fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Siemoniak i Schetyna: Tak różni, choć podobni

Tomasz Siemoniak i Grzegorz Schetyna
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nowy szef PO nada kształt całej opozycji.

Wybory wewnętrzne w PO wkraczają w kulminacyjną fazę. Nowego przewodniczącego byłej partii rządzącej poznamy już za trzy tygodnie. A od tego, kto tę walkę rozstrzygnie na swoją korzyść, będzie zależał kształt całej antyrządowej opozycji.

W tej chwili w partii panuje chaos. Choć posłowie starają się uspokajać sytuację i bagatelizować zagrożenie w postaci Nowoczesnej Ryszarda Petru, ostatnie sondaże wywarły na nich wrażenie. „Po ostatnich sondażach chyba nikt z nas nie ma już złudzeń: Platforma Obywatelska potrzebuje nowego sposobu działania. Musimy się zmienić, żeby znów zacząć wygrywać". Tymi słowami rozpoczął ostatni ze swoich listów do partyjnych działaczy Tomasz Siemoniak.

Hasło zmiany jest tym, które w walce o prymat w PO pada najczęściej. Wymienia je zarówno Siemoniak, jak i jego największy rywal Grzegorz Schetyna. Ten ostatni chce, by partia powróciła do swoich korzeni zarówno pod względem programowym, jak i organizacyjnym.

Obaj kandydaci chcą większych kompetencji dla lokalnych struktur partii i zwiększenia wewnętrznej demokracji.

„Proponuję wprowadzenie gwarancji statutowych nienaruszalności list wyborczych do samorządu przyjętych na poziomie lokalnym" – zapowiada Schetyna. „Listy wyborcze w wyborach do rad gmin i powiatów powstawały na szczeblu powiatów, bez ingerencji regionów" – wtóruje mu Siemoniak. Obaj chcą wzmacniać samorządy. Te przykłady dobrze pokazują, że oficjalnie prezentowane członkom partii programy Siemoniaka i Schetyny niewiele się różnią. W praktyce jednak różnic jest wiele.

Jedną z nich jest stosunek do pozostałych ugrupowań opozycyjnych. Siemoniak postuluje utworzenie wspólnego frontu m.in. z PSL i przede wszystkim z Nowoczesną. – Marzyłbym o czymś w rodzaju wielkiego bloku z Petru i PSL. Wiele nas łączy – mówił w listopadzie były szef MON.

W otoczeniu Schetyny popularniejsza jest jednak inna koncepcja. – Gdy zamkniemy sprawę wyborów, trzeba się będzie wziąć za Petru – mówi nam jeden z posłów sympatyzujących ze Schetyną. – Na razie jego wyniki to tylko sondażowa bańka, ale niektórzy działacze mogą się jej poddać i zacznie się efekt kuli śniegowej – dodaje inny.

W partii panuje też przekonanie, że do wyboru nie ma tak naprawdę dwóch opcji zmiany, lecz zmianę i kontynuację.

Tę pierwszą uosabia Schetyna, przez lata sekowany przez Donalda Tuska i wyrzucony na partyjny margines. Dzięki tej banicji i swojej roli z początków Platformy jest w swoich obietnicach bardziej wiarygodny niż Siemoniak.

Ten swoją pozycję zaczął budować właśnie po odsunięciu byłego marszałka Sejmu. Został wtedy ministrem obrony narodowej i zajął miejsce Schetyny w zarządzie PO. To na nim jako wicepremierze, oprócz Ewy Kopacz, opierał się też ostatni rząd. – Wtedy Siemoniak jawił się jako nowa jakość. Dziś wszedł w buty Kopacz i przejął jej ekipę. Czyli tych, którzy odpowiadają za ostatnie klęski – ocenia jeden z baronów PO.

Część polityków uważa, że praktycznie wybory już się rozstrzygnęły – wygra Schetyna. Co zaskakujące, taką opinię wyraża także część zwolenników Siemoniaka. – Tomek nieźle zaczął, ale później stracił rezon i był za mało aktywny – przyznaje jeden z jego stronników. – Te wybory można było wygrać na początku, teraz jest już za późno.

Schetyna jest faworytem również z innego względu. – To on dziś nadaje ton i wychodzi z inicjatywami. Większość działań Siemoniaka to powtórzenie czynów Grzegorza – twierdzi osoba ze ścisłego kierownictwa partii. Przykład? Niedawna debata w Sejmie. Schetyna w pierwszym pytaniu żąda od Jarosława Kaczyńskiego przeprosin za słowa o gestapo i AK-owcach. Po kolejnych pytaniach na mównicę wychodzi Siemoniak i popierając Schetynę, żąda tego samego.

– To była katastrofa. Najgorsze, co w tej kampanii mógł zrobić – komentuje jeden z jego stronników.

Pewne jest jedno. Platforma po wyborach nie będzie już dłużej zarządzana jednoosobowo. To w obecnej sytuacji podziału wpływów i zaniku tradycyjnych frakcji niemożliwe. – Ktokolwiek wygra, będzie musiał się liczyć ze zdaniem regionalnych baronów, a ci z opinią działaczy niższego szczebla. Ta zmiana już się rozpoczęła – przekonuje nas jeden z liderów PO.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA