Tygrysy tkwią w ciasnych klatkach w ciężarówce - miały być darem z Włoch dla ogrodów zoologicznych w Dagestanie. Według niektórych mediów miały trafić do cyrków.
Ciężarówka wioząca drapieżniki została zatrzymana przez Białorusinów na granicy w Koroszczynie.
Kierowca auta zamiast wymaganych oryginalnych dokumentów miał kopie, brakowało wśród nich zezwolenia tygrysów na wywóz poza Unię Europejską, a kierowca nie miał wizy. Polscy pogranicznicy przepuścili transport, ale nie wpuścili go Białorusini.
Ciężarówka od trzech dni stoi na przejściu granicznym.
W ciężarówce było 10 tygrysów. Jedno zwierzę padło - najprawdopodobniej z powodu stresu.
Wezwani na pomoc specjaliści z ogrodu zoologicznego w Poznaniu oraz graniczny lekarz weterynarii zdecydowali, że tygrysy nie pojadą dalej. Dalsza podróż zwierząt w takich warunkach jest niezgodna z unijnymi przepisami i zagraża życiu tygrysów.
Graniczny lekarz weterynarii Jarosław Nestorowicz podkreślił, że klatki tygrysów są za małe, a zwierząt zbyt dużo w jednym transporcie.
Dla dwóch tygrysów miejsce znajdzie się w poznańskim zoo. Dla pozostałych siedmiu trzeba je znaleźć.
"3 lata temu pisaliśmy do ministerstw, inspekcji weterynaryjnej, wszelkich autorytetów, że stajemy w obliczu przemytu i hodowli zwierząt egzotycznych, w tym gatunków chronionych Konwencją Waszyngtońska; że skala działań i tranzyt przez Polskę nasila się jeszcze, że nie implementujemy dyrektyw UE ani nie budujemy własnych przepisów i procedur, że dojdzie do tragedii nie tylko zwierzęcych, bo te przemycane i nielegalnie hodowane pod przykrywką cyrku tygrysy i lwy kogoś pożrą" - pisze w dramatycznym apelu na Facebooku Ewa Zgrabczynska, dyrektor poznańskiego zoo. "Od dwóch dni Adwokaci Zwierząt chcą nam pomóc. Ale nikt nie podjął decyzji o zatrzymaniu tygrysów umierających powoli w klatkach, gdzie nie można ich karmić i poić. Nie wiemy nawet, czy w klatkach w głębi auta zwierzęta żyją!" - pisze dalej.
Do prokuratury trafi zawiadomienie na włoską firmę, która organizowała przewóz kotów spod Rzymu do Dagestanu.