fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Tajne służby polują na ludzi Gülena

Recep Erdogan
Recep Erdogan
AFP
Prezydent Recep Erdogan przyznał, że jego służby specjalne porwały za granicą przeciwnika politycznego i przemyciły do kraju.

– Nasz wywiad w końcu sprowadził do kraju szefa FETO na całą Azję Środkową Orhana Inandiego, a my postawimy go przed sądem – poinformował turecki przywódca na konferencji prasowej.

Chodzi o założyciela sieci szkół średnich w Kirgizji „Sapat" Orhana Inandiego, który zaginął 31 maja. Jego samochód z otwartymi drzwiami znaleziono kilka przecznic od domu w Biszkeku, do którego nie dojechał. Żona twierdziła, że został porwany i jest przetrzymywany w tureckiej ambasadzie w stolicy kraju.

Inandi urodził się w Turcji, ale wiele lat mieszkał w Kirgizji i w końcu dostał obywatelstwo tego kraju. Podobno to było główną przeszkodą dla porywaczy, którzy mieli domagać się od niego, by zrezygnował z kirgiskiego paszportu. – Jeśli on to zrobi, będą mogli go wywieźć do Turcji jako swojego obywatela – twierdziła żona. Teraz jednak nie wiadomo, czy w końcu zrezygnował i w jaki sposób go przewieziono. Władze Kirgizji jeszcze w czerwcu twierdziły, że nie przekraczał granicy – przynajmniej legalnie.

Porwany stał na czele sieci kilkunastu szkół średnich i dwóch wyższych. Turcja twierdzi, że ich założycielem był Fethullah Gülen, islamski myśliciel i działacz, którego Ankara oskarża o działalność terrorystyczną i zorganizowanie w 2016 roku wojskowego puczu, który miał obalić Erdogana. Niezbyt sformalizowaną sieć zwolenników Gulena tureckie władze nazywają FETO (skrót od Fethullah Terrorist Organization), a sami jej uczestnicy – „Hizmet" (służba) lub „Cemaat" (wspólnota). Ankara i Moskwa twierdzą nawet, że to oni zamordowali w grudniu 2016 roku rosyjskiego ambasadora w Turcji Andrieja Karłowa.

Za organizację terrorystyczną uznają ją też Pakistan, Rada Współpracy Zatoki Perskiej i Organizacja Współpracy Islamskiej. Odmienne stanowisko zajmuje UE, Wielka Brytania czy USA (gdzie mieszka Gulen). W 2018 roku kanclerz Angela Merkel zażądała od prezydenta Erdogana dowodów na poparcie oskarżeń o terroryzm. Również Interpol odrzucał tureckie listy gończe.

– To niejedyny przypadek, gdy ludzie związani z naszym systemem oświaty są z różnych krajów przewożeni do Turcji i oskarżani o terroryzm – powiedziała żona Inandy. Sam Erdogan na konferencji prasowej przyznał, że dotychczas do kraju tak przywieziono 100 osób.

– Nie ma powodów do obaw, formalnie nie ma związków z Gulenem – powiedziała „Rzeczpospolitej" osoba znająca warszawską Akademię Finansów i Biznesu Vistula. Cztery lata temu ówczesny turecki minister ds. europejskich Ömer Çelik domagał się od naszego kraju zamknięcia szkół związanych z Gulenem. Oficjalnie nie wymienił Akademii, ale nieoficjalnie mówiono i o niej. – Gulen formalnie pozbył się Vistuli, jej związki z Turcją są obecnie bardzo słabe, to po prostu uczelnia ze studentami z wielu krajów – wyjaśnia nasz rozmówca.

Również od Biszkeku Ankara domagała się wydania dwóch nauczycieli z sieci szkół Sapat, ale władze nie zdecydowały się na to ze względu na społeczne protesty. Po zniknięciu Inandiego prezydent Kirgizji Sadyr Żaparow rozmawiał z Erdoganem w czasie wizyty w Ankarze. – Powiedział, że nie zna Inandiego, nie ma żadnych informacji i nie chce słyszeć o zwolennikach FETO – sekretarz prasowy Żaparowa przekazał dziennikarzom odpowiedź tureckiego lidera.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA