fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Michał Szułdrzyński: Wisła dzieli. Historia pewnej (nie)prowokacji

Instagram, michalszuldrzynski
Od kilku miesięcy ulegam pewnej słabości. Jeżdżąc po Warszawie na rowerze, co rusz widzę coś, co chciałbym sfotografować. Trzy obiektywy mojego smartfona aż proszą się, by je wykorzystać. Czasem mam potem chwilę, by lekko poprawić kadr, nałożyć filtr, by lepiej zarysowane były na przykład chmury.

W liceum urządzałem w łazience ciemnię, gdzie wywoływałem czarno-białe fotografie wykonywane archaicznymi lustrzankami. Aparat automatyczny uchodził wówczas za szczyt obciachu. Potem te tzw. małpy zostały zastąpione przez coraz to lepsze cyfrówki. Aż pojawiły się smartfony wyposażone w aparat. Początkowo na zrobionych nimi zdjęciach ledwo co było widać. Ale dziś producenci prześcigają się w montowaniu w telefonach obiektywów znanych firm optycznych i dodają świetne oprogramowanie.

O fenomenie masowego fotografowania ponad cztery dekady temu pisała już amerykańska filozof Susan Sonntag. Kiedyś podczas podróży trzymało się w ręku notatnik, opisując świat, niekiedy ołówkiem szkicując pejzaże, architekturę, detale. Dziś brak czasu na rysunki (a i któż umie rysować z natury?), nastrój chwili zapisujemy fotografią. Sonntag obserwowała obwieszonych aparatami turystów z Azji, dbających nie o to, by coś zobaczyć, ale o to, by przy danym obiekcie zrobić sobie zdjęc...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA