacyjny Basquiat. Mimo to daje się zauważyć pewien wspólny mianownik: ci faceci nikomu się nie przymilają. Mają własną wizję sztuki. I nie odstąpią od niej.

Na koniec informacja o cenach uzyskiwanych przez prace Basquiata na aukcjach: rok 2016, rekord w Christie's – 57,3 mln dolarów za płótno z 1982 roku. Poprzedni rekord (2013) – praca wylicytowana do 48,8 mln dolarów. I z pewnością na tym się nie skończy. ©?

Jean-Michel Basquiat. New York City (prace z Mugrabi Collection), Chiostro del Bramante, Rzym, wystawa czynna do 30 lipca 2017 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA