fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jacek Trela, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej ocenia rządy PiS w zakresie sądownictwa

Jacek Trela
tv.rp.pl
To, co zrobiono w sprawach dotyczących sądownictwa, musi być ocenione negatywnie. To nie tylko wydłużenie czasu rozpoznawania spraw.

W niedzielę, 13 października, my – obywatele, będziemy mieli wpływ na ukształtowanie sceny politycznej. To dobry czas na podsumowanie rządów ostatnich czterech latach, co może być pomocne przy decyzji, na kogo zagłosujemy. Większość z nas z pewnością wie, na kogo w niedzielę odda głos. Zawsze jednak jest grupa niezdecydowanych wyborców. Dla niej istotne może być, czy reforma służby zdrowia wymaga jeszcze dwóch, a może trzech kadencji, jak ostatnio powiedział przywódca ugrupowania rządzącego. 12 lat potrzebnych do zmian w służbie zdrowia brzmi wyjątkowo pesymistycznie. To wyrok dla wielu chorych, czekających miesiącami na wizyty u lekarzy specjalistów, bądź na badania specjalistyczne.

Obecnie sprawy w sądzie trwają dłużej niż kilka lat temu

A ile trzeba czekać na wyrok w sądzie? To w sądach rozstrzygają się dla wielu najważniejsze sprawy. Sprawy o przywrócenie do pracy, bo pracodawca wyrzucił z niej pracownika bezprawnie, o odszkodowania za utratę zdrowia przez błędy medyczne, przeciwko nieuczciwym dłużnikom, rodzinne, w tym rozwodowe i o opiekę nad dziećmi, wreszcie, choć to nie koniec listy, sprawy spadkowe. Moje obserwacje jako adwokata zajmującego się sprawami sądowymi, prowadzą do wniosku, że obecnie sprawy trwają dłużej niż jeszcze kilka lat temu.

Ale może mój punkt widzenia nie jest obiektywny, bo patrzę z perspektywy prowadzonych przeze mnie spraw w sądach warszawskich? Sięgnąłem zatem do statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości. Okazuje się, że w sądach rejonowych, tych, w których rozpoznawanych jest najwięcej spraw, czas oczekiwania na wyrok, porównując stan z 2015 r. do 2017 r. , wydłużył się o 42 procent. To w 2015 r. doszło do zmiany układu politycznego. Wtedy do władzy doszła koalicja polityczna, głosząca potrzebę zmian w wymiarze sprawiedliwości. Za zbyt wolne rozpoznawanie spraw obwiniano środowisko sędziowskie, jakoby skażone wirusem postkomunizmu. Na Kongresie Prawników Polskich w Katowicach w 2017 r. powiedział o tym jeden z wiceministrów sprawiedliwości, co spowodowało opuszczenie sali przez wielu uczestników. Sędziowie to obecnie głównie ludzie młodzi, 35–40-letni. Mówienie, że są skażeni przeszłym systemem brzmi jak kiepski żart.

W tym samym roku – 2017 – statystyki na temat „sprawności postępowań sądowych" zamieszczane w Informatorze Statystycznym Ministerstwa Sprawiedliwości pokazywały negatywne skutki wprowadzanych zmian. Najnowsze statystyki też nie napawają optymizmem. Tymczasem zamiast działań na rzecz przyspieszenia rozpoznawania spraw, podejmowano działania jałowe tworzące pozory reformy, a w rzeczywistości budujące podziały społeczne, podważające autorytet sądów, dzielące środowisko sędziowskie.

Budowanie konfliktu wokół TK i Sądu Najwyższego

Warto wspomnieć o decyzjach personalnych Sejmu i prezydenta, które skutkują tym, że istotna część prawników podważa kompetencje Trybunału Konstytucyjnego orzekającego w składach z udziałem osób, wobec których są zasadnicze wątpliwości co do legalności ich powołania na te funkcje. Niektórzy nazywają te osoby „dublerami". Dla zwyczajnych ludzi wracanie do sprawy Trybunału Konstytucyjnego może wydawać się odgrzewaniem spraw minionych, mało istotnych w codziennym życiu. Przecież tak niewiele spraw trafia do Trybunału Konstytucyjnego. Podobnie rzecz ma się z Sądem Najwyższym. Tu wprawdzie trafia więcej spraw niż do TK, ale nadal jest to niewiele w skali kilkunastu milionów spraw sądowych rocznie, rozpoznawanych przez sądy rejonowe i okręgowe. Tym niemniej wszystko, co działo się wokół Sądu Najwyższego, a w szczególności w sprawie pierwszej prezes SN, której kadencję próbowano skrócić wbrew konstytucji, nie mogło pozostać bez wpływu na kondycję całego wymiaru sprawiedliwości. Słabe statystyki są efektem budowania konfliktów wokół TK, Sądu Najwyższego, odwoływania prezesów sądów, choć obiecywano nam co innego.

Podważanie autorytetu wyroków sądowych

Na tym nie koniec złych skutków prowadzonej polityki. Wzrosły także opłaty sądowe, czyniąc trudniejszym dostęp do sprawiedliwości.

Nie mówiąc o Krajowej Radzie Sądownictwa – to rzecz na osobny felieton. To, co zrobiono w sprawach dotyczących sądownictwa, musi być ocenione negatywnie. To nie tylko wydłużenie czasu rozpoznawania spraw, ale także, a może przede wszystkim, podważenie autorytetu wyroków sądowych. Zaczęło się od niepublikowania „niewygodnych" wyroków Trybunału Konstytucyjnego, a kończy się na niewykonaniu przez marszałka Sejmu wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego nakazującego ujawnienie list poparcia dla kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa.

Czy nie obiecywano nam skrócenia kolejek do lekarzy? Czy nie obiecywano skrócenia spraw sądowych? Czy nie miał być większy dostęp do sądu? Odpowiedzmy na te pytania swoim głosem w wyborach.

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA