fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Prawa kobiet: zgwałcenie a zgoda na seks

Adobe Stock
Opowieść podręcznej autorstwa Margaret Atwood, choć napisana w latach 80. minionego wieku zyskała drugie życie za sprawą Donalda Trumpa i jego pogardliwych wypowiedzi na temat kobiet oraz zainspirowanego nimi scenariusza serialu pod tym samym tytułem.

Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości, na terenie Stanów Zjednoczonych, na których, po obaleniu rządu, zostaje wprowadzona Republika Gileadu. Rządy przejmują skrajnie konserwatywni fanatycy, wprawdzie odwołujący się w swoim życiu i działalności do Biblii, ale faktycznie wprowadzający reguły nacjonalizmu i podziałów kastowych. Przy niemal powszechnej bezpłodności kobiet rozmnażanie możliwe jest tylko za sprawą nielicznej grupy zdolnej do rozrodu. Podręczne, bo o nich mowa, nie posiadają własnej podmiotowości, noszą nadane im imiona, są posłuszne, pozostają we władaniu swych panów, a ich jedyna życiowa rola (do której odnoszą się rygorystyczne ramy czasowe) sprowadza się do tego, by współżyły, płodziły, a następnie rodziły potomstwo, oddawały je na wychowanie, a w końcu znikały z pola widzenia. Podręczne nie podnoszą wzroku i nie mają prawa do swobodnego wypowiadania się.

Kobiety pozbawione podmiotowości i sprowadzone do roli ludzkich inkubatorów, których losy można śledzić w serialu „Opowieść podręcznej" wywołują ciarki, niedowierzanie i sprzeciw. Mało kto dopuszcza do siebie myśl, że w otaczającym nas świecie możliwa jest rzeczywistość, w której człowiek mógłby być traktowany jak przedmiot, jego zdanie nie brane byłoby pod uwagę, zaś wywołany niemożliwym do zmiany położeniem brak jednoznacznego sprzeciwu wobec wyrządzanej mu krzywdy traktowany jako pogodzenie się z losem.

Jak się okazuje, rzeczywistość, w której kobietę tak się traktuje, jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Irlandzki sąd głosami składającej się z ośmiu mężczyzn i czterech kobiet ławy przysięgłych uniewinnił 27-latka oskarżonego o zgwałcenie siedemnastolatki. Wprawdzie, nie znając akt sprawy, trudno stwierdzić, czy wyrok był oparty na stanie faktycznym prawidłowo ustalonym na podstawie zgromadzonych dowodów, pewne jest jednak to, iż jednym z nich okazała się bielizna ofiary. W swojej mowie końcowej obrońca oskarżonego wywodziła, że jej zdaniem sędziowie przysięgli próbowali udzielić sobie odpowiedzi na pytanie, czy są w stanie wykluczyć możliwość, że kobieta brała pod uwagę zbliżenie z oskarżonym i na to się dobrowolnie zgodziła, jeśli zważyć na to, jak była ubrana.

Wskazać wypada, że prawniczka nie posłużyła się w tym wypadku popularnym argumentem minispódniczki, wysokich szpilek czy głębokiego dekoltu, jakże często prowadzącym do obdzielenia winą za zgwałcenie nie tylko sprawcy przestępstwa, lecz i jego ofiary. Zdaniem obrońcy zgoda pokrzywdzonej na seks mogła zostać wywiedziona z tego, iż miała na sobie stringi z koronkowym frontem. Jak można się domyślać, pokrzywdzona w czasie zdarzenia nie wypowiedziała słów: „nie chcę seksu", albo „nie wyrażam zgody na zgwałcenie".

Dopuszczając do siebie myśl, że bielizna kobiety może przesądzać o przypisywaniu jej zgody na współżycie, w sposób subtelny, lecz jednoznaczny oddalamy się od zasady równouprawnienia kobiet, stając w opozycji do praw człowieka, a frontem do koncepcji Janusza Korwina-Mikke stanowiącej, iż kobietę zawsze się trochę gwałci. Wśród prawników już teraz są spory, czy zgwałcenie żony jest karalne. Nie stanie się to nagle. Nic się nie zmienia nagle. Jednakże, jak mówi Freda, jedna z podręcznych, pamiętajmy, że w stopniowo podgrzewanej wannie można ugotować się na śmieć.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA