fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sędzia zadała pytania do TSUE, wezwał ją rzecznik dyscypliny. Teraz sprawdzą jej akta na trzy lata wstecz

Fotorzepa, Marian Zubrzycki MZub Marian Zubrzycki
Sędzia Ewa Maciejewska z łódzkiego Sądu Okręgowego, która pod koniec sierpnia zadała pytanie do unijnego Trybunału Sprawiedliwości, najpierw została wezwana na przesłuchanie przez rzecznika dyscypliny sędziów sądów powszechnych. Teraz ten sam rzecznik wysłał do sądu pismo, w którym żąda podania informacji o orzecznictwie sędzi Maciejewskiej z ostatnich trzech lat.

Jak informuje Onet - chodzi o sprawy, w których stroną był Skarb Państwa.

Sędzia Maciejewska, podobnie jak Igor Tuleya z Warszawy, ma stawić się u rzecznika dyscypliny jako świadek. Oboje sędziowie wezwania dostali krótko po tym, jak zapytali unijny Trybunał, czy w związku z wprowadzonymi przez PiS drastycznymi zmianami w postępowaniach dyscyplinarnych ich sędziowska niezawisłość nie jest zagrożona. Teraz zaś okazało się, że rzecznik dyscypliny zamierza też sprawdzić akta sędzi Maciejewskiej na trzy lata wstecz - a dokładnie, przejrzeć wszystkie sprawy, w których stroną był Skarb Państwa.

- Po co to rzecznikowi? Ten sposób działania wiele mówi o jego intencjach - ocenia w rozmowie z Onetem jeden z sędziów, chcący zachować anonimowość.

Jak ustalił, ?wczoraj do łódzkiego Sądu Okręgowego wpłynęło pismo zastępcy rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarne? z żądaniem podania informacji z ostatnich trzech lat o orzecznictwie sędzi Ewy Maciejewskiej. Chodzi o sprawy, w których stroną był Skarb Państwa. A konkretnie, rzecznik pyta, ile takich spraw było oraz jaki był ich wynik.

- Ciekawe, do czego jest im to potrzebne? Poza tym, przecież sędzia Maciejewska jest tylko świadkiem - powiedział nam nieoficjalnie jeden z sędziów. - Ten sposób procedowania dużo mówi o intencjach rzecznika czy raczej ministerstwa - dodaje.

Sama sędzia Maciejewska nie chce tej sprawy komentować.

Sędzia Maciejewska orzeka obecnie w sprawie, w której miasto Łowicz pozwało wojewodę o odszkodowanie w kwocie blisko dwóch i pół miliona złotych. Chodziło o zbyt niskie - zdaniem miasta - dotacje celowe, jakie były mu wypłacane w latach 2005-2015. Ponieważ wiele wskazywało na to, że Skarb Państwa może ten proces przegrać - i być zmuszony do wypłacenia miastu gigantycznego odszkodowania - sędzia wolała się zabezpieczyć i zadała pytanie do unijnego Trybunału.

Zrobiła to, bo nie dało się wykluczyć scenariusza, że w razie wydania wyroku niekorzystnego dla skarbu państwa - władza może jej zagrozić postępowaniem dyscyplinarnym. Zapytała więc TSUE, czy sam fakt istnienia takich wątpliwości nie stoi w kolizji z prawem unijnym. Podkreśliła przy tym, że nowe polskie przepisy mogą "istotnie zwiększać ryzyko naruszenia gwarancji niezależnego postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów w Polsce".

Jak wyjaśniła sędzia Maciejewska, chodzi o potencjalny wpływ polityczny na prowadzenie postępowań dyscyplinarnych, powstanie ryzyka wykorzystywania systemu środków dyscyplinarnych do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych oraz o możliwość wykorzystania w postępowaniach dyscyplinarnych przeciwko sędziom dowodów uzyskanych za pomocą przestępstwa.

Na początku września Maciejewską zainteresował się zastępca rzecznika dyscypliny sędziów sądów powszechnych. Podobnie, jak zainteresował się sędzią Tuleyą z Warszawy, który również zadał pytanie unijnemu Trybunałowi. Oboje zostali wezwani przez rzecznika w charakterze świadków.

Takie działanie zdaniem prezesa Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia" prof. Krystiana Markiewicza w oczywisty sposób pokazuje intencje władzy. - Nie wierzę w żaden przypadek, ta akcja "dyscyplinująca" to działania zorganizowane i zaplanowane - podkreśla. - Dotykają tych sędziów, którzy potrafią aktywnie sprzeciwić się temu, co się dzieje i stanąć w obronie "zwykłych" ludzi. Bo to oni ucierpią najbardziej, gdy sądy przestaną być niezależne - mówi nam sędzia Markiewicz.

W sytuacji równoczesnego niemal wzywania na świadków Maciejewskiej z Łodzi i Tuleyi z Warszawy, prezes "Iustitii" wprost mówił, że chodzi o ich ewentualne zastraszenie za zadanie pytań do TSUE. - A formuła tego wzywania na świadków jest "bardzo kolorowa" - stwierdził. - Bo wystarczy pomylić jakieś daty i taki świadek po przesłuchaniu wychodzi już z zarzutami - podkreślał prof. Markiewicz.

Wczoraj na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości ukazało się zarządzenie Zbigniewa Ziobry "w sprawie powołania Zespołu do spraw czynności Ministra Sprawiedliwości podejmowanych w postępowaniach dyscyplinarnych sędziów i asesorów sądowych". W skład zespołu, który ma być "organem pomocniczym ministra" wszedł zastępca Ziobry, wiceminister Łukasz Piebiak - jako jego przewodniczący, sędzia Paweł Zwolak (dyrektor Departamentu Nadzoru Administracyjnego w Ministerstwie Sprawiedliwości) oraz sędzia Dariusz Kupczak (Naczelnik Wydziału do spraw Odpowiedzialności Dyscyplinarnej Sędziów w Departamencie Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych Ministerstwa Sprawiedliwości).

Są też sędziowie: Jarosław Dudzicz - członek Komisji do spraw Odpowiedzialności Dyscyplinarnej Sędziów i Asesorów Sądowych Krajowej Rady Sądownictwa, sędzia Tomasz Szmydt - dyrektor Wydziału Prawnego w Biurze KRS, sędzia Piotr Schab, Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych oraz jego dwaj zastępcy - sędziowie: Michał Lasota i Przemysław Radzik. Jedynym członkiem zespołu nie związanym z ministerstwem czy KRS jest sędzia Arkadiusz Cichocki, prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach.

- To się doczekaliśmy - mówi nam jeden z sędziów, chcący zachować anonimowość. - Powstała "specgrupa" do ścigania sędziów. Rękoma tych ludzi ze "speczespołu" Ziobro chce pozbyć się sędziów "niepokornych". Ich użyje, cel osiągnie a sam nie ubrudzi sobie rąk - kwituje sędzia.

Źródło: onet.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA