fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Spartakiada prawników w Lublinie: adwokaci i radcowie razem nie tylko na boisku

Na lubelskiej Spartakiadzie oprócz tradycyjnych dyscyplin były też nietypowe, np. rzut beczką piwną.
Rzeczpospolita, Paweł Rochowicz
Arkadiusz Bereza: Spartakiada to okazja do integracji prawników różnych pokoleń i zawodów.

Rz: Był pan jednym z głównych organizatorów 28. Ogólnopolskiej Spartakiady Prawników Lublin 2017. Jak się udała?

Arkadiusz Bereza: Myślę, że pod każdym względem. Do udziału w zawodach zgłosiło się ponad 550 zawodników. Spośród nich około 10 proc. mieszka w Lublinie i okolicach, ale pozostali przyjechali z różnych zakątków kraju. Silne reprezentacje wystawił Wrocław, Poznań i jak zawsze Warszawa. W wielu przypadkach uczestnicy odwiedzili przy okazji miasto, w którym w przeszłości studiowali prawo. To bardzo cieszy. Zawodnicy rywalizowali w ponad 70 konkurencjach w różnych kategoriach wiekowych. Od strony sportowej staraliśmy się przygotować spartakiadę jak najbardziej profesjonalnie. Wiele konkurencji odbywało się z wykorzystaniem sprzętu używanego na zawodach rangi mistrzostw Polski. Ale oczywiście taka impreza ma też charakter środowiskowy, więc głos uczestników i dobra atmosfera są ważne. Stąd czasem spontaniczne zmiany programu. Podczas turnieju pływackiego zawodnikom tak udzieliła się atmosfera zawodów, że powołali kilka dodatkowych drużyn do sztafety. Choć konkurencji nie było w planach, to ją zorganizowaliśmy na życzenie tych zawodników. Chciałbym przy tej okazji podziękować wszystkim, którzy pracowali przy organizacji imprezy. Myślę, że dobrze wpisała się w obchody jubileuszu 700-lecia Lublina.

Prawnik może się kojarzyć z człowiekiem raczej mało dynamicznym. Nawet w sądzie zwykle siedzi i stoi, bo nie jest w Polsce przyjęte chodzenie po sali rozpraw. Przełamujecie ten wizerunek?

W zdrowym ciele zdrowy duch. Musimy się czasem oderwać od pracy zawodowej, psychicznie też. Uczestnicy naszej imprezy to najczęściej osoby, które regularnie uprawiają sport, a do spartakiady przygotowywały się dość długo. Wiele z nich co roku pojawia się na kolejnych spartakiadach. Chodzenie po sali rozpraw to styl amerykański. My tego nie robimy w pracy, ale nadrabiamy na naszych zawodach.

A pan co uprawia?

Przez wiele lat grałem w piłkę nożną, a nawet uczestniczyłem w rozgrywkach na poprzednich spartakiadach. Tu, w Lublinie, moją dyscypliną jako gospodarza imprezy jest wręczanie pucharów i medali. (śmiech).

Co daje uczestnikom ta integracja środowiskowa?

Sport ma wyjątkową cechę. To, co dzieli na boisku, bieżni i pływalni w czasie rywalizacji sportowej, łączy później w czasie wspólnego analizowania wyników. W zawodach biorą udział zarówno bardzo młodzi, 25-letni prawnicy, jak i osoby, które już przekroczyły siedemdziesiątkę. Jest więc okazja do dyskusji międzypokoleniowej. Zresztą często na jednym boisku czy bieżni spotykają się sędziowie, prokuratorzy, notariusze, radcowie i adwokaci. To daje szanse na wymianę poglądów między tymi środowiskami.

O reformie sądów czy próbach ograniczenia tajemnicy zawodowej też dyskutujecie?

Spartakiada to impreza sportowa. Nie wolno mieszać sportu i polityki. Ale nie da się uniknąć tych tematów w rozmowach kuluarowych, ponieważ są bardzo istotne dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

W niektórych konkurencjach zespołowych startują mieszane drużyny adwokacko-radcowskie. Czyżby to był nieformalny wstęp do fuzji tych dwóch zawodów?

Gra w jednej drużynie zdarza się nam od dawna nie tylko na boisku. Współpracowaliśmy w procesie legislacyjnym w ramach konsultacji społecznych czy na posiedzeniach komisji sejmowych. Sam zresztą w nich wiele razy uczestniczyłem, reprezentując Krajową Radę Radców Prawnych, i mam dobre wspomnienia ze współpracy z adwokatami. Nasze profesje już dziś są bardzo zbliżone. Różnice dotyczą głównie form wykonywania zawodu, bo adwokaci nie mogą świadczyć pomocy prawnej w ramach stosunku pracy. Na tym tle jeszcze są różnice zdań. Na zbliżenie naszych środowisk ma wpływ coraz bardziej znacząca w samorządach fala młodych prawników. Oni już podchodzą do tego, co nas różni, coraz mniej pryncypialnie. W mojej ocenie z czasem dojdzie do połączenia. Na dalszą metę utrzymywanie odrębności tak podobnych zawodów nie ma uzasadnienia. Choć pewnie jeszcze co najmniej kilka takich integracyjnych spartakiad trzeba będzie rozegrać.

Jak udaje się panu łączyć funkcję dziekana lubelskiej izby z pracą na UMCS, gdzie jest pan nie tylko wykładowcą, ale i prorektorem?

Godzę te obowiązki i sprawia mi to satysfakcję. Zresztą czasem jeszcze orzekam w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej. Prowadzę m.in. wykłady dotyczące profesji prawniczych. Generalnie zajęcia realizowane na uczelni przez praktyków są niezwykle ważne dla studentów. Na Wydziale Prawa i Administracji UMCS wśród nauczycieli akademickich jest ok. 40 radców prawnych, co dodatnio wpływa na jakość procesu dydaktycznego. Świadczy to także o potencjale środowiska radcowskiego. Obowiązki prorektora uniemożliwiają mi prowadzenie kancelarii. Zresztą staram się unikać występowania w sądach apelacji lubelskiej. Wielu młodych ludzi za stołami sędziowskimi to moi byli studenci, a to stawiałoby obie strony w niezręcznej sytuacji. ©?

—rozmawiał Paweł Rochowicz

dr hab. Arkadiusz Bereza jest dziekanem Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Lublinie, profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i prorektorem tej uczelni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA