fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Czarny Protest: Weteranki i debiutantki

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Kim są liderki czarnego protestu? Czy stworzą nową lewicę?

W poniedziałkowym czarnym proteście wzięło udział w całej Polsce 98 tys. osób – takie są oficjalne dane policji. Na ulice wyszły przede wszystkim kobiety. Nie poprowadzily ich jednak posłanki parlamentarnych partii opozycyjnych. Ten ruch ma własne liderki i niechętnie przyjmuje stare autorytety.

– Demonstrację pod siedzibą PiS wymyśliła i zorganizowała 17-letnia dziewczyna – mówi Barbara Nowacka, pełnomocniczka komitetu Ratujmy Kobiety. – Nigdy wcześniej niczego takiego nie robiła...

PiS to sobie wyhodował

Na tle aktywistek różnych, bardziej i mniej formalnych, grup działających głównie w internecie Nowacka jest polityczną weteranką. Ma doświadczenia z Federacji Młodych Unii Pracy, współprzewodniczyła Twojemu Ruchowi, była liderką koalicji Zjednoczona Lewica, której nie udało się wejść do Sejmu w poprzednich wyborach. Zna politykę od podszewki, także dzięki swojej mamie. Izabela Jaruga-Nowacka była pełnomocniczką rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn i wicepremierem w rządzie Marka Belki; zginęła w katastrofie smoleńskiej. Ona także walczyła o liberalizację przepisów dotyczących przerywania ciąży. I to z nią chyba jedyny raz zgodził się z sejmowej mównicy Jarosław Kaczyński, kiedy w 2007 r. krytykowała inicjatywę zaostrzenia prawa antyaborcyjnego przez zmianę konstytucji.

Chodziło wtedy o dopisanie do artykułu 38 ustawy zasadniczej: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia" wyrazów „od momentu poczęcia". Pod parlamentem demonstrowało kilkaset osób, „stały zestaw" uczestników lewicowych manifestacji nieprzekraczający 1000 osób: organizacje kobiece, aktywiści partii lewicowych, kilka profesorek, pisarek...

Jarosław Kaczyński przeciwstawił się wówczas zaostrzeniu prawa, co doprowadziło do konfliktu z Markiem Jurkiem, który ustąpił ze stanowiska marszałka Sejmu. – Pamiętam wymianę zdań stojących obok mnie dziewczyn – wspomina jedna z uczestniczek tamtej demonstracji. – „Dopóki Kaczyńscy będą bronić kompromisu aborcyjnego, w Polsce nie powstanie ani lewica obyczajowa, ani ruch kobiecy", mówiła jedna z kobiet. A druga dodała: „czeka nas długi marsz".

Katarzyna Kądziela, liderka Inicjatywy Feministycznej od lat działająca w ruchu kobiecym, przyznaje, że organizacjom feministycznym przez lata towarzyszyło poczucie wyobcowania. – Do tej pory udawało się budować przeciwstawienie: feministki – zwykłe Polki – mówi. – Tę narrację udało się pokonać. I zrobił to sam PiS, odrzucając obywatelski projekt liberalizacji prawa, bo obalił w ten sposób opowieść, która tworzyła ten podział. Wyhodował sobie powstanie oddolnych ruchów i grup.

– Tym razem jest inaczej – przyznaje także Nowacka. – Temat wywołała Beata Szydło, która zapowiedziała, że poprze restrykcyjny projekt przygotowany przez Ordo Iuris. To wzbudziło strach, że projekt, który uderza w kobiety, mężczyzn i rodziny, naprawdę może wejść w życie.

Liderka Inicjatywy Polskiej wskazuje też, że zachowanie PiS w czasie głosowań, kiedy większość posłów zagłosowała przeciw projektowi „Ratujmy kobiety", sprawiło, że ten strach przeniósł się na cały PiS. – Reforma oświatowa, m.in. wyrzucenie ze szkół stowarzyszenia edukatorów seksualnych Ponton, wstrzymanie finansowania in vitro, skandaliczna debata o konwencji antyprzemocowej... Ludzie poczuli, że potrzebują powietrza – uważa Nowacka.

Poczucie wspólnoty

Kiedy 22 września działaczki komitetu Ratujmy Kobiety rozpoczynały demonstrację przed Sejmem w czasie sejmowej debaty nad projektami obywatelskimi, po drugiej stronie ulicy ustawiło swoją scenę Razem. Było trochę rywalizacji i wzajemnego zagłuszania. Grupy przenikały się, mieszały, a zza pomnika AK słychać było modlitwy obrońców życia. Efekt chaosu zdominował manifestację.

Dlatego w ostatnią sobotę, kiedy projekt liberalizujący wyrzucono już na sejmowy śmietnik, ugrupowania lewicowe postanowiły działać w sposób bardziej zorganizowany. Jedna scena, ustalona kolejność wystąpień. Entuzjazm zebranych wzbudziła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z zarządu krajowego Razem, która dała prostą, głośną i zrozumiałą wykładnię całego protestu.

– Jesteśmy tu dziś po to, żeby powstrzymać prawicowych fanatyków, żeby pokazać, że nie pozwolimy zamieniać szpitali w izby tortur, a lekarzy w więziennych strażników – mówiła.

Co jej zdaniem skłoniło kobiety do tak licznego udziału w protestach dwa dni później? – Projekt Ordo Iuris to była kropla, która przelała czarę – tłumaczy „Rzeczpospolitej". – Od lat organizacje kobiece wskazywały na istnienie potężnego podziemia aborcyjnego, na ekonomiczny wymiar turystyki aborcyjnej, na to, że restrykcyjne prawo nie działa. Temat był jednak spychany na margines.

Co teraz sprawiło, że zdominował debatę? – Ważna była możliwość uczestniczenia w takim proteście, który dawałby poczucie, że nie jesteśmy osamotnione – mówi Dziemianowicz-Bąk. – Kiedy Razem zaczęło #CzarnyProtest, akcję w internecie, proponując, żeby kobiety wrzucały do sieci swoje zdjęcia w czarnych ubraniach, okazało się, że nagle stworzyła się przestrzeń dla wszystkich, że jest wspólnota. Mogą w niej być całe klasy z zawodówek, kasjerki, pielęgniarki – a jak się szybko okazało, także znane aktorki.

Zdaniem aktywistki Razem stopniowo okazywało się, że ten sposób działa: że z demonstracji na demonstrację przychodzi coraz więcej osób. – Nasz głos, spychany dotąd do folkloru feministycznego, zaczął być słyszalny – dodaje.

Dla tego poczucia wspólnoty ważny był udział w protestach znanych aktorek. Krystyna Janda wywołała lawinę „polubień", przypominając na Facebooku masowy strajk kobiet w Islandii. Aktorki młodszego pokolenia, Małgorzata Cielecka czy Maja Ostaszewska, wręcz stały się twarzami manifestacji, bezkompromisowo wypowiadając się przed kamerami.

Czy to oznacza, że np. Janda mogłaby się zaangażować politycznie? – Może mogłaby zostać senatorem z poparciem PO – śmieje się jedna z aktywistek. – Jak na listy lewicy jest chyba trochę zbyt wielką damą...

Wiatr w żagle lewicy?

W obecnym Sejmie nie ma ugrupowań lewicowych. Sondaże wskazują jednak na wzrost notowań Razem i wciąż istniejące szanse wyborcze SLD. Oprócz tego swojego miejsca szuka na scenie Inicjatywa Polska Nowackiej, Partia Sprawiedliwości Społecznej Ikonowicza czy niedawno powstała na bazie Partii Kobiet Inicjatywa Feministyczna. Do tego wiele grup nieformalnych zajmujących się prawami kobiet, jak Dziewuchy Dziewuchom, czy też pomagających uchodźcom.

Czy czarny protest będzie teraz paliwem politycznym dla lewicy? – Powstaje dynamiczne społeczeństwo obywatelskie nowej generacji – twierdzi Nowacka. – To są całkiem nowe grupy, na demonstracje KOD aż tak wiele młodych osób nie przychodziło. To młodzież chciała na sam koniec w poniedziałek iść pod Sejm i po prostu poszła, teraz to oni chcą zmiany, a mają często 18–20 lat. Powstają nowe grupy aktywistów, którzy następnym razem pójdą na wybory i na pewno nie zagłosują na PiS, PSL czy Kukiza.

Wygląda jednak na to, że siłą czarnego protestu było właśnie spotkanie pokolenia zmęczonych już trochę działaczek kobiecych z młodymi i żywiołowymi debiutantkami.

Jeden z transparentów wprost nawiązywał do słynnego napisu z muru Stoczni Gdańskiej z 1980 r. „Kobiety, nie przeszkadzajcie nam, my walczymy o Polskę!". W nowej wersji hasło brzmiało: „Mężczyźni, chodźcie z nami. My walczymy o Polskę!".

Razem już rozpoczęło kampanię pod nazwą „Kobiety do polityki". – Decyzje podejmowane są na Wiejskiej – mówi Dziemianowicz-Bąk. – Aborcja to z całą pewnością temat polityczny. Jeśli ten gniew ludzi uda się zagospodarować i skłonić ich do zaangażowania, będziemy mogli zrobić więcej, złożyć odpowiednie projekty ustaw dotyczących także in vitro, antykoncepcji czy edukacji seksualnej. Lewica jest niezbędna w parlamencie. A myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że lewica to dziś w Polsce Razem.

Żadna z moich rozmówczyń nie chce przyznać się do politycznej rywalizacji z innymi organizacjami. Ale jasne jest, że chętnie o rząd dusz powalczą. Nowacka wskazuje, że osoby, które teraz angażują się w protesty, nie były do tej pory aktywne politycznie. – Ale już rozumieją, że polityka to mechanizm tworzenia zmian społecznych. Nie muszą mieć 20 lat. Mogą mieć i 50. Ale wyróżnia je dynamika i optymizm – twierdzi Nowacka.

Dziemianowicz-Bąk uzupełnia tę diagnozę obrazkiem z pociągu: – Jechałam z Kotliny Kłodzkiej do Wrocławia w poniedziałek. Prawie wszyscy byli ubrani na czarno, a wszystkie rozmowy dotyczyły tego, że coś ważnego się dzieje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA