Przypomnijmy: po tym, jak irlandzki sąd nabrał wątpliwości, czy może wydać Polsce naszego obywatela ściganego za handel narkotykami, sprawą zajął się Trybunał Sprawiedliwości UE, odpowiadając na pytanie prejudycjalne.
Czytaj także: Holandia wstrzymuje wydanie Polaków. Chodzi o praworządność
Mimo oczekiwań krytyków działań PiS, odpowiedź TSUE była bardzo zachowawcza. Trybunał nie dopatrzył się zagrożeń dla sprawiedliwego procesu nad Wisłą w tej sprawie, w konkluzji jednak stwierdził, że sądy krajów Wspólnoty mają prawo oceniać ryzyko nieprawidłowości w procesach, zanim podejmą decyzję o realizacji ENA.
W praktyce taka wypowiedź TSUE otworzyła sądom innym krajów możliwość weryfikowania, czy kraj przyjmujący spełnia standardy praworządności, zanim zostanie podjęta decyzja. Dotychczas mechanizmy ENA działały niejako automatycznie, na zasadzie wzajemnego zaufania.
Irlandzki sąd właśnie doczekał się odpowiedzi poznańskiego sądu w tej sprawie. Ten stwierdził, że nie ma w jego przypadku mowy o zagrożeniu niezależności i niezawisłości sędziowskiej. Podobne pytania przyszły ostatnio od hiszpańskiego i holenderskiego sądu. To pierwsze trafiło do placówki w Rzeszowie, której prezesem jest członek nowo wybranej Krajowej Rady Sądownictwa.
I raczej trudno oczekiwać, aby sędziowie byli skłonni kwestionować swoją niezawisłość oraz niezależność sądu, w którym pracują. Czym innym jest bowiem generalne, abstrakcyjne stwierdzanie, że niezawisłość jest zagrożona, a czym innym odniesienie się do konkretnych przykładów czy zachowań z własnego podwórka.
Dlatego należy się spodziewać, że kolejne odpowiedzi na pytania zagranicznych sądów mogą być podobne jak w przypadku irlandzkim. A z czasem takich pytań może być coraz więcej. Średniorocznie kierujemy do unijnych sądów ponad 500 wniosków o ENA, czyli więcej niż jeden dziennie. W rezultacie im więcej pytań i podobnych odpowiedzi, tym, paradoksalnie, PiS może mieć więcej argumentów, że przeprowadzone reformy wcale nie zaszkodziły praworządności w Polsce.