Świat

Białoruś w składzie Rosji?

Mińsk, 19 czerwca. Łukaszenko usłyszał od Putina pytanie o dalszą integrację ZBiR
AFP
Moskwa domaga się od Mińska jeszcze większej integracji w ramach Państwa Związkowego.

– Jesteśmy na froncie. Jeżeli nie przetrzymamy najbliższych lat – padniemy. A to oznacza, że trzeba będzie wchodzić w skład innego państwa albo będą o nas nogi wycierać – mówił rządzący od ćwierćwiecza prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko kilka dni po rozmowach z Władimirem Putinem.

Cannot send log message because exception Http_Exception_CurlError was thrown with message "cURL: Error: '7:couldn't connect to host' when sending request to:http://195.8.128.54/saxo-log".

Politycy spotkali się w Mińsku w drugiej połowie czerwca z okazji rocznicy powstania Państwa Związkowego Białorusi i Rosji (ZBiR). Niebawem na zaproszenie Putina Łukaszenko ma pojechać do Soczi, gdzie, jak twierdzą rosyjskie źródła, odbędzie „trudną rozmowę". Z oficjalnych komunikatów wynika, że rosyjski prezydent „chce szczegółowo omówić współpracę Białorusi i Rosji". Wszystko wskazuje na to, że dwustronne relacje czekają w najbliższym czasie poważne zmiany.

Analitycy blisko związani z Kremlem zdradzili szczegóły mińskiego spotkania, o których nie informowały media. – Łukaszenko mówił o problemach gospodarczych. Poprosił, by Rosja sfinansowała częściowo dług zagraniczny Białorusi. Putin odparł, że wszystko da się załatwić, jeżeli zostaną poczynione konkretne kroki ku dalszej integracji w ramach ZBiR i Białoruś poprze te kroki – mówi „Rzeczpospolitej", powołując się na dobrze poinformowane źródła, prof. Andriej Suzdalcew z prestiżowej moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii. Należy do działającej przy Radzie Federacji rady ekspertów ds. WNP i przekonuje, że w Soczi Putin będzie chciał usłyszeć wizję Łukaszenki co do dalszej integracji.

– W przeciwnym wypadku, bez gospodarczej pomocy Rosji, państwowość Białorusi nie ma szans na przetrwanie – mówi.

O tym, że relacje Moskwy i Mińska „będą bardziej pragmatyczne", pisze wpływowa rosyjska „Niezawisimaja Gazeta". Dziennik przypomina, że w ostatnich latach Rosja znacząco zmniejszyła dostawy ropy na Białoruś, co boleśnie odbiło się na lokalnej gospodarcze. Od lat przetwarzanie taniej rosyjskiej ropy i sprzedaż paliw na Zachód jest jednym z głównych dochodów kraju.

ZBiR urodził się na Kremlu w kwietniu 1997 roku, gdy ówczesny prezydent Rosji Borys Jelcyn i Aleksander Łukaszenko podpisali statut związku. Rosyjscy i białoruscy analitycy uważają, że Łukaszenko podpisał dokument, licząc, że po odejściu schorowanego rosyjskiego przywódcy zajmie jego miejsce. Wtedy prezydent Białorusi podpisał się m.in. pod postulatami wprowadzenia wspólnych symboli państwowych, wspólnej waluty, wspólnego systemu prawnego, wspólnego parlamentu oraz rządu. Oznaczałoby to całkowite wchłonięcie Białorusi przez Rosję. Integracja zahamowała, gdy na Kreml przyszedł Putin.

– ZBiR będzie miał ciąg dalszy. W Moskwie głośno o tym nie mówią, ale prace trwają. Nie mogę jednak zdradzić żadnych szczegółów. Łukaszenko jest trudnym rozmówcą, wiele rzeczy blokuje – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, szef moskiewskiego Centrum Informacji Politycznej, działającego m.in. na zlecenie Kremla. – Kiedyś na Ukrainie wszystko się zaczynało od gloryfikacji Bandery i Szuchewycza. Podobne objawy tej choroby obserwujemy obecnie na Białorusi. Osłabia się tam system państwowy i dzięki temu nacjonaliści zaczęli szukać świadomości narodowej – twierdzi.

Na tle spekulacji o białorusko-rosyjskich relacjach symboliczne jest zakończenie kadencji wieloletniego ambasadora Rosji w Mińsku Aleksandra Surikowa, który niebawem ma powrócić do kraju. Kilka dni temu zaproponował, by Białoruś wpuściła rosyjskich pograniczników na granicę z krajami UE. Według niego pomoże to rozwiązać problem reeksportu „zakazanych towarów" do Rosji, o który Moskwa od lat oskarża Mińsk. Zaproponował też, by Białoruś sprzedała systemy gazowe Rosji, tak by Białorusini kupowali gaz po cenach jak po rosyjskiej stronie granicy. Oznaczałoby to monopol Gazpromu, gdyż wcześniej Łukaszenko sprzedał rosyjskiej spółce wszystkie białoruskie gazociągi.

Miejsce starego ambasadora ma zająć związany od lat ze służbami Michaił Babicz, nazywany często w lokalnych mediach wysłannikiem Putina do zadań specjalnych. Z polecenia Kremla stał na czele rządu w Czeczenii w latach 2002–2003, później jako członek Rady Bezpieczeństwa gorąco popierał aneksję Krymu. Początkowo miał się udać do ambasady w Kijowie, ale Ukraina odrzuciła jego kandydaturę.

– W Mińsku będzie forsował utworzenie na Białorusi stałej rosyjskiej bazy wojskowej, co Łukaszenko zablokował w 2015 roku. Rosjanie tego nie odpuszczą – mówi „Rzeczpospolitej" białoruski politolog Paweł Usow. – Rosja robi wszystko, by maksymalnie uzależnić od siebie Białoruś, pozbawić jakiejkolwiek możliwości manewrowania – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL