fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Nie ma jazdy po kielichu

Nie ma statystyki zatrzymań obywatelskich, ale policja twierdzi, że zdarza się ich coraz więcej
Fotorzepa, Daniel Szysz
W walce o trzeźwość na drogach policję wspierają także kierowcy. Coraz częściej sami łapią kierujących z promilami i oddają ich w ręce funkcjonariuszy.

Jazda na podwójnym gazie to problem – warto jednak zauważyć, że coraz częściej osoby postronne reagują, widząc pijanych kierowców. Zabierają im kluczyki, blokują samochód lub w inny sposób uniemożliwiają jazdę.

– Zatrzymań obywatelskich mamy nawet kilka w miesiącu. Dzięki działaniom policji, ale i kampaniom uświadamiającym, jak groźny jest na drodze nietrzeźwy kierowca, powoli, ale jednak rośnie świadomość społeczeństwa, stąd reakcje – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Udaremniona jazda

Nie ma danych dotyczących krajowej skali takich aktywnych postaw, ale – zdaniem policjantów – na kierujących z promilami przynajmniej część osób postronnych jest wyczulona i nie pozostaje bierna.

Przeczytaj komentarz Jacka Nizinkiewicza: Pijaństwo ponad podziałami klasowymi

W Komorowie pod Warszawą po zakrapianym alkoholem posiłku chciał odjechać samochodem gość jednego z lokali. Obsługa zastawiła mu drogę, zabrała kluczyki i wezwała policję. Zasadnie – obywatel Ukrainy miał 2,2 promila – to przykład sprzed kilku dni.

Z kolei w Lublinie mieszkańcy, widząc wsiadającego za kierownicę mężczyznę, który się zatacza, zamknęli bramę, by nie wyjechał z osiedla. Mężczyzna miał półtora promila.

Również klienci sklepu w Olecku zadzwonili na policję, widząc jak 63-latek zaparkował przed marketem, a wysiadając, chwiał się na nogach – z kolei on miał ponad 2 promile alkoholu. Zareagował także pracownik stacji paliw w gminie Kowalewo Pomorskie – zabrał kluczyki i udaremnił podróż kierowcy, który zatankował paliwo i chciał dalej jechać. Okazało się, że 44-latek nie dość, że miał 3 promile, to prowadził mimo sądowego zakazu kierowania pojazdami.

Natomiast w Wielkopolsce pijanego pirata drogowego, którego ścigał policjant na motocyklu, pomogli złapać inni kierowcy. 53-latek miał blisko 2 promile alkoholu. To kilka przykładów z ostatnich miesięcy.

Na obywatelskie zatrzymanie pozwalają przepisy – art. 243 kodeksu postępowania karnego, który mówi, że każdy ma prawo ująć osobę na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po jego popełnieniu, by następnie przekazać ją policji. Praktyka pokazuje, że wielu traktuje to jako swoją powinność.

Mikołaj Krupiński, rzecznik Instytutu Transportu Samochodowego, zauważa:

– Budujące jest to, że nie brak osób, które nie są obojętne na bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Widząc pijanego kierowcę, reagują, bo wiedzą, że mogą komuś uratować życie. Zatrzymania obywatelskie są dobrym przykładem takiej empatii – mówi Krupiński. Jak zaznacza, nie brakuje także nagrań wideo dokumentujących wykroczenia drogowe, które trafiają do internetu i na policyjne skrzynki. – Jednak, niestety, wciąż istnieje szerokie przyzwolenie społeczne na nieodpowiedzialne zachowania kierowców – podkreśla.

Podwyższyć kary

Tymczasem obywatelskie reakcje są dziś szczególnie potrzebne. W tym roku, po raz pierwszy od lat (o czym ostatnio pisała „Rzeczpospolita"), przybyło kierowców prowadzących po alkoholu. Do końca lipca zatrzymano ich 63 tys. – o 3,2 tys. więcej niż rok temu. Co gorsza, trzy czwarte prowadziło, mając ponad pół promila, co jest przestępstwem. Do czerwca pijani spowodowali 715 wypadków, w których zginęło 79 osób.

Policjanci i eksperci z zewnątrz kładą to na karb rosnącego spożycia alkoholu – Polacy więcej piją i więcej osób w tym stanie wsiada za kierownicę – a kary są za niskie, by odstraszały.

Za jazdę w stanie nietrzeźwym (przestępstwo z art. 178a § 1 kodeksu karnego) grozi do dwóch lat więzienia. W 2017 r. sądy skazały ok. 48 tys. osób, ale co piątej wyrok zawiesiły. Za kraty trafiło 660 osób – zaledwie osiem dostało najwyższą karę. Przeważają grzywny, i to minimalne – do tysiąca złotych.

Jak się okazuje, sami prowadzący pojazdy uważają, że najlepszym sposobem walki z plagą polskich dróg są surowsze kary za jazdę po pijanemu – na nie wskazało 68,8 proc. badanych w sondażu SW Research dla AlcoSense Laboratories (z maja tego roku).

Kolejny środek, za jakim opowiedziała się ponad połowa pytanych, to obowiązkowe blokady alkoholowe w samochodach, a trzeci – zwiększenie liczby kontroli policji drogowej (o nich mówi 44,5 proc. osób). To opinie praktyków – 1090 aktywnych kierowców, z których blisko trzy czwarte prowadzi samochód codziennie, a blisko 95 codziennie lub kilka razy w tygodniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA