fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Chciał z zemsty zabić prokuratora. Skazany na 13 lat

Prokurator Dariusz Barski blisko dwie dekady temu postawił Markowi P. ponad 50 zarzutów dotyczących brutalnych przestępstw
Fotorzepa, Rafał Guz
Groźny gangster nakłaniał do zgładzenia oskarżyciela, który posłał go za kraty. Wyrok sądu: 13 lat więzienia

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Marka P. za podżeganie do zabójstwa prokuratora Dariusza Barskiego, który blisko dwie dekady temu oskarżył go w sprawie gangu dokonującego zabójstw i rozbojów z bronią w ręku na biznesmenach. Skazany poprzysiągł mu zemstę i do wykonania planu chciał wciągnąć pierwszoligowego łódzkiego gangstera. „Rzeczpospolita" dotarła do szczegółów tej nietuzinkowej sprawy, która mogłaby posłużyć jako scenariusz do sensacyjnego filmu.

Obsesja gangstera

O szykowanej przez Marka P. zemście na Dariuszu Barskim zawiadomił prokuraturę w 2017 r. adwokat Witold B., którego P. wynajął, by go wyciągnął z więzienia. Gdy okazało się to nierealne, bo Marek P. odsiadywał wyrok za ciężkie przestępstwa, zażądał, by mecenas przekupił sędziego łapówką w wysokości 20 tys. zł i tak „kupił" mu wolność. Kiedy adwokat się nie zgodził, P. zaczął go nękać i grozić mu śmiercią. Przerażony mecenas zapytał o Marka P. innego swojego klienta – Wojciecha S., a ten nieoczekiwanie wypalił, że P. „planował napad i zabójstwo prokuratora Dariusza Barskiego".

Ruszyło śledztwo, które przejął dolnośląski wydział ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, prowadziło je Centralne Biuro Śledcze Policji. Na telefon, z którego zza więziennych murów Marek P. dzwonił do rodziny i znajomych, założono podsłuchy, przesłuchano Wojciecha S. Wtedy na jaw wyszły zaskakujące fakty.

Wojciech S. należał do tzw. zbrojnego ramienia łódzkiej ośmiornicy (był skazany za głośne zabójstwo „Grubego Irka"). Jesienią 2014 r. los zetknął go z Markiem P. – trafili do jednej celi aresztu w Piotrkowie Trybunalskim. Znaleźli wspólny język, obaj mieli na koncie poważne przestępstwa, m.in. zabójstwa. „Mieliśmy sporo główek" – żartowali.

To podczas odsiadki Marek P. zdradził kompanowi „spod celi" swój plan zgładzenia prokuratora Barskiego.

– P. twierdził, że mu nie daruje, że go „zajeb...", bo prokurator go oszukał w kwestii wyjścia z więzienia i przez niego siedzi dłużej niż powinien – opowiadał Wojciech S. Z jego relacji wynikało, że Marek P. „pałał nienawiścią do prok. Barskiego", który oskarżał go w sprawie napadów i morderstw. „To wręcz była obsesja" – zeznał śledczym S. i opowiedział, jak P. chciał wciągnąć go do planu zgładzenia prokuratora.

Szkic posesji i domu

Marek P. zaproponował mu, by razem napadli na dom Barskiego i go zabili. Zachęcał S., mówiąc, że prokurator to człowiek majętny i ma w domu wiele cennych przedmiotów, więc napad się opłaci – wynika z zeznań Wojciecha S.

Ale napad był tylko wabikiem, głównym celem Marka P. było zabicie prokuratora.

Wojciech S., wielokrotnie karany za napady z bronią, do pomysłu się zapalił ze względu na przyszłe łupy. W zabójstwo nie chciał się angażować.

Plan zemsty był realny – twierdzą śledczy. Koniec kary obu gangsterów upływał ok. 2020 r. Marek P. sporządził odręczny szkic posesji, wiodącej do niej drogi i domu prokuratora Barskiego – z detalami umieścił charakterystyczne elementy. Skąd miał tak świetne rozeznanie, siedząc w kryminale? To do dziś tajemnica.

Szkic był „cyzelowany" – znający tę okolicę Wojciech S. naniósł na nim m.in. drogę na skróty, prowadzącą w ten rejon, o której nie wiedział P.

Dla Marka P. napad stanowił jedynie pretekst, by przy jego okazji „wyrównać rachunki z Barskim". „Oczywistym było to, że chodziło o to, by go zabić, konkretnie zastrzelić. Ja wszystkich przestępstw dopuściłem się z użyciem broni" – mówił śledczym Wojciech S. Żądny zemsty gangster liczył, że S. pomoże mu dostać się do domu i zatrzeć ślady zbrodni.

Kiedy P. zaczął natarczywie domagać się deklaracji pomocy w zabójstwie, S. wystąpił o przeniesienie do innej celi.

O tym, że plan zgładzenia śledczego nie był fikcją zdaniem prokuratury świadczą także zapiski Marka P., z których wynika wręcz obsesyjna nienawiść do Barskiego. Chęci zemsty nie krył też w rozmowach telefonicznych z rodziną i znajomymi, gdzie w pełnych wulgaryzmów słowach mówił o „zrobieniu dzikiego zachodu" i „ucinaniu rączek". W kontekście zemsty rzucał słowa: „trup, Wołyń, Katyń".

Prokurator naraził się Markowi P., bo w 2004 r. oskarżył go i doprowadził do jego skazania. P. dostał karę 11 lat i 11 miesięcy więzienia – stosunkowo łagodną, bo skorzystał z instytucji tzw. małego świadka koronnego (był to najwyższy wymiar, o jaki prokurator mógł w tym przypadku wnosić).

Prok. Barski postawił Markowi P. ok. 50 zarzutów (dotyczących brutalnych przestępstw, także z użyciem broni maszynowej). Raz P. sam oddał śmiertelny strzał, kiedyś wtargnął do kabiny kierowcy tira, Brytyjczyka, i strzelił mu w brzuch (kierowca przeżył, bo w kabinie włączył się alarm). Sytuacje, w których ofiary zginęły P., uznawał za „wypadki przy pracy".

Jednak w dużej mierze dzięki wyjaśnieniom Marka P. prok. Barski w 2004 r. oskarżył 30 gangsterów, wielu o statusie „N" (wszyscy w 2015 r. zostali skazani, także na dożywocie).

Skąd obsesyjna nienawiść P?. Liczył, że współpraca z prokuraturą w tej sprawie zapewni mu bezkarność za wszystkie inne przestępstwa.

Prok. Barski oskarżał Marka P. także w odrębnym procesie, który dotyczył unikania przez P. odbycia orzeczonej wcześniej kary pozbawienia wolności (trwało do to czasu, gdy we wrześniu 2006 r. Dariusz Barski został Prokuratorem Apelacyjnym w Łodzi. Odtąd nie miał już styczności z P.).

Odsiadka za pieniądze

Sprawa „unikania odsiadki" sięga początków przestępczej „kariery" Marka P., i pokazuje jakich metod się chwytał, by nie iść za kraty. Śledztwo zainicjowane przed laty przez szeregowego wtedy prokuratora łódzkiej okręgówki jakim był prok. Barski, miało nieszablonowy charakter.

W 2002 r. na policję zgłosił się mężczyzna twierdząc, że uczestniczył w rozboju z użyciem broni, a ofiarę miał zabić Marek P., z którym popełniał on też inne przestępstwa. Teraz mężczyzna zgłosił się z obawy, że P. pozbędzie się go jako „niewygodnego świadka".

Weryfikując te sensacje ustalono, że Marek P. odbywa karę 2,5 roku więzienia za kradzieże samochodów z lat 90., więc nie mógł popełnić czynów o jakich mówił mężczyzna. Jednak drążąc sprawę odkryto, że wyrok za P. odsiaduje ktoś inny, a on w najlepsze działa w półświatku.

Jak później ustalono, w latach 1992-93 Marek P zorganizował gang, który kradł luksusowe samochody na zachodzie Europy na zlecenie mafii leningradzkiej i przerzucał je do Rosji. Zlecenia mafii były bardzo konkretne – np. co do koloru czy standardu auta. Kiedy coś się nie zgadzało się z zamówieniem, kierowca, który dostarczył wóz, został dotkliwie pobity, z Marek P. musiał zapłacić wysoką karę finansową. Sam P. przyznał, że tak przerzucił ok. 70 luksusowych aut.

Wyroku za udział w gangu samochodowym, P. nie miał ochoty odbyć. Korumpował lekarzy, którzy za łapówki wystawiali mu fałszywe dokumenty pozwalające uniknąć odsiadki, a gdy to nie pomogło sfingował wypadek samochodowy w którym miał zostać ranny, oraz próbę samobójczą po której rzekomo trafił do szpitala. W rzeczywistości wypadek i samobójstwo sfingował wynajęty przez niego niejaki Jarosław Ch. (podając się za Marka P.) i to on ostatecznie za pieniądze zgłosił się do kryminału z podrobionym dowodem by odsiedzieć wyrok za P. Tak wyjaśniła się zagadka - kiedy P. rzekomo siedział w kryminale, w istocie prowadził przestępcze biznesy. Niewiele brakowało, by Jarosław Ch. wyrok za Marka P. odsiedział w całości. Ostatecznie kiepsko na tym wyszedł – został skazany na 2,5 roku więzienia, a zakład karny pozwał go o zwrot kosztów jego „pobytu" za kratami.

Niezdrowa ciekawość

W czwartek Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uznał dowody za przekonujące, wymierzył Markowi P. wysoką karę, bo czynów dopuścił się w warunkach recydywy.

Za podżeganie do zabójstwa prok. Barskiego sąd wymierzył P. 12 lat więzienia, za namawianie do skorumpowania sędziego dwa lata, za groźby wobec adwokata półtora roku. – Sąd wymierzył Markowi P. karę łączną 13 lat pozbawienia wolności – podaje nam sędzia Agnieszka Leżańska, rzeczniczka piotrkowskiego sądu.

Sam P. się nie przyznał – mówił, że miał żal do prokuratora, ale nie taki, by chcieć go zabić. Sporządził szkic posesji i domu z powodu „niezdrowej ciekawości". Skąd znał adres, dojazd, rozkład – nie zdradził.

Dariusz Barski jest dziś doradcą ministra sprawiedliwości. Nie chciał komentować wyroku na Marka P.

Za pierwszego rządu PiS Barski był prokuratorem krajowym, w 2015 r. – przedstawicielem prezydenta Andrzeja Dudy w Krajowej Radzie Prokuratury.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA