fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Dyscyplinarki sędziów: jak i za co PiS chce karać

Fotolia
Choć po wymuszonych przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zmianach poprzedni sędziowie SN wrócili do orzekania, to w SN pozostały dwie nowe izby (Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Dyscyplinarna). Kolejne postępowania dyscyplinarne pojawiają się z różnych powodów np. uczenia dzieci o konstytucji czy założenia togi poza budynkiem sądu. Napotyka to na powszechny opór środowiska sędziowskiego- pisze Onet.pl.

- Sędziowskiego rzecznika dyscypliny oraz dwóch jego zastępców powołał w czerwcu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

- Poza ich działaniami - sam minister także ma prawo inicjować postępowania dyscyplinarne.

- Tak właśnie Zbigniew Ziobro zrobił kilka dni temu, gdy - według portalu wpolityce.pl - zawnioskował o wszczęcie "dyscyplinarki" wobec prof. Sławomira Matczaka za jego rzekomy "brak dbałości o godność zawodu radcy prawnego w życiu publicznym i prywatnym".

- Postępowania wyjaśniające, które skończyć mogą się dyscyplinarkami ma już kilkunastu sędziów - część z nich za zadanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE.

- Zadanie pytań rzecznik dyscypliny uznał za "eksces orzeczniczy" - pojęcie, które nie występuje w polskim prawie - czytamy na Onet.pl.

Od czerwca tego roku działa centralny Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych. To instytucja rzecznika Piotra Schaba i jego dwóch zastępców - Przemysława Radzika i Macieja Lasoty. Mają oni badać potencjalne przewinienia sędziów. Równolegle - już za chwilę - pełną parą działać zacznie też Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która będzie miała prawo nawet wykluczać prawników z zawodu. Od jej decyzji nie będzie przysługiwać żadne odwołanie, będą ostateczne. Zaś członkowie tej Izby - którą już powołał prezydent, na podstawie rekomendacji nowej Krajowej Rady Sądownictwa - mają mieć uposażenie o 40 procent wyższe niż inni sędziowie SN. Zaś prezes tej Izby będzie w swoich decyzjach w pełni autonomiczny i nie będą go ograniczać postanowienia I Prezesa SN.

Czytaj także: MS: będzie postępowanie dyscyplinarne wobec mec. Matczaka ws. wpisu na twitterze

O ile Izba Dyscyplinarna jest na etapie "rozruchu", to rzecznicy dyscyplinarni sądów powszechnych do działania już ruszyli. Już blisko 20 sędziów ma postępowania wyjaśniające, trwa sprawdzanie ich akt w sądach, często na trzy lata wstecz. Powody wszczęcia postępowania przez rzecznika dyscypliny są przeróżne - powtarza się jeden motyw. Otóż, dotykają one zawsze tych sędziów, którzy głośno krytykują zmiany wdrażane w sądownictwie przez PiS.

Pytania prejudycjalne do TSUE "ekscesem orzeczniczym"?

Aż siedem postępowań wyjaśniających oraz dyscyplinarnych ma sędzia Igor Tuleya z warszawskiego Sądu Okręgowego. Jedno z nich dotyczy właśnie zadania pytań prejudycjalnych do unijnego Trybunału Sprawiedliwości, co sędzia zrobił latem tego roku. Podobna perspektywa - dyscyplinarki za pytania prejudycjalne - grozi sędzi Ewie Maciejewskiej z Łodzi. Oboje mieli - zdaniem rzecznika - dopuścić się "ekscesu orzeczniczego", bo zapytali TSUE, czy wobec nowych zasad postępowań dyscyplinarnych niezależność polskich sądów nie będzie zagrożona.

Praktykę działania rzecznika dyscypliny w rozmowie z Onetem wprost ocenił ekspert, sędzia Sądu Najwyższego, prof. Dariusz Świecki. Jak podkreślił, metodyka prowadzenia postępowań przez rzeczników dyscypliny jest "co najmniej zastanawiająca". Podobnie, jak próby stawiania zarzutów za "eksces orzeczniczy". - Musze przyznać, że działania rzecznika zmierzają w bardzo niebezpiecznym kierunku. A to dlatego, że on próbuje wkraczać w granice sędziowskiej niezawisłości - podkreślał prof. Świecki.

Nie koniec jednak na tym, bo na celowniku rzecznika dyscypliny znalazł się także trzeci sędzia, Kamil Jarocki z Gorzowa Wlkp., który także zapytał unijny Trybunał o sędziowską niezawisłość w Polsce, w kontekście wdrażanych przez rządzących zasad postępowania dyscyplinarnego. A dokładnie, sąd chciał wiedzieć czy unijna "zasada państwa prawnego oraz standard niezawisłości wymagany dla zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w sprawach unijnych" nie są zagrożone, gdy rządzący wprowadzają wobec sędziów przepisy dyscyplinarne, które "nie spełniają wymogów rzetelności i nie zapewniają gwarancji niezależności organu dyscyplinarnego i niezawisłości jego członków". A to dlatego, że - według gorzowskiego sądu - władza wykonawcza ma "nadmierny wpływ na inicjowanie i prowadzenie postępowań dyscyplinarnych oraz obsadę stanowisk w sądzie dyscyplinarnym".

Rzecznik "Iustitii": działania na granicy groteski

Taka decyzja sądu spotkała się z natychmiastowym "odzewem" ze strony z-cy rzecznika dyscypliny, sędziego Radzika. Ten zażądał od prezesa gorzowskiego SO udostępnienia "uwierzytelnionego odpisu postanowienia sądu". Wszystko to - jak pisze rzecznik Radzik - "w związku z podjęciem czynności wyjaśniających w sprawie domniemanego ograniczania niezawisłości orzeczniczej przy wydawaniu postanowień o zwróceniu się do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi".

Działania sędziego Przemysława Radzika, z-cy rzecznika dyscypliny wprost ocenia sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia": "jest i straszno, i śmieszno". - To jest absolutnie oczywiste, że pismo rzecznika Radzika w sprawie sędziego Jarockiego to wstęp do dalszych kroków dyscyplinarnych wobec niego. Bo "ośmielił się" - w tych kategoriach chyba postrzega to rzecznik - zadać pytania do unijnego Trybunału Sprawiedliwości - mówił sędzia Przymusiński

- Cóż, sędziów Maciejewską i Tuleyę pan rzecznik "odfajkował" sobie wymyślonym przez siebie "ekscesem orzeczniczym" a teraz weźmie się za kolejną osobę i stworzy, jak przypuszczam, kolejny zarzut dyscyplinarny - podkreślał.

- Powiem szczerze, jest "i straszno, i śmieszno" bo te działania rzeczników dyscypliny ocierają się już o granicę groteski. Tak jak konstytucja stała się w ich ocenie - podobnie jak w ocenie KRS - "złem", tak "złem" stało się też zadawanie pytań prejudycjalnych. A do tego każdy sędzia polski, czyli także sędzia unijny ma pełne prawo a w niektórych sytuacjach ma wręcz taki obowiązek - wyjaśniał sędzia Przymusiński, który - dodajmy - sam znalazł się na celowniku rzecznika dyscypliny.

Rzecznik na tropie sędziów, którzy brali udział w "Pol'and'Rock"

Kolejnym powodem - nigdzie nie wyrażonym wprost - dla którego część sędziów znalazła się na celowniku rzecznika dyscypliny, jest ich udział w symulacjach rozpraw, jakie na festiwalu Jurka Owsiaka "Pol'and'Rock" w Kostrzynie nad Odrą organizowało Stowarzyszenie Sędziów "Iustitia". Symulacje odbywały się pod egidą Rzecznika Praw Obywatelskich, ich celem było przybliżenie festiwalowej publiczności tak prawa, jak specyfiki pracy sądów. Tyle że rzecznik dyscypliny uznał, że owe symulacje rozpraw to nie symulacje - a "parodie rozpraw".

Do złożenia wyjaśnień rzecznik wezwał wspomnianego już rzecznika Stowarzyszenia "Iustitia" Bartłomieja Przymusińskiego oraz prezesa Stowarzyszenia Krystiana Markiewicza - obu z powodu bliżej nieokreślonych "wypowiedzi medialnych". Obaj brali udział w symulacjach rozpraw na festiwalu Owsiaka. Podobnie, jak sędzia Monika Frąckowiak z Poznania czy Olimpia Barańska-Małuszek z Gorzowa Wlkp.

Kolejnym, ściganym "tropem Owsiaka" jest sędzia Arkadiusz Krupa z Łobza, to jednak rzecznik Schab i jego zastępcy nieco - zdaniem sędziów - "pogubili się" w uzasadnianiu swojego zainteresowania Krupą.

Zarzuty rzeczników. Problemem rysunki, noszenie lub zdjęcie togi

Rzecznik dyscypliny sędzią Krupą interesuje się od dawna. Najpierw zażądał od niego wyjaśnień za satyryczne rysunki, jakimi sędzia obrazuje polską rzeczywistość na styku polityki i sądownictwa, w cyklu "Ślepym Okiem Temidy". Według rzecznika, sędzia w ten sposób "przekroczył granice przynależnej sędziemu swobody wypowiedzi". Później okazało się, że będzie on miał kolejne postępowanie wyjaśniające, bo uczestniczył w symulacji rozprawy sądowej podczas Festiwalu Pol'and'Rock (dawny Woodstock) Jurka Owsiaka z WOŚP w Kostrzynie nad Odrą.

Nie dość, że z-ca rzecznika dyscypliny Przemysław Radzik zarzucił sędziemu Krupie udział w "parodii rozprawy", to uznał do tego, że "przewinieniem dyscyplinarnym" było założenie prawdziwej sędziowskiej togi na symulowaną rozprawę sądową podczas festiwalu Owsiaka. "Założenie stroju urzędowego w postaci togi i łańcucha z wizerunkiem orła naruszało powagę sprawowanego urzędu i stanowiło ujmę godności sędziego" - pisał na początku października zastępca rzecznika, żądając od sędziego Krupy wyjaśnień na piśmie.

Jednak - jak się okazało - jeszcze inne zarzuty chce stawiać sędziemu przełożony zastępcy Radzika - sędzia Schab. Według niego, okazało się, że problemem nie jest noszenie togi, co pierwotnie zarzucał sędziemu zastępca rzecznika Radzik, a właśnie - tejże togi brak.

"Obserwujemy wszak sędziego Arkadiusza Krupę, występującego przed publicznością w stroju gimnastycznym, na który nałożono łańcuch z godłem państwowym. Postępowanie to zasadniczo podważa cel edukacyjny opisywanej akcji, negując fundamenty szacunku dla sądu, który winien cechować stosunek obywatela do wymiaru sprawiedliwości, jako warunek jego właściwego funkcjonowania" - informuje nas rzecznik Schab, posiłkując się nagraniem z wspomnianej symulacji rozprawy na festiwalu Jurka Owsiaka.

Dodajmy, że sędzia Krupa miał na sobie czarny t-shirt i dżinsowe spodnie do kolan, a symulacja rozprawy odbywała się na przełomie lipca i sierpnia, gdy temperatury w Polsce przekraczały 30 stopni w cieniu. Wszystko działo się w polowych warunkach, w namiocie Rzecznika Praw Obywatelskich na festiwalu Pol'and'Rock. Pod koniec spotkania i symulacji sędzia Krupa stwierdził wprost: "tutaj sędziowie pokazują swoją ludzką twarz".

Prezes "Iustitii": rzecznicy już w piętkę gonią

Stawiane sędziemu Krupie zarzuty prof. Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia" określił wprost jako "wydumane". - Dotyczy to tak tego, jak innych postępowań sędziów przed rzecznikami, które się ostatnio mnożą. Sami rzecznicy, jak można wnosić z pewnej płynności i zmienności zarzutów wobec sędziów, chyba już w piętkę gonią. Oczywiście można robić postępowania dyscyplinarne, bo ktoś miał na sali rozpraw guzik krzywo zapięty albo togę źle wyprasowaną, ale to jest przecież tragikomedia - podkreślał sędzia Markiewicz.

Sędzia stwierdził też, że skoro rzecznik dyscypliny tak wielką wagę przywiązuje do godności zawodu sędziego, powinien zastanowić się nad działaniem swojego urzędu.

- Gdy popatrzymy na zachowanie tej "kasty ministerialnej", to właśnie to jest niszczenie autorytetu sędziego! To coś, co przynosi sędziemu hańbę! I na tym pan rzecznik powinien się skupić - podkreślał prezes "Iustitii". - Poza tym widać wyraźnie, że te postępowania dyscyplinarne są prowadzone "w ciemno", bez konkretnych zarzutów, byle tylko ścigać. A za co? To się "po drodze wymyśli" - kwitował prezes "Iustitii".

Były rzecznik KRS "solą w oku" rzecznika dyscypliny?

Sędzia Waldemar Żurek to twarz protestów przeciw zmianom w sądownictwie oraz były rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, której skład został odwołany na początku minionego roku, przed upływem gwarantowanej konstytucją kadencji. Gdy nowa, powołana przez polityków (głosami PiS i Kukiz'15 - red.) Rada rozpoczęła urzędowanie, głośno było o "dowcipie" jaki rzucił reprezentujący w KRS prezydenta sędzia Wiesław Johann. Polecił on mianowicie nowemu rzecznikowi Rady, sędziemu Maciejowi Miterze, by - zanim zajmie gabinet byłego rzecznika tej instytucji - "przetarł fotel po Żurku".

Sam sędzia, pracujący w krakowskim Sądzie Okręgowym, o możliwych fatalnych skutkach wdrażanych przez PiS zmian w sądownictwie mówi dużo i głośno. I ponosi tego konsekwencje. Jego oświadczenie majątkowe dokładnie sprawdzało CBA a teraz zainteresował się nim sędziowski rzecznik dyscypliny. Powód to fakt, że sędzia - wbrew woli przeniesiony przez nową prezes krakowskiego sądu do innego wydziału - odmawiał podjęcia w nim czynności do czasu, aż jego odwołania od decyzji przełożonej nie rozpatrzy KRS. Gdy Rada odmówiła zajęcia się sprawą sędziego Żurka, ten natychmiast zaczął orzekać w nowym wydziale.

Prezes krakowskiego "okręgu", mianowana przez Zbigniewa Ziobrę Dagmara Pawełczyk-Woicka, uznała jednak, że sędzia odmówił wykonania polecenia przełożonego i zawnioskowała do rzecznika dyscypliny o wszczęcie wobec sędziego Żurka postępowania. Najpierw sprawę miał rozpoznać lokalny rzecznik przy Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, jednak przejął ją główny rzecznik, sędzia Piotr Schab.

Wszystko dlatego, że środowisko krakowskich sędziów murem stoi za Waldemarem Żurkiem i wielokrotnie dawało temu wyraz, także w oficjalnych uchwałach. Zaś po przejęciu sprawy Żurka przez dyscyplinarną "centralę" szybko okazało się, że rzekome nieposłuszeństwo wobec prezes sądu nie będzie jedynym zarzutem. Rzecznik uznał bowiem, że wyjaśnić należy także to, czy sędzia Żurek - po sprzedaży ciągnika kilka lat temu - złożył odpowiednią deklarację podatkową. Rzecznik będzie też badał, dlaczego sędzia Żurek wziął udział w publicznej debacie o praworządności, która odbyła się jesienią w Lublinie. Sędzia przemawiał tam razem z Igorem Tuleyą.

Ściganie "tropem Tuleyi"?

Kolejnym pretekstem do ścigania sędziów z całej Polski są ich zbyt bliskie kontakty z wyjątkowo niepopularnym wśród rządzących Igorem Tuleyą. To sędzia, który w pamięć polityków PiS zapadł już w 2013 roku. Wtedy właśnie, sądząc w sprawie oskarżonego o korupcję doktora Mirosława G. - tego samego, który w świetle kamer wyprowadzany był ze szpitala w kajdankach - sędzia stwierdził, że sposób przesłuchiwania tak oskarżonego, jak świadków "budzi skojarzenia z metodami największego stalinizmu".

Słowa te padły podczas przedstawiania ustnego uzasadnienia wyroku, skazującego Mirosława G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Pracę organów ścigania, konkretnie CBA (za czasów poprzednich rządów PiS, między 2005 a 2007 rokiem - red.) sędzia ocenił wprost. - Nocne przesłuchania, zatrzymania i taktyka organów ścigania w sprawie doktora Mirosława G. może budzić przerażenie - mówił. - To budzi skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami stosowanymi w latach 40-tych i 50-tych. Czasach największego stalinizmu - podkreślał wtedy sędzia Tuleya.

Kolejny raz sędzia wbił się politykom PiS w pamięć, gdy orzekał w sprawie "posiedzenia Sejmu", które PiS - wobec blokady sali plenarnej przez polityków opozycji w grudniu 2016 roku - zwołał w Sali Kolumnowej. Prokuratura śledztwo umorzyła, a sędzia Tuleya uznał, że należy je bezwarunkowo wznowić. Podczas ustnego uzasadniania wyroku wygłosił zdania, które już stały się słynne: - Wtedy, 16 grudnia pogrzebano demokrację. Bezkarnie zgwałcono prawo. Tamtej nocy umarła zwykła ludzka przyzwoitość - podsumował.

Te słowa nowi członkowie KRS uznali za przejaw "pozasądowej działalności politycznej" sędziego i zamierzają zbadać jego postawę podczas posiedzeń Komisji Etyki w KRS. Sam sędzia skwitował to krótko: - To, co obecnie nazywane jest KRS to organ niekonstytucyjny, w którym sędziowie zostali wybrani niezgodnie z tym, co stanowi ustawa zasadnicza - powiedział Onetowi Tuleya. Sam ma, jak już wspomnieliśmy, już siedem postępowań wyjaśniających i dyscyplinarnych - jednak rzecznik ściga także tych, którzy z Tuleyą współpracowali.

Takim przykładem jest sędzia z gdańskiej "apelacji", Włodzmierz Brazewicz, który prowadził otwarte spotkanie z Igorem Tuleyą w Europejskim Centrum Solidarności. Jego pełnomocnika - podobnie, jak pełnomocnika sędziego Tuleyi podczas innego przesłuchania - zastępca rzecznika dyscypliny po prostu wyrzucił z sali, twierdząc, że nie ma potrzeby, by mecenasi w tych czynnościach uczestniczyli.

Spotkanie z rzecznikiem było protokołowane i nagrywane kamerą, choć prawo wyraźnie stanowi, że na etapie postępowania wyjaśniającego sędzia może jedynie złożyć wyjaśnienia na piśmie. A i to tylko wtedy, gdy wyrazi taką wolę. Jednak rzecznicy dyscyplinarni w ogóle się tym nie przejęli - przesłuchania trwały w identycznej formie. O wyjaśnienie tych działań rzecznika dyscyplinarnego wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Adam Bodnar. - Prawo do obrony jest tak fundamentalne, że zawsze w takich jak ta sytuacjach trzeba te szczegółowe pytania zadać - mówił Onetowi dr Bodnar.

Przypomniał, że prawo do obrony zawsze oznacza obecność pełnomocnika, dlatego jego wykluczenie z przesłuchania wydaje mu się całkowicie bezpodstawne. - Jedyne, co pozostaje w takich sytuacjach, to sprawdzać, dokumentować, nagłaśniać, protestować i przypominać, jaki jest standard praw człowieka - mówił Onet.pl RPO.

- To o tyle ważne, że dziś mamy tych postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów około kilkanaście, ale za chwilę może ich być kilkadziesiąt, a wtedy może zabraknąć energii na społeczny protest w każdym przypadku. Dlatego tak ważne jest nagłaśnianie tych działań, które nie licują ze standardami państwa demokratycznego - zaznaczał dr Bodnar.

Dyscyplinarka za udział w wyborach? "Sytuacja jest mocno kafkowska"

Podkreślmy, że aby sędzia znalazł się "w zainteresowaniu" sędziowskich rzeczników dyscypliny, wystarczy niekiedy, by po prostu korzystali ze swych obywatelskich praw. Jednym z nich jest bierne prawo wyborcze, czyli kandydowanie w wyborach. Tak właśnie zrobił sędzia Jarosław Gwizdak z Katowic, który chciał zostać radnym oraz prezydentem tego miasta. Jako kandydat bezpartyjny zajął wysokie, trzecie miejsce po kampanii, którą przeprowadził za niewielkie pieniądze, bez wsparcia żadnej partii, przy pomocy przyjaciół i zwolenników.

Po bezpłatnym urlopie - wziętym na czas kampanii - sędzia wrócił do orzekania w katowickim Sądzie Rejonowym. Krótko potem prezes jego sądu dostała wezwanie od sędziowskiego rzecznika dyscypliny, który zażądał akt osobowych sędziego i opinii służbowej na jego temat. - Ja nadal nie wiem, o co w tym postępowaniu chodzi, nikt mnie oficjalnie o niczym nie powiadomił - mówił sędzia Gwizdak.

- Mój problem polega na tym, że w tym postępowaniu - co do którego pewne jest tylko to, że się toczy - ja nie jestem chyba traktowany jako podmiot. Raczej jako przedmiot. To jest czysto kafkowska sytuacja, jestem jak Józef K. bo nie wiem nawet, dlaczego rzecznik je wszczął, w jakiej sprawie ani co ma mi do zarzucenia. O samym postępowaniu w mojej sprawie dowiedziałem się w zasadzie nieoficjalnie - podkreślał.

Jak dodał, fakt że rzecznik pyta o okoliczności udzielenia mu urlopu bezpłatnego na czas kampanii wyborczej w oczywisty sposób pozwala domyślić się, z jakiego powodu postępowanie zostało wszczęte. - Tyle że ja także, jako sędzia, mam pełne prawa wyborcze i mogę kandydować na urząd posła, senatora czy radnego. Wybrałem tę ostatnią opcję, kandydowałem też na urząd prezydenta miasta. Mam wrażenie, że decydentów zabolało jedno. To, że dostałem w tych wyborach tak duże poparcie - podkreślał sędzia Gwizdak, którego w wyborach poparło ponad 12 tysięcy osób, czyli ponad 11 proc. wyborców z Katowic. - Ja mam być modelowym przykładem tego, co może stać się z tymi sędziami, którzy kiedyś chcieliby spróbować zrobić coś więcej poza orzekaniem. Wyjść do ludzi. Jak jeden z tych "zbyt aktywnych", czytaj: sędzia Gwizdak się wychyli i dostanie od rzecznika "po łbie", to kolejni dwa razy się zastanowią, zanim jakiejś aktywności publicznej spróbują - dodawał.

Żona Jaśkowiaka uniewinniona. Słowa sędziego pod lupą rzecznika

Sędzia Sławomir Jęksa z Poznania był tym, który w II instancji uniewinnił żonę prezydenta miasta Jacka Jaśkowiaka z zarzutu użycia podczas manifestacji wulgarnego słowa. Joanna Jaśkowiak stwierdziła publicznie, że jest "wkur....a" na to, co robi rząd PiS. W I instancji skazano ją na grzywnę, jednak później sędzia Jęksa uznał, że należy ją uniewinnić.

- Obwiniona, owszem, użyła słów wulgarnych, które były słyszane przez dzieci, co jest oczywistym złem. Ale znacznie większym złem jest to, co dzieje się w Polsce. Mamy ciąg naruszeń konstytucji w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, przejmowaniem instytucji konstytucyjnych, naruszaniem zasady trójpodziału władzy i odmową publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego - wymieniał sędzia Jęksa.

Jego słowa badał najpierw lokalny, poznański rzecznik dyscypliny, ale nie znalazł podstaw, by wszcząć postępowanie. Główny rzecznik dyscypliny przejął sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Prokurator ścigany za uczenie o konstytucji, radca - za dyskusję w sieci

Postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorów za uczenie młodzieży o konstytucji i trójpodziale władzy? Tu dobrym przykładem jest sytuacja prokuratora w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakuły, który na spotkaniu z uczniami mówił o ustawie zasadniczej. Krótko potem jego aktywnością zajął się rzecznik dyscyplinarny Prokuratury Generalnej. Zastępczyni rzecznika, prok. Małgorzata Nowak napisała do Stowarzyszenia im. Prof. Hołdy, które akcję uczenia o konstytucji organizuje, że podjęła czynności "mające na celu ustalenie znamion przewinienia dyscyplinarnego prokuratora".

Nie koniec na tym, bo gdy jesienią trzy panie prokurator z Warszawy zapytały przełożonego, czy mogą w podobnych zajęciach edukacyjnych dla młodzieży wziąć udział - odpowiedź była odmowna, bez podania przyczyn.

Niedawno okazało się też, że postępowanie dyscyplinarne może mieć znany obrońca niezależności sądów i krytyk działań władzy na tym polu, prof. Sławomir Matczak. Jak napisał portal wpolityce.pl Ministerstwo Sprawiedliwości zawnioskowało do rzecznika dyscypliny, by wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie prof. Matczaka. Wszystko z powodu internetowej dyskusji radny z blogerem Piotrem Wielguckim, znanym jako "Matka Kurka". Po tym, jak bloger w niewyszukanych słowach ocenił działanie prawnika, prof. Wojciecha Sadurskiego - w obronę wziął go prof. Matczak. Napisał do Wielguckiego, że jego słowami - jako modelowym przykładem mowy nienawiści - powinna zająć się uczelnia, na której prawo studiować ma córka blogera. Krótko potem prof. Matczak wysłał do kobiety list z przeprosinami.

Rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Izby Radców Prawnych odmówił wszczęcia postępowania w tej sprawie. Jak podkreślił, wystarczy ostrzeżenie, udzielone prof. Matczakowi. To jednak nie wystarczyło Ministerstwu Sprawiedliwości - które poleciło ponowne wszczęcie postępowania, bo prof. Matczak miał rzekomo wykazać "brak dbałości o godność zawodu radcy prawnego w życiu publicznym i prywatnym".

Słynny "efekt mrożący"

Sędziowie i prawnicy, o których piszemy nie mają jeszcze formalnych zarzutów dyscyplinarnych - toczące się postępowania jednak tym właśnie mogą się zakończyć. Zaś w takiej sytuacji scenariusz wydalenia tych "niepokornych" z zawodu staje się całkowicie realny. Dokonać tego może nowa Izba Dyscyplinarna w Sądzie Najwyższym. Trafili do niej głównie prokuratorzy, którzy wcześniej współpracowali z ministrem Ziobrą.

Większość środowiska sędziowskiego konsekwentnie wspiera "dyscyplinowanych" przez rzecznika - głównie poprzez oficjalne uchwały, przyjmowane przez zgromadzenia sędziów w całej Polsce.Zaś działania rzecznika dyscypliny - konkretnie, sposób w jaki prowadzi on postępowania - krytycznie ocenił zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich, jak Komitet Obrony Sprawiedliwości, Forum Współpracy Sędziów czy stowarzyszenia sędziowskie - "Iustitia" i "Themis". Aktywność rzecznika i jego zastępców wszystkie te instytucje i organizacje uznały za "próbę zastraszenia środowiska" oraz "niedopuszczalną formę nacisku na sędziów".

Źródło: Onet.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA