fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Odra: Pracownicy szpitala zakaźnego bez szczepień

Pixabay
Personel szpitala zakaźnego w Warszawie, do którego są kierowani chorzy z podejrzeniem odry, nie został zaszczepiony przeciwko tej chorobie – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

W listopadzie było więcej przypadków odry niż do tej pory w całym 2018 roku. Coraz ważniejsza staje się więc praca pracowników ochrony zdrowia, którzy – coraz częściej mają kontakt z osobami chorymi. Tymczasem jednak, jak przyznała nieoficjalnie pielęgniarka na całodobowej izbie przyjęć Szpitala Zakaźnego w Warszawie, szpital nie zapewnia swoim pracownikom, także tym mającym kontakt z osobami chorymi, żadnych dodatkowych szczepień ochronnych. Na pytanie, kto będzie zajmował się chorymi, gdy rozchoruje się sam personel, była w stanie tylko wzruszyć ramionami.

Mają być odporni

Sytuację tę potwierdza prof. Andrzej Horban, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala. Nie widzi jednak problemu. – Większość młodych pracowników jest zaszczepiona, starsi mają przeciwciała. W szpitalu zakaźnym zawsze mają szansę zetknąć się z takim patogenem, jak odra. To jest trochę inna grupa zawodowa, większość pracowników jest zaszczepiona zgodnie z kalendarzem szczepień, a starsi pracownicy mają przeciwciała. Starsza generacja jest w 95 procentach odporna. Jeśli nie, to powinni byli dawno zachorować – mówi profesor Horban.

Pracownicy szpitala zakaźnego, nawet ci na izbie przyjęć, gdzie trafiają wszyscy chorzy z podejrzeniem odry i innych chorób zakaźnych z całej Warszawy i okolic, nie są więc dodatkowo szczepieni przez szpital. Co więcej, szczepienia mogą być potraktowane jako… przychód pracownika. – Jeżeli pracodawca szczepi pracownika, to zgodnie z przepisami jest to traktowane jako przychód i pracownik musi to sobie wpisać w zeznanie podatkowe – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Horban. Jego zdaniem, jedynym rozwiązaniem, by nie obciążać finansowo pracowników, jest decyzja o szczepieniu, którą wydaje powiatowy inspektor sanitarny.

Nie tylko personel szpitala nie ma szczepień chroniących przy kontakcie z osobami chorymi na odrę, o podobnej sytuacji informują pracownicy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Warszawie. Tu pracownicy przyznali nieoficjalnie, że nie mają zagwarantowanych szczepień przeciwko odrze i innym chorobom zakaźnym, choć zdarza się, że mają kontakt z osobami chorymi.

Redakcja zwróciła się z prośbą o potwierdzenie do rzecznika WSSE, która twierdzi, że pracownicy stacji są szczepieni zgodnie z programem szczepień ochronnych, czyli dokumentem publikowanym co roku przez Głównego Inspektora Sanitarnego.  – Na podstawie informacji z oddziału nadzoru epidemiologii uprzejmie informuję, że pracownicy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno–Epidemiologicznej w Warszawie, którzy nadzorują dochodzenia epidemiologiczne są zaszczepieni przeciwko chorobom zakaźnym zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych lub też mają potwierdzone przechorowanie odry – napisała redakcji Joanna Narożniak, rzecznik prasowy Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie. Informacje o nieszczepionych pracownikach nazywa plotkami i odsyła do komunikatu Głównego Inspektora Sanitarnego w sprawie programu szczepień ochronnych na rok 2018. Ten dokument jednak umieszcza szczepienia przeciwko odrze w grupie procedur zalecanych, nie obowiązkowych.

– To jest poważna sprawa, w służbie zdrowia jest to poważny problem, bo odra ma dość dziwną cechę, że zakaźnym stajemy się dla innych, zanim dostaniemy odry. Czyli zakażamy nieświadomie, zanim odkryjemy, że jesteśmy chorzy – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Włodzimierz Gut, wirusolog, ekspert w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Wskazuje na duże ryzyko, jakie niesie ze sobą zachorowanie na odrę przez personel szpitali. – Co się stanie, gdy zarażeniu odrą ulegnie pielęgniarka, która i tak ma kontakt z ludźmi chorymi, którzy z racji choroby są słabsi i mniej odporni niż średnia populacja? A jeszcze, jeżeli będzie to szpital onkologiczny, gdzie podaje się środki obniżające odporność, tam ewentualny przebieg odry będzie znacznie cięższy – dodaje profesor.

Jak wyjaśnia, odrę przed laty uważano za czterech najgroźniejszych chorób, z powodu ryzyka poważnych chorób, które mogą wystąpić w jej wyniku. – Owszem, odra przebiegała zwykle u małych dzieci, ale konsekwencje były często na cale życie.  Odra przechorowana do drugiego roku życia szczególnie naraża później na poważne konsekwencje. W efekcie powikłań, ludzie umierają na zapalenie płuc, a niektórzy mają bombę z opóźnionym zapłonem, która pojawia się nawet po kilku, kilkunastu latach, i skutkuje zapaleniem mózgu, którego niestety nie potrafimy leczyć – tłumaczy profesor Gut.

Tej choroby w Polsce nie zanotowano od lat 90, ale w Niemczech, gdzie jest więcej przypadków odry, są obecnie zdaniem profesora trzy przypadki tego typu zapalenia mózgu. I niestety można się spodziewać, że ta choroba wróci, w ślad za większą ilością zachorowań na odrę w Polsce. – My byliśmy do tej pory dość dobrze chronieni, ale u nas pojawia się za kilka – kilkanaście lat, gdy będą chorować ludzie, którzy obecnie przechodzą odrę – mówi prof. Gut.

Coraz więcej przypadków

Tymczasem odra w Polsce w listopadzie podwoiła liczbę zachorowań. Jak informuje Jan Bodnar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego, w samym listopadzie na Mazowszu zanotowano 54 przypadki odry, a w całej Polsce 108. Dla porównania, do 15 listopada w całej Polsce zanotowano 193 przypadki.  – Obecnie na Mazowszu są trzy ogniska choroby, jedno w Pruszkowie, drugie w Nadarzynie, trzecie na terenie jednego z zakładów pracy w Warszawie – informuje Bodnar.

Uspokaja, że do epidemii w Polsce jest jeszcze daleko, ale trzeba się spodziewać kolejnych zachorowań. – Myślę, że te ogniska będą się jeszcze pojawiać, to jest związane bezpośrednio z sytuacją na Ukrainie, gdzie jest dużo przypadków, a jednocześnie jest duża wymiana ludności – mówi Jan Bodnar. Jedynym dobrym aspektem wzrostu zachorowań na odrę może być zatrzymanie trendu odmawiania szczepień, który rozwijał się od 10 lat. 

Zdaniem rzecznika,  najważniejsze, by rodzice szczepili dzieci, ponieważ obowiązkowe szczepienia wprowadzono już w 1975 r., a pokolenie dzisiejszych 60–latków z dużym prawdopodobieństwem przeszła odrę w dzieciństwie. Z tym, że odporność z wiekiem może niestety się obniżać.  

Jak jest z odpornością po szczepieniu? Jedna dawka szczepienia daje odporność na chorobę sięgającą 90 proc. Dwa szczepienia dają skuteczność sięgającą 98 proc. Co znaczy te 2 pozostałe proc. w skali populacji? Przeciętny rocznik to ok. 400 tys. osób, dwa proc. z tych 400 tys. to osiem tysięcy nieodpornych ludzi. – To jednak dość liczna grupa, a jeśli dołożymy do tego ludzi którzy nie chcieli się szczepić, to mamy już kłopot – mówi prof. Gut. Uspokaja jednak, że jeśli zdarzy się jednak zachorować na odrę osobom, które przyjęły jedną dawkę szczepionek, to z reguły przechodzą chorobę lżej. Można też zbadać poziom przeciwciał IGG, które pojawiają się, gdy dana osoba miała kontakt z odrą. Lepiej jednak po prostu się zaczepić. – Gdy nie było kontaktu z odrą w środowisku, poziom tych przeciwciał ulega obniżeniu i może spaść poniżej poziomu dodatniego. Dlatego znacznie prostszym sposobem będzie zaszczepić się, jednak dziś jest to utrudnione, bo aktualnie cała Europa żąda szczepionek – mówi prof. Gut.

Odra mogła zniknąć

Odry mieliśmy się pozbyć w ogóle, podobnie jak różyczki. Pierwotnie spodziewano się, że odra zniknie z Polski w 2010 roku, gdy w całym kraju zanotowano jedynie 13 przypadków odry, ale wtedy zaczęły się problemy z ruchami antyszczepionkowymi. Data przesunęła się więc na 2015 t. – Dziś mówi się jeszcze o roku 2020, ale już nie jest to realne, bo cała Europa została dotknięta nawrotem odry – mówi profesor Gut.

Dane o gwałtownym wzroście zachorowań w całej Europie dają powody do przypuszczeń, że odra jeszcze długo nie zniknie z europejskiego krajobrazu. Liczba przypadków odry w regionie Europy podwoiła się od ubiegłego roku. O ile w Europie w ubiegłym roku Światowa Organizacja Zdrowia zanotowała 31,8 tys. przypadków odry, to w tym roku zaledwie do 9 listopada zachorowało już 64,5 tys. ludzi. Więcej zachorowań zanotowano jedynie w Azji Południowo–Wschodniej, gdzie zgłoszono już ponad 82 tys. zachorowań, jednak w tym regionie sytuacja w ubiegłym roku była dużo gorsza, odrę wykryto u 107 tys. ludzi.

Jedna z największych epidemii panuje na Ukrainie, gdzie liczba zachorowań wzrosła od ubiegłego roku sześciokrotnie. Jeszcze w ubiegłym roku zanotowano 4,7 tys. przypadków odry, a w tym roku już 31 tysięcy, odra dotyka także żołnierzy w rejonie Donbasu.  

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA