Reklama

„Insurrecto”: Filipiński nokaut

Gina Apostol jest niesamowicie odważna, jeśli nam, na Zachodzie, serwuje taką opowieść.
„Insurrecto”: Filipiński nokaut

Foto: mat.pras.

Jeszcze nigdy żadna książka mnie tak nie wnerwiła. Kilkukrotnie w ciągu dnia odkładałam ją na półkę z dudniącą w głowie myślą: „Co ja w ogóle czytam?!”. I później brałam ją ponownie do ręki, aby zaciągnąć się jeszcze paroma stronami. Bo jednak coś nie pozwalało mi przerwać, bezkompromisowość „Insurrecto” nie dawała mi spokoju.

Autorka Gina Apostol za nic ma moje czytelnicze uczucia, jakby śmiała mi się w twarz: „Co, uważasz, że nie mogę tego tak napisać? To patrz na to”. Stawiałam opór, broniłam się, ba, musiałam ogłaszać, że to nie jest dobra powieść. I potem do mnie dotarło, że jednak jest to książka genialna, ale musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu, aby dotarło do mnie to, co właściwie jest tu powiedziane. W pewnym sensie musiałam dojrzeć, żeby mi zasmakowało. Cóż, do oliwek, kaparów, smalcu i szpinaku człowiek też przekonuje się po pewnym czasie.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama