Czym dziś powinien być ranking kancelarii – narzędziem decyzyjnym, informacyjnym, kwestią prestiżu?

Dla wielu podmiotów, które się w nim znajdują, prestiż jest istotny – Ranking Kancelarii Prawniczych „Rzeczpospolitej” potwierdza ich pozycję. Dla mnie ranking to przede wszystkim barometr rynku usług prawnych. Pokazuje, w jakiej kondycji są kancelarie, czy rosną, jakich przybywa, które branże się wybijają się. Pozwala obserwować strukturę rynku nie tylko od strony klienckiej.

Dla klienta ranking też ma istotne znaczenie, bo wciąż trudno wybrać dobrego prawnika do konkretnej sprawy. W Polsce rynek opiera się głównie na rekomendacjach. A jeżeli ich nie mamy, musimy sięgnąć po inne narzędzia. Ranking pokazuje, gdzie można skierować pierwsze kroki. Cenny jest też podział na kancelarie według wielkości. Jeśli te największe wydają się niedostępne, w rankingu mamy szeroką ofertę podmiotów kilku- czy kilkunastoosobowych, które mogą zaspokoić potrzeby dużej grupy klientów.

Czytaj więcej

Wystartował XXIV Ranking Kancelarii Prawniczych „Rzeczpospolitej”

Ile kancelarii bierze udział w rankingu, a ile świadomie z niego rezygnuje?

Nie jestem w stanie podać precyzyjnie procentów. Samorząd prowadzi rejestr radców prawnych, ale nie kancelarii. To zresztą warto byłoby zmienić, bo taka wiedza byłaby przydatna do analizy rynku i funkcjonowania zawodu. Szacunkowo kancelarii radcowskich jest w Polsce kilkadziesiąt tysięcy, od jednoosobowych po duże spółki. W rankingu jest ich zdecydowanie mniej.

Są kancelarie, które zajmowałyby wysokie pozycje, a w rankingu nie startują. To decyzje zarządcze – niektóre nie szukają nowych klientów, obsługują podmioty, którym już świadczą pomoc i nie chcą rozbudowywać zespołu. Uznają, że ranking nie jest im potrzebny.

Co w pana ocenie przede wszystkim powinien mierzyć ranking?

Patrzę na niego w dwóch kategoriach. Pierwsza to giganci – największe kancelarie, które tworzą własną ligę. U nich najłatwiej oceniać wzrost obrotów i liczby prawników. Druga kategoria, którą obserwuję z największą ciekawością, to rekomendacje branżowe. Szukam liderów w poszczególnych segmentach, patrzę, czy się zmieniają. To często radcowie prawni i adwokaci, którzy nie pracują w największych kancelariach.

Specjalizacja w naszym zawodzie postępuje. Przybywa kancelarii koncentrujących się na konkretnym obszarze – cyberbezpieczeństwo, ochrona środowiska, zamówienia publiczne – i na tym budują swoją pozycję. Trudno być dziś prawnikiem od wszystkiego.

Sztuczna inteligencja, która przynosi rewolucję niemal w każdej dziedzinie życia, może tę strukturę zmienić. Będzie można utrzymać, a nawet zwiększyć obroty przy mniejszej liczbie prawników. Może jeszcze nie w tym roku, ale w przyszłym warto spojrzeć na ranking pod tym kątem. Zmieni się też struktura zatrudnienia – potrzebnych będzie coraz więcej osób z kompetencjami technicznymi, sprawnie obsługujących nowe narzędzia.

Czytaj więcej

Jacek Goliszewski: Potrzebujemy wizjonerów

Jak AI zmienia codzienną pracę kancelarii?

Najbardziej widać to w researchu. Zbadanie tematu angażowało kiedyś wielu prawników na wiele godzin – dziś ten sam efekt można uzyskać w kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt minut. Nie musimy, szykując się np. do procesu, przez tygodnie szukać materiałów. Skupiamy się na pracy merytorycznej – ocenie, co jest przydatne dla klienta, optymalizacji pod kątem jego biznesu. Stajemy się doradcami w szerszym zakresie, a nie tylko dostarczycielami wiedzy prawnej, bo ta wiedza jest dziś o wiele łatwiej dostępna.

A okryte złą sławą halucynacje? Na ile bezpieczne jest dziś korzystanie z takich narzędzi?

Z halucynacjami i kwestiami technicznymi wkrótce sobie poradzimy – to kwestia czasu. Pamiętajmy, że sama sztuczna inteligencja jest bardzo młoda. Pół roku temu wyglądało to zupełnie inaczej. Pamiętam pierwszą prezentację aplikacji AI dla Krajowej Rady Radców Prawnych – pytaliśmy, kto jest dziekanem jednej z okręgowych izb radców prawnych, model coś zmyślał, wszyscy się śmiali i przekreślali narzędzie. Dziś już go nie przekreślamy.

W Polsce na razie nie zetknęliśmy się ze spektakularną skargą na to, że jakiś prawnik bezrefleksyjnie podpisał pismo wygenerowane przez AI i wysłał je do sądu. Na świecie takich przypadków było wiele. U nas pewnie też się pojawią – bądźmy na to gotowi.

Kto bierze odpowiedzialność za pismo wygenerowane z udziałem AI?

Zawsze radca prawny. Do tej pory projekty pism przygotowywali czasem aplikanci, współpracowaliśmy też z innymi ekspertami, ale ostatecznie to radca podpisywał pismo i brał odpowiedzialność za to, komu zaufał i skąd miał informacje.

Teraz dochodzi kolejny partner w pracy, lecz to wciąż prawnik odpowiada za całość. To samo przecież dotyczy lekarzy i innych zawodów zaufania publicznego – klient i pacjent chcą na końcu doświadczonego człowieka, który potrafi wszystko przeanalizować i wskazać właściwe rozwiązanie. AI to narzędzie wspomagające, nie zastępuje doświadczenia i krytycznego myślenia. I myślę, że jeszcze długo nie zastąpi.

Czytaj więcej

Tomasz Krawczyk: AI nie może zastąpić osądu adwokata

Jakie rozwiązania testuje się np. u pana w kancelarii?

Od kilku miesięcy testujemy dwa polskie narzędzia. Pierwsze służy do wyszukiwania i przeszukiwania ogólnodostępnych baz: orzeczeń sądów, decyzji organów administracji. Drugie – do projektowania i analizy umów, zestawień świadków, ale też sporządzania projektów pozwów, apelacji, odpowiedzi na pisma. Rozwijają się bardzo intensywnie i, co istotne, są dostępne cenowo nawet dla radcy prowadzącego niewielką praktykę. 

Zawsze byłem zwolennikiem stosowania nowych technologii. Adepci prawa uczyli się obsługi systemów informacji prawnej, Worda, Excela, pisania bezwzrokowego – proponowałem to jeszcze dwa lata temu studentom. Dziś opowiadam im zupełnie inne rzeczy. Wszystko się zmieniło.