fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Obywatelu, płać, boś głupi i narwany

mandat karny
Adobe Stock
Policjant nie jest od sprawowania wymiaru sprawiedliwości.

Ktoś kiedyś w art. 175 konstytucji ustalił, że wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe. W art. 42 ust. 3 konstytucji określono wiążącą wszystkich, w szczególności organy państwa, zasadę domniemania niewinności, zgodnie z którą każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. Zasadę tę uczyniono podstawą procesu karnego, w którym konkretyzuje się i indywidualizuje normę w akcie przypisania odpowiedzialności karnej na podstawie dowodów dających subiektywną pewność sądu co do winy w świetle wyników postępowania dowodowego. Od rzymskich czasów wiadomo, że ei incumbit probatio qui dicit, non qui negat, czyli ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, a nie kto zaprzecza. Ponieważ policjant nie jest sądem, nie może wymierzać sprawiedliwości na podstawie ocenianych przez siebie dowodów. Dlatego wystawienie mandatu przez policjanta wymaga zgody osoby, której mandat ma dotyczyć. Policjant jest bowiem od strzeżenia porządku prawnego i ścigania jego naruszeń, nie zaś od sprawowania wymiaru sprawiedliwości.

Nie mylić z grożeniem

Tymczasem w Sejmie znalazł się druk nr 866, czyli poselski projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia. Zapominając, że od 1997 r. mamy wyraźną regulację konstytucyjną dotyczącą minimalnych gwarancji w postępowaniu represyjnym, przewidziano w nim zaczerpniętą z międzywojnia i adekwatną do czasów Berezy Kartuskiej konstrukcję upoważniającą funkcjonariusza policji do nałożenia grzywny w drodze mandatu karnego, którego przyjęcia obywatel nie może odmówić. Nie przyswoiwszy zaś domniemania niewinności i innych podstawowych zasad procesu karnego, uznano, że wystarczy, jeśli obywatel będzie się mógł od takiego mandatu odwołać, udowadniając jednocześnie, że jest niewinny.

Czytaj też:

Precyzyjnie rzecz ujmując, w świetle projektowanego art. 97 § 3 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia funkcjonariusz nakładający grzywnę musi wskazać jej wysokość, określić zachowanie stanowiące wykroczenie, czas i miejsce jego popełnienia oraz kwalifikację prawną, a także poinformować sprawcę wykroczenia o prawie, terminie i sposobie wniesienia środka zaskarżenia oraz o możliwości orzeczenia na niekorzyść odwołującego się. Zgodnie zaś z art. 99a § 1 k.p.s.w. od nieprawomocnego mandatu karnego ukaranemu ma przysługiwać, w terminie siedmiu dni od dnia nałożenia grzywny tym mandatem karnym, odwołanie do sądu rejonowego właściwego ze względu na miejsce popełnienia wykroczenia. W myśl natomiast § 2 tegoż przepisu odwołujący się będzie obciążony obowiązkiem wskazania zaskarżonego mandatu oraz czy zaskarża mandat co do winy czy co do kary.

Co więcej, odwołanie będzie musiało wskazywać wszystkie znane skarżącemu dowody na poparcie swoich twierdzeń, co oznacza tzw. prekluzję materialną i formalną. Innymi słowy, w ciągu siedmiu dni od ukarania przez funkcjonariusza grzywną obywatel ma nie tylko zaskarżyć grzywnę (bo wobec braku możliwości odmowy przyjęcia trudno tu mówić o mandacie), lecz również zgłosić wszystkie dowody na swą niewinność, ponieważ później już nie będzie mógł.

To oczywiście dla sądu wygodne, dla policjanta jeszcze bardziej, tyle że obywatelowi odbiera się w praktyce szansę na realną obronę. W teorii zresztą też, ponieważ narusza się wszelkie gwarancje procesu karnego, również te, które wynikają z konstytucji. A na koniec sąd może jeszcze odwołującego się obywatela ukarać surowiej, niż ukarał go policjant, jeśli tak będzie chciał, o czym oczywiście policjant nie omieszka obywatela uprzejmie pouczyć (uwaga! nie mylić z grożeniem).

Ustawodawca szczery do bólu

W uzasadnieniu tego projektu wskazano, że ma na celu usprawnienie postępowania w sprawach o wykroczenia oraz odciążenie sędziów sądów powszechnych. Tu pełna zgoda. Postępowanie będzie zaskakująco sprawne, policjant władczy, a sędziowie się nie namęczą. W dalszej części uzasadnienia odkryto jednak głębsze i zaskakująco szczere intencje doskonałego i nieomylnego prawodawcy. Uzasadniając, dlaczego należy zrezygnować z obywatelskiego prawa do odmowy przyjęcia mandatu, wskazał: „odmowa przyjęcia mandatu niejednokrotnie ma charakter impulsywny i nieprzemyślany, a w konsekwencji powoduje konieczność podjęcia szeregu czynności związanych z wytoczeniem oskarżenia". To oczywiście chwalebna troska o emocje i intelekt obywateli. Budzi też nasze współczucie niezasadne obciążanie zapracowanych funkcjonariuszy publicznych czynnościami związanymi z wytoczeniem oskarżenia, a sędziów rozpoznawaniem spraw z uwzględnieniem zasady domniemania niewinności i z możliwością powoływania dowodów przez obywateli. Tym bardziej że konstytucja pochopnie składała dotąd zbędne prawa w ręce impulsywnych i bezrefleksyjnych obywateli.

Nie jesteś wielbłądem?

Uspokaja nas stwierdzenie w uzasadnieniu projektu, że zachowuje on konstytucyjne i konwencyjne gwarancje prawa do sądu w sprawach o wykroczenia. Teraz już widzimy proste i jedynie słuszne rozwiązanie. Konstytucyjne prawa obywatelowi należy zgodnie z konstytucją odebrać. A teraz obywatelu płać, boś głupi i narwany, albo szybko udowadniaj, że nie jesteś wielbłądem.

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA