fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Niech gra pozorów trwa - komentuje Tomasz Pietryga

ROL
Wizyta dwójki polskich ministrów w Brukseli i spotkanie z Fransem Timmermansem w święto 3 Maja, ekspresowe złożenie kolejnych projektów zmian w ustawach sądowych podczas majówki i zapowiedź ich uchwalenia jeszcze w tym tygodniu świadczą o tym, że obóz prawicy jest zdeterminowany jak najszybciej rozwiązać spór z Komisją Europejską.

Już 14 maja ma się odbyć kolejne posiedzenie Rady ds. Ogólnych UE, a ta ma zdecydować, co dalej ze słynnym art. 7 i procedurą ochrony praworządności. Polsce zaczyna zależeć, aby w negocjowanie unijnego budżetu na lata 2021–2027 wejść bez dodatkowych obciążeń, zwłaszcza że po ujawnieniu kolejnego jego projektu sytuacja nie wygląda dla nas tak różowo, jak wydawało się jeszcze przed tygodniem. Możemy stracić nawet kilkanaście procent obecnej sumy funduszy, a konstruowane przez unijnych biurokratów kryteria mogą preferować już nie coraz lepiej sytuowany wschód UE, ale kraje kłopotliwego Południa. Polska może też zostać ukarana za niedostateczną niezależność sądów obcinaniem funduszy w nowej perspektywie budżetowej, i to bez konieczności akceptacji tej decyzji przez wszystkie państwa Wspólnoty. A ekspertyza wykazująca, że manewr ten nie naruszy unijnych traktatów, świadczy o tym, że do takiego posunięcia KE przygotowuje się bardzo solidnie.

Polski rząd od czasu, gdy premierem został Mateusz Morawiecki, partię „zakończenie sporu z Brukselą" rozgrywa właściwie bezbłędnie, a w obozie prawicy panuje w tej sprawie wyjątkowa spójność narracyjna, której zabrakło choćby w lokalnej aferze nagrodowej czy globalnej zawierusze wokół ustawy o IPN. Wydaje się, że PiS ma przygotowanych kilka ruchów do przodu. Po pierwszych ustępstwach, które zostały już zatwierdzone przez parlament, na stole pojawiają się kolejne, dotyczące ograniczenia prezydenckiej skargi nadzwyczajnej i mianowania asesorów. Ich wspólną cechą jest to, że w żaden sposób nie naruszają fundamentów reform w sądownictwie, które od ponad dwóch lat przeprowadza PiS. Z punktu widzenia polityki krajowej są więc dla partii Jarosława Kaczyńskiego bezpieczne.

Bruksela doskonale zdaje sobie sprawę, że domaganie się teraz odwrócenia zmian w Trybunale Konstytucyjnym, w sądach powszechnych czy nawet KRS jest dla PiS niewykonalne, gdyż rządzący zainwestowali w reformy zbyt dużo. Rezygnacja z nich byłaby więc ruchem samobójczym, niezrozumiałym dla elektoratu, oznaczającym być może nawet przegrane wybory.

Takie radykalne żądania oznaczałyby w konsekwencji, że dalszy dialog z Polską byłby pozbawiony sensu. A alternatywą jest napiętnowany, zepchnięty na margines i ukarany finansowo duży kraj w Europie Środkowo-Wschodniej, ważny w tej części kontynentu. Zrealizowania się takiego scenariusza nie chce chyba nikt, również w Brukseli. Niech zatem gra pozorów i polityczny teatr wokół reform trwają. Najważniejsze, że Polska i Unia znalazły się na wspólnej ścieżce, na której nie stały od ponad dwóch lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA