Zakaz polowania na lisy z psami obowiązuje w Wielkiej Brytanii od 2004 roku. Ustawie zakazującej tej 'rozrywki" sprzeciwiali się konserwatyści i środowiska wiejskie, uznając ją za wielowiekowe dziedzictwo brytyjskiej kultury.
W 2004 roku, gdy Izba Gmin głosowała nad ustawą, grupka młodych ludzi wtargnęła do sali obrad, a przed budynkiem parlamentu protestowały tysiące Brytyjczyków.
Uchwalone wówczas wprawo zabraniało używania do polowań sfory psów, które dotychczas dopadały lisa i rozszarpywały go na strzępy. Dozwolone było użycie dwóch psów do wypłoszenia lisa, który miał być zastrzelony.
O powrót polowania z psami starała się już Theresa May. W 2017 roku zapowiadała, że podda ten pomysł pod głosowanie, ale ostatecznie do tego nie doszło.
Dziś ponowną debatę i głosowanie zapowiada ubiegający się o stanowisko premiera Jeremy Hunt. Miałoby do nich dojść po najbliższych wyborach parlamentarnych.
Hunt stwierdził, że choć sam nie poluje, uważa polowanie z psami za narodowe dziedzictwo i "cieszy się", gdy polują inni. Uchylenie zakazu polowania uważa za konieczne.
Słowa Hunta wywołały słowa krytyki nie tylko wśród przeciwników rządu i powrotu do tej brutalnej formy rozrywki, ale także wśród samych konserwatystów, z których wywodzi się Hunt.
- Ten festiwal obietnic przywódców torysów zmienia się ze złego na gorszy. Mieliśmy obniżki podatków Johnsona dla zamożnych, wyścig w upadaniu na dno po bezsensownym brexicie, a teraz obietnicę przywrócenia tej barbarzyńskiej praktyki, której Labourzyści zakazali - mówił przewodniczący Partii Pracy Ian Lavery.
Konserwatywny deputowany Julian Knight napisał z kolei, że są znacznie poważniejsze sprawy do rozstrzygnięcia niż powrót polowań na lisy.
Sam Hunt po krytyce stwierdził, że sprawa polowań nie będzie dla niego priorytetem.