fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Michał Kolanko: Jak skończy się pokoleniowe starcie w Platformie Obywatelskiej?

Grzegorz Schetyna i Jarosław Duda podczas przekazania funkcji szefa dolnośląskich struktur PO
fot. Facebook
W partii spór się nie kończy. Stawką była i jest władza oraz przyszłość największej partii opozycji.

Najnowsza odsłona wewnętrznej próby sił w Platformie Obywatelskiej to niedawna rezygnacja szefa dolnośląskiej PO Jarosława Dudy. Jego miejsce – jako pełniący obowiązki – zajmuje były przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. W ten sposób Schetyna będzie mógł uczestniczyć w posiedzeniach zarządu partii. Oczywiście Duda jako jego bliski współpracownik i tak był traktowany jako „oczy i uszy" Schetyny na tym forum. Teraz jednak Schetyna sygnalizuje, że chce mieć większy udział w toczącej się cały czas rozgrywce. Jesienią Platformę czekają wybory regionalne, które obejmują też szefów regionów. „Awans" Schetyny może być więc tymczasowy, ale w żadnym razie nie jest ruchem z przypadku. – Schetyna chce mieć większy ogląd sytuacji i jeszcze częściej próbować utrudniać życie Budce, zwłaszcza poprzez media – twierdzi nasz rozmówca z PO.

Walka Tuska i Schetyny

Tak samo nieprzypadkowe są słowa Schetyny dotyczące hipotetycznego powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. – Obecność i zaangażowanie Donalda Tuska są dziś potrzebne; potrzebny jest nowy początek współpracy środowisk opozycji demokratycznej – stwierdził w Sejmie wrocławski polityk.

Ostatnie tygodnie to powrót na pierwszą linię sporu, który jest powszechny w polskiej polityce, ale też w sferze mediów, biznesu, nauki i wielu innych. Sporu pokoleniowego. W PO (zapewne dla siebie dość niespodziewanie) po jednej stronie barykady wylądowali więc Donald Tusk i Grzegorz Schetyna. To zadziwiający etap, zwłaszcza na tle ich relacji sprzed lat.

Byli przewodniczący partii marzą o większym wpływie na to, co się w PO i polityce dzieje. Każdy z innej pozycji i z innymi intencjami. Ale po drugiej stronie są „młodzi". W tym Rafał Trzaskowski, przewodniczący PO Borys Budka, ekipa ludzi, którzy wygrali ze Schetyną poprzednie rozdanie i walkę o władzę – wybory w partii. Szefem został Borys Budka. Wtedy Schetyna nie zdecydował się na bezpośrednie starcie.

I teraz w PO dość często można spotkać się z opinią, że za opowieściami o niektórych scenariuszach powrotu Tuska do władzy w PO stoi sam Schetyna, który próbuje „dokleić się" do mniej lub bardziej sprecyzowanych planów Tuska, nie mając jednak w tej chwili realnych wpływów w partii.

A co realnie planuje były premier? Jego bliski współpracownik Paweł Graś przestrzega na Twitterze i przypomina, że szef EPP sam pisze swoje scenariusze. Trudno o lepszy sygnał, że ktoś próbuje byłego szefa PO wpisać w zupełnie inną, własną grę. Temat powrotu Tuska stał się przedmiotem rywalizujących frakcji. Nasi rozmówcy przekonują, że Tusk ma chęć udziału w sukcesie opozycji – zwycięstwie nad PiS. W jaki sposób? Bardzo trudno o konkrety, ale jasne jest, że takie ustalenia dla środowiska Platformy mogą zapaść tylko na linii Tusk–Budka i być może Rafał Trzaskowski, bo ci dwaj ostatni mają obecnie najwięcej do powiedzenia po stronie środowiska PO. Pierwszy jako lider partii, drugi – jako prezydent Warszawy z wysokim poziomem zaufania społecznego i z pamięcią o 10 mln głosów w kampanii prezydenckiej 2020 roku. Rafał Trzaskowski stawia na młodych w „Campus Polska" i silne zaangażowanie samorządowców. Budka rozpoczął projekt „Kierunek: Przyszłość", objazd kraju i rozmowy z Polakami.

Trudno o lepszy przykład na napięcie w Platformie niż historia dotycząca rzekomego środowego posiedzenia zarządu. Tygodnik „Polityka" napisał, że wtedy zarząd dowie się wprost o planach powrotu Tuska na fotel przewodniczącego.

Szekspirowska tragedia

Tymczasem we wtorek na antenie radia RDC sekretarz generalny PO Marcin Kierwiński stwierdził, że zarząd wcale nie jest zwołany i chyba nie będzie. – Chyba ktoś, kto dawał te informacje do gazety, nie miał rozeznania w tym zakresie – powiedział.

Starcie młodego ze starszym pokoleniem w Platformie może skończyć się tragicznie dla partii. Zwłaszcza że „młodzi" są zorganizowani i mimo wewnętrznych różnic zagrożenie tego typu musi ich jednoczyć. Trudno jednak oczekiwać i spodziewać się nagle, że Trzaskowski i Budka oddadzą swoje pole bez walki. To skazuje PO na wewnętrzny konflikt, który jeszcze bardziej osłabi partię. Zadowolony z takiego rozwoju sytuacji po stronie opozycji może być tylko Szymon Hołownia, który może zyskać podwójnie. W kontekście „siłowego" powrotu Donalda Tuska jeszcze bardziej będzie widoczny „efekt świeżości" jego ruchu oraz jeszcze trudniej będzie skonfliktowanej wewnętrznie Platformie stanąć do rywalizacji z nim. Hołownia systematycznie i bardzo strategicznie pracuje nad rozwojem swojego zaplecza, struktur i politycznej pozycji. Oczywiście im szybciej będą wybory, tym lepsza w nich pozycja Polski 2050. To z kolei doskonale rozumie zarówno Platforma, jak i PiS, którego politycy bardzo uważnie przyglądają się temu, co robi i mówi Szymon Hołownia.

Już teraz cała ta dyskusja wpływa na pozycję Borysa Budki i Rafała Trzaskowskiego. Wyborcy mogą uznać, że ich przywództwo jest słabe, a perspektywy – niejasne, skoro sam Donald Tusk musi aż wracać do polskiej polityki.

Temat „powrotu Tuska" jest też dobry dla PiS. Bo partia rządząca ewidentnie nie ma pomysłu, jak kontrować Hołownię, który ustabilizował swoją pozycję jako druga siła opozycyjna. Tusk może dać PiS dobrze zbadany i przećwiczony od lat cel politycznego ataku. Zwłaszcza w chwili, gdy taka konsolidacja – głównie własnego elektoratu – jest Nowogrodzkiej bardzo potrzebna. Sytuacja Platformy jest więc nie do pozazdroszczenia. Mimo wielu lat od odejścia Donalda Tuska i porażki Grzegorza Schetyny okazuje się, że temat sukcesji nie jest wcale zakończony. „Gdzie stary upadł, niech urośnie młody" – słowa Edmunda z szekspirowskiej tragedii „Król Lear" pasują dobrze do ostatnich lat Platformy Obywatelskiej, w której nowe pokolenie sięgnęło już po władzę na własnych warunkach, a „stara gwardia" z różnych przyczyn nie chce się z tym pogodzić lub uznaje ich wysiłki za niewystarczające. Pytanie jednak, czy to starcie zakończy się tak dla wszystkich jak właśnie w „Królu Learze".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA